Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi*

6 maja 2010, kategoria: Małgorzata Południak, liczba wyświetleń: 1 283

Współczesna literatura zmaga się z truchtającą grafomanią. Ktoś zasugerował, że amatorzy nie muszą być dyletantami. Nie jestem zwolenniczką prostowania poglądów innych, ale postanowiłam przy najbliższym spotkaniu z Nivejką, osobą nikogo nienużącą i utalentowaną, wypytać o istniejące prawdy i poglądy. Wyjechałam, zatem na kilka dni z mojego uroczego miejsca zamieszkania, w końcu długi majowy weekend nie tylko z nazwy sprzyja długo odkładanym spotkaniom. Chociaż inni najczęściej odpoczywają – ja pracowałam. Biorąc udział w warsztatach muzycznych poświęconych technice śpiewania w oparciu o twórczość Mozarta.


W przerwie wielogodzinnych zajęć uciekłam z objęć mistrza, po to właśnie, żeby napić się kawy w uroczym miejscu. Z Nivejką. Potwierdzam pogłoski, że ma auto w dziwnym kolorze, mimo, że wyczytałam to w jej powieści, organoleptycznie przekonana, podziwiałam osobliwe zjawisko. Stąd pewnie miłość Nadwornego do wyszukanych kolorów aut. Wracając do właścicielki nie tylko osobliwego auta, która broni nauczycieli i mogłaby skutecznie bronić pisarzy, gdyby nie naiwność, że wszyscy mają szczere intencje i nie czują w sobie strachu, czy też mdłości, myśląc zazdrośnie o tej dzikiej konkurencji w werbalizowaniu i kreowaniu rzeczywistości. I tak to bezgranicznie kocha się w życiu i myśli, że życie odpłaci jej tym samym. Jakiś czas temu miałam pewność, że jesteśmy do siebie podobne, przynajmniej pod pewnymi względami. Dzisiaj natomiast wiem, że jedno nas różni – ona dalej bezwzględnie wierzy w ludzi, a ja bez względu na wszystko nie wierzę. Wynika to z moich doświadczeń. Związana ze środowiskiem muzycznym i literackim dostrzegam pewne analogie, które powodują, że poddaję w wątpliwość, że każdy przyszły muzyk jest świetny, czy początkujący literat znakomity. Nivejka daje szansę, pedagogicznie liczy na otrzeźwienie zmysłów przyszłego pisarza, zachwyca się powierzchownością i powtarza, nauczy się nauczy. Pewnie nauczy, jeżeli nie stwierdzi, że on wie najlepiej.

Podobnie jest z przyszłym muzykiem; ma 20 lat, teoretycznie powinien znać i czytać nuty. Wydaje mu się, że ma wiedzę, talent i jedyne, co różni go od innego muzyka, to dwadzieścia lat doświadczenia i zdobywania warsztatu. Literatura współczesna tak samo jak muzyka, warsztatu wymaga. Technika śpiewania (i pisania) jest inna niż 40 lat temu. Wtedy ważna była siła głosu, chór krzyczał i do dzisiaj niektórzy tkwią przeświadczeniu, że tak jest dobrze. Nie ma nic bardziej mylnego. Metodycy uczą naturalnego śpiewania, delikatnej frazy, bez siłowego wyciągania szyi i tego, kto głośniej wyartykułuje tekst. Z pisaniem jest podobnie. Co było dobre dawno temu, dzisiaj niekoniecznie. Wszędobylski patos, którym nas karmiono odpłynął przecież do lamusa, zdezaktualizował się, a autorzy nadal sięgają po niego jak po najpiękniejszą muzę, a muzyk in spe krzyczy… bo tkwi w przeświadczeniu, że im głośniej, tym piękniej.

Konfrontacja z codziennością łamie kręgosłupy, nadgarstki, ucina palce, powoduje ból gardła. Po pięciu dniach warsztatów muzycznych 30% uczestników nie było w stanie wydobyć głosu. Nie tyle zasady emisji przekazywane przez doświadczonego metodyka, co on sam został znienawidzony już w pierwszym dniu, bo wytknął błędy, wzmacniając w przyszłym adepcie przekonanie, że zmuszanie go do pracy i myślenia, to zazdrość. Przez zmęczone gardła, chmurki i humorki, nadal twierdzą, że profesorowie dobijają, a nie uczą, czym utwierdzają mnie, że dyletant zawsze pozostanie kiepskim muzykiem, jeżeli nie wyzbędzie się przeświadczenia, że talent, to wszystko, co wystarczy do bycia dobrym. Tak samo jest z literatem, któremu samo natchnienie nie wystarczy do osiągnięcia pisarskiego sukcesu. Ze spotkania z piękną brunetką, na której testuję moje wiersze, wywiozłam kawałek epilogu. Nie stawiajmy siebie na piedestałach, mimo krnąbrnego charakteru. Do prawdy pewnie będziemy dochodziły całe życie, chwytając w sidła słowa, poddając je nieustającej obróbce. Na szczęście dla większości warsztaty, nie były stratą czasu. Szkoda tylko, że dyletant pozostanie zawsze kiepskim amatorem aspirującym bezskutecznie do dobrej muzyki i pięknej literatury. Oby szybko zauważył, że nikt go nie słucha i nie czyta. Za kilka dni z Nivejką podążymy w poszukiwaniu innych światów, żywo dyskutując, co jest niechlujstwem, a co wyrafinowaniem.

*„Ulga, którą ty i ja poczujemy w chwili poprzedzającej śmierć, kiedy los oderwie nas od smutnego zwyczaju bycia kimś i od ciężaru wszechświata„ Jorge Luis Borges

Komentarzy: 19 do wpisu Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi*

  1. I tak to posiadanie auta w kolorze bliżej nieokreślonym, z tapicerką w kolorze bliżej nieokreślonego koloru nadwozia pozwoliło pewnej Zołzie z Pegeeru zaistnieć w felietonie:)
    Niezbadane są wyroki boskie,inwencja twórcza speców od lakierów samochodowych i gusta czytelnicze…
    Dzięki Małgosiu:)

  2. Beata dnia 6 maja 2010
  3. Tak, uszlachetniasz mój charakter, wykorzystałam Cię z premedytacją :) dziękuję, że mi na to pozwalasz :) A felieton, jak widać zainteresowana jesteś Ty i ja… cudownie :)

  4. Małgorzata dnia 7 maja 2010
  5. No i ładnie – kilku użytkowników allarte powinno zostać sądownie zmuszonych do przeczytania tego tekstu – w celach resocjalizacyjnych oczywiście :) a i sądowy zakaz publikowania by się przydał :) Gratuluję felietonu. Dobrze napisany, no i przede wszystkim sensowny. Ten dział mógłby zostać nazwany: antygrafomańskie filipiki :) no oczywiście o ile utrzyma taki ton :) pozdrawiam autorkę.

  6. Karolpedro dnia 7 maja 2010
  7. W zasadzie to zaliczam się do amatorów, więc pewnie nie raz ślizgam się po krawędzi grafomanii, ale nie ukrywam tego, no, co mistrzem to ja nie jestem. Dziękuję Karolu? Pedro Almodóvara uwielbiam, więc wkradłeś się gdzieś pod skórę i jak szuter tkwisz, więc czekam na Twoje teksty… felieton?!

    Co do tonu… no ile można, daj spokój, grafomana nie przekonasz :)

  8. Małgorzata dnia 7 maja 2010
  9. Ja poeta – młody, zdolny, atrakcyjny, diabelnie utalentowany ( ultimate poet ) i na dodatek niezmiernie miłujący się w intelektualnej wartości podanej nienachalnie na pięknej porcelanie słownej, stwierdzam, że tekst mi się podoba – znaczy, że jest dobry.

  10. Arkadiusz dnia 9 maja 2010
  11. Zapomniałeś dodać, że skromnym (skromność skarbem chłopczęcia również. Oraz że kochasz morze i mnie…;)

  12. Beata dnia 10 maja 2010
  13. Niech mnie #^%#&^&#&*, że zapomniałem o tak ważnej kwestii. Ja nikogo nie kocham… oprócz Ciebie Beatko :***, morze owszem, ale to nie człowiek ;D, a skromny? no to przecież widać na każdym kroku, każdy mój komentarz powinien o tym świadczyć :

  14. Arkadiusz dnia 10 maja 2010
  15. I ja Tutaj dotarłem! I dobrze!
    I po pierwsze – też bym chciał „gdzieś” pojechać i popleplać przy kawie o „gupotach” i o „rzeczach” ważnych – ale nie mam gdzie ani do kogo! Są, co przyjeżdżają do mnie – do moich lasów. A samochód mam – zieleń ciemna butelkowa (ponoć)!
    I po drugie – tekścik!? – znakomity i pouczający! Również i mnie – sobie amatora poetyzowania, grania i jeżdżenia rowerewm duktami lasów!
    Dzięki! I pozdrowienie moje i dobre myśli się posyłają!

  16. Marek dnia 10 maja 2010
  17. Słówko od świadomego dyletanta, który wstydzi się nim być, ale musi, bo inaczej się udusi…

    Chciałam tylko powiedzieć, że:
    Ktoś mi obiecywał śpiewać Mszę w maju i co?
    A w ogóle to chyba widziałam jakiś taki, dziwnie nieokreślony samochód w pobliżu i…
    i też lubię kawę…

  18. Mota dnia 10 maja 2010
  19. Wygląda na to, że dla niektórych warsztaty były szkołą przetrwania ( w dobrym samopoczuciu i samozadowoleniu mimo wszystko ;) Ano, warto poddać się czasem ocenie innych i spojrzeć na siebie ich oczami.
    Mnie jednak bliżej do Margo iż do Nivejki ;) Fajnie Wam było! :)

  20. magenta dnia 10 maja 2010
  21. Świetny felieton, stawiający na baczność trafnością konstatacji.
    A za zapowiedź „Za kilka dni z Nivejką podążymy w poszukiwaniu innych światów, żywo dyskutując, co jest niechlujstwem, a co wyrafinowaniem.”
    niskie ukłony. Chapeau bas!

  22. Jarek dnia 10 maja 2010
  23. O jak miło :) Mota, 29 maja śpiewamy o 18 na Wawelu, więc jeszcze nie straszę, ale Ci przypomnę :)

    Marku, zapraszam 17 maja i 21 maja, jeden koncert to Msza Koronacyjna a drugi to Requiem Mozarta… i kawy z moim ulubionym poetą chętnie się napiję i uwiodę słowami :) gdzie Twój felieton?!

    Magento, dygam Pani :)

    Jarku, dziękuję i wzajemnie z głowy :)

    A jak ktoś ma blisko to trzy koncerty w Berlinie 23 maja… hehe

    I obiecuję już nie czytać moich tekstów!

    Pozdrawiam mili :)

  24. Margarithes dnia 11 maja 2010
  25. Felieton „wstawi” Dyrekcja. Po małej, uzgodnionej poprawce. Co mu na dobre wyszła. Sądzę. Trzeba poczekać.
    Chyba „Requiem” bardziej mi odpowiada. „Na żywo” tylko jeden raz słyszałem. „U Wizytek” w W-wie kilka lat wstecz.A to przecież kompozycja, którą zamówił sobie Fryderyk Chopin na swój pogrzeb. Czekano dwa tygonie na zebranie się solistów(chyba najdłużej na Paulinę Viardot). Ale to chyba już się rozpisuję.
    Marek

  26. Marek dnia 11 maja 2010
  27. Przecieram oczy ze zdumienia i widzę felieton Małgorzaty Foremniak. Braaaaaaaaawo! Czekam na bis
    z równie tematyką. Pozdrawiam Cię Małgosiu Zbyszek

  28. Zbigniew dnia 11 maja 2010
  29. Poeto żartownisiu Zbigniewie mężczyzno wrażliwy, mnie do Foremniak jak dyni do kartofelka, jestem już niedołężna i prawie inwalidka… pozostało mi śpiewanie, pisanie!

    Marku, dam znać :) a historię znam a jakże…

    Pozdrawiam Panów dygając radośnie :)

  30. Małgorzata dnia 11 maja 2010
  31. „ona dalej bezwzględnie wierzy w ludzi, a ja bez względu na wszystko nie wierzę” – to tak jak ja… jakiś czas temu przestałem wierzyć w człowieka…

  32. M. dnia 13 maja 2010
  33. Tak M. wiara w człowieka bywa przekleństwem, ale dobrze mieć tego świadomość, przynajmniej mniej boli, kiedy, każdy idzie w swoją stronę :) Dziękuję za poczytanie i refleksję.

  34. Małgorzata dnia 17 maja 2010
  35. Wiara w ludzi to wspaniała cecha charakteru..należę jednak do tych drugich..mało tego im dłużej żyję tym bardziej się ich boję..

  36. Ania dnia 19 listopada 2010
  37. nie wiem,jak to sie stalo,ze trafilam na ten felieton dopiero w roku 2011….ale ciesze,ze trafilam.Lepiej pozno,niz wcale:)

    a wiec,kawa na lawe,pieknie! byc wlasnym krytykiem,kogo na to stac? ;) a proznosc moze zabic najwiekszy talent niestety
    no i kawa z Nivejka! ta Nivejka! -bo ja tez do Niej zagladam,fajnie!

  38. Emocja dnia 17 listopada 2011

Zostaw komentarz



Kalendarz

Maj 2010
P W Ś C P S N
    cze »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Najczęściej czytane