O krytyce, krytykach i krytykanctwie…
17 maja 2010, kategoria: Beata Wincza, Felietoniści, liczba wyświetleń: 1 128
Krytyk to ma smutne życie. Sędzia kalosz też ma przechlapane. Taki na ten przykład ringowy… Kibice nie lubią tego w czerwonych majtkach, a sędzia, być może pozornie, faworyzuje tego w czarnych. Jest stronniczy? Może tak, może nie, a może w pewnym sensie. Po pierwsze, sędzia, będąc bliżej sytuacji widzi to, czego kibice nie dostrzegają. Po drugie, nie stoi tam dla ozdoby i istnieje słuszne domniemanie, że się zna. A przynajmniej powinien. Po trzecie i po ostatnie, ocenia według reguł i według własnego uznania, żeby nie powiedzieć widzimisię. Ewentualnie nie widzi.
Równie smutne życie ma krytyk. Taki na przykład literacki. Krytyk może autora lubić, może go nie lubić, może mu być ten autor obojętny. I ma do tego prawo. Konstytucyjnie zagwarantowane. Granica między rzetelna krytyką a krytykanctwem jest bardzo cienka. Bardzo łatwo ją przekroczyć. Wystarczy krytykowi nadepnąć na odcisk i staje się krytykantem. Ostatecznie jest tylko i aż człowiekiem. Wszędzie tam, gdzie ocenie podlegają emocje, a oceniają ludzie trudno o obiektywizm. Sztuka zawsze była, jest i będzie postrzegana subiektywnie. Jednemu się podoba Mickiewicz, drugiemu Słowacki, a krytykowi mało co. O!
Nie ma się co oszukiwać i dorabiać ideologii do powszechnie znanych faktów; nikt nie pisze po to, żeby go nie czytali. Autorzy, podobnie jak gwiazdy show biznesu, wyznają religię szumu medialnego. Nieważne co, nieważne czym, nieważne, w jaki sposób. Grunt, żeby szumiało i SZOKOWAŁO. Im więcej szumu i zamieszania, im głośniej tym lepiej. Parafrazując mistrza Poniedzielskiego, co z tego, że jest oglądalność i słuchalność, skoro brak poczytalności? Niby nic, ale jak nie wiadomo, o co chodzi w całym tym zamieszaniu, to chodzi o popularność.
Szum, nieważne czy krytyczny, czy krytykancki robi z artysty – autora gwiazdę. Jest to oczywiście sposób na zaistnienie. Grunt, żeby to zaistnienie wykorzystać i nie skończyć jako gwiazdka jednorazowa, szybko gasnąca.
Reasumując: zawodnik – autor sobie, sędzia–krytyk sobie, krytykant doleje oliwy do ognia, a i tak ostatnie zdanie w tej całej awanturze należy do kibica -czytelnika. Z matematycznego punktu widzenia stosunek popularności jest wprost proporcjonalny do poczytności, której to wszystkim życzę…
Komentarzy: 15 do wpisu O krytyce, krytykach i krytykanctwie…
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (50)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (5)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (12)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (1)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 076
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 283
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 184
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 133
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 128
A jeszcze smutniejsze ma krytyk, który pisze wiersze. Ten to dopiero ma problem!
Dobry pomysł na felieton. Sprawnie zapisany. Może bym tylko (ale to ja) skrócił niektóre zdania. Przedzielił kropką. Dla lepszego czytania!
Kłaniam się. Krytyk z przeceny.
Marek
Bo, ktoś, kto pisze wiersze Marku, nie powinien krytykować, tylko siedzieć cicho. Zaraz się okazuje, że robi wokół siebie szum żeby zaistnieć. No smutne, to spostrzeganie Beaty. Nie pozostaje mi nic innego jak dygnąć i się oddalić.
Nie wiem Marku. Krytykantem bywam (któż nim nie bywa;), a wierszy nie piszę z tej prostej przyczyny, że po prostu nie umiem. I chyba też nie czuję potrzeby. Poezja mi w duszy nie gra:)
Inna sprawa,że krytyka i krytykanctwo nie dotyczy tylko poezji. Prozaikom też się dostaje po uszach:)
Tekst przeczytałam ponownie i przyznaję rację. Niektóre zdania są za długie.
Dziękuję
„Tekst przeczytałam ponownie i przyznaję rację. Niektóre zdania są za długie.
Dziękuję”.
Proszę bardzo!
Dobry tekst. Nie rozumiem tylko dlaczego Małgorzata się tak oburzyła. Więcej dystansu!
Pozdrawiam, Adam.
Heh mi też się tekst podoba, tylko co z tego? ;D
Nic Arku. A musi coś być?
Nic, pokazuję jedynie, że komentarze są bez znaczenia. Ja jako krytykant mogę jedynie napisać, że mi się podoba, albo nie. Swoim komentarzem nic nie wnoszę. Trzeba się dużo modlić, dużo czytać i pracować nad samym sobą, przede wszystkim nad emocjami. Czytelnicy są jak muchy – a dobra poezja czy też proza to lep. Nie muszę już nic więcej wyjaśniać.
Bingo Arku! Właśnie o to chodzi. Dobra poezja i proza obroni się sama. Bez wzgledu na opinie krytyków i krytykantów:)
A tam – przesadzacie
przede wszystkim bycie krytykiem tylko w nielicznych przypadkach jest związane z oficjalną funkcją. Co nie zmienia faktu, że każdy powinien być krytycznym czytelnikiem. Bo bez krytycznego czytelnika (krytyka) właściwie literatura nie istnieje, bo jest wtedy tylko zadrukowywaniem papieru (prawdziwego lub elektronicznego) niepotrzebnym wodolejstwem
Każdy, komu w jakikolwiek sposób zależy na literaturze, jest więc krytykiem. A krytyk z dyplomem, ma tylko tę przewagę, że ma lepsze narzędzia. I powinien ich z rozwagą używać – co osobiście staram się na potrzeby naszych allartowiczów robić
Ale felieton jest dobry. Jak już pisałem autorce wcześniej – boksu nie lubię, ale zapasy jak najbardziej, więc metafora do mnie przemawia. Pozdrawiam
Nie lubię boksu, zasad piłki kopanej nie poznam chyba nigdy , a co do zapasów… to gromadzę. W spiżarce. Niemniej jednak zgadzam się z Pawłem… bez krytyki nie istnieje literatura.
Problem polega na tym, żeby ta krytyka była rzetelna.
Pozdrawiam
W byciu krytykiem najważniejsze jest to żeby nie być betonem. Najgorszy to ten nieomylny.
Podoba mi się, że nie generalizujesz, bo krytyk krytykowi nierówny.
Fajny ten felieton:)
Uważam, że krytykę można porównać do kropki.Źle umieszczona zmienia sens tego, co piszący chce przedstawić swojemu odbiorcy.Gorliwy krytyk przyczynia się do nadinterpretacji tekstu…
Zawsze z przyjemnością czytam to co piszesz. Ciekawe postrzeganie i świetne porównanie:)
Pozdrawiam!