Grzech zaniechania i kultura masowa

7 czerwca 2010, kategoria: Aneta Bilska, Felietoniści, liczba wyświetleń: 4 161

„Większość z nas pracuje ciężej niż musimy, po to, żeby zarabiać więcej pieniędzy, niż nam naprawdę potrzeba, żeby kupować rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujemy, po to, żeby zaimponować ludziom, których tak naprawdę nie lubimy” – Amos Oz.

Choć ten cytat z pisarstwem niewiele ma wspólnego, to i tak zainspirował mnie do pewnych przemyśleń. Jak często zdarza się tak, że sięgamy po jakąś powieść, tylko dlatego, że słyszeliśmy, że ponoć jest dobra, a potem spotyka nas rozczarowanie? Z jednej strony odnoszę wrażenie, że trzeba cieszyć się, że ludzie, szczególnie Polacy, sięgają w ogóle po jakiekolwiek książki. Z drugiej odczuwam pewien niesmak, kiedy widzę, jak na fali popularności pewnej książki o wampirach pojawiły się kolejne o podobnej fabule, analogicznie do sytuacji, w której mały czarodziej doczekał się swoich odpowiedników kilka lat temu w każdym chyba kraju.

Tak działa na nas kultura masowa. Możemy się przed nią wzbraniać, ale tak naprawdę ona już dawno wdarła się do ludzkich umysłów, czyniąc z nich papkę. Podobną postać „papki” mają wszystkie treści, jakimi kultura masowa nas raczy. Nasze umysły są jak sito, które uwielbia tego typu, homogenizowane przetwory. Nie mają grudek, podobnie jak serki, dlatego są łatwe w odbiorze. Przyzwyczailiśmy się do tego, że wszystko musi być łatwe i przyjemne, zanikła w wielu z nas potrzeba jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego.

Jeśli dobrze się zastanowić, żeby zaczęto uważać nas za intelektualistów w naszych kręgach społecznych, wcale nie trzeba się mocno wysilać. Wystarczy kupić kilka książek i położyć je gdzieś w domu, najlepiej na widoku – tam gdzie zauważą je nasi goście. Prawda jest taka, że mało kogo interesuje co czytasz. Można uchodzić za inteligenta odbierając w rzeczywistości właśnie homogenizowaną treść, jaką niosą ze sobą opowieści o wampirach i czarodziejach. I co z tego, że przebrnie się przez 400 czy 700 stron, które nic nowego nie wniosły do naszego życia? Nie powinniśmy się na to godzić. Jesteśmy istotami myślącymi, więc dlaczego mamy dawać sterować nami wydawnictwom nastawionym na zysk?

Książka uczy myślenia, uwrażliwia. Ale trzeba wiedzieć jaka. Istnieją setki tytułów, które zabijają nam ćwieka, a raczej zrobiłyby to, gdyby nie fakt, że nie  sięgamy po nie, bo zwyczajnie nie chce nam się myśleć. Gubią się w całej masie tytułów bardziej krzykliwych, powieści bazujących na najprymitywniejszych ludzkich instynktach.

Muszę zaznaczyć, że wiem o czym mówię. Sama jestem „dzieckiem telewizyjnym”. Wychowałam się oglądając „Krowę i kurczaka”. Zanim zdążyłam zastanowić się nad swoimi zainteresowaniami, już ich nie miałam. Bieg moich dni wyznaczała telewizja, która wpoiła mi niechciejstwo. I do tej pory borykam się z wybitnym lenistwem. Walczę, żeby nie włączać telewizora, bo jak już to zrobię, to koniec. Nie ruszę tyłka z łóżka. Nie skończę Dickensa, bo leci mój serial. Nie chce mi się wyjść na spacer, bo po prostu mi się nie chce. I przyznaję się. Popełniam grzech zaniechania. Notorycznie. Czytałam powieść o wampirach. Wszystkie tomy. Nie kupuję książek noblistów, bo ich nie rozumiem. Dopiero staram się rozruszać swój intelekt, żeby zrozumieć klasyków. Jestem jak ta lokomotywa z wiersza.

Jeśli jeszcze nie dopadła Was choroba zwana kulturą masową, to posłuchajcie mojej rady – nie dajcie się ujednolicić, sprowadzić do wspólnego mianownika.

P.S. A tak tytułem dygresji – po co komu te kursy szybkiego czytania? Czy ktoś kiedyś zastanowił się, jaka jest przyjemność z połknięcia opasłego tomiska w 15 minut? Tak bez „gryzienia”? Książkę trzeba przeżuwać, smakować. 15 minut. Przecież to nie starczy nawet na sam literacki orgazm, nie mówiąc już o grze wstępnej. Szybko, to można pisać na klawiaturze.

Foto: http://www.twilightthemovie.com/

7 czerwca 2010 Aneta Bilska, Felietoniści

Komentarzy: 25 do wpisu Grzech zaniechania i kultura masowa

  1. No cóż, lubię trylogię tolkienowską, nie czuję się oszukana, wychowałam się na Fantastyce, Lema tata czytał mi zamiast bajek. Moje dzieci nie są telewizyjne i wampiry ich się nie imają. Córka wypożyczyła którąś z części przeczytała kilka kartek i odniosłam do biblioteki, bo zupełnie o książce moje dziecię zapomniało. Zarzut, że czytelnik nie wybiera świadomie… Ech, mnie tam nikt nie zmusi do czytania flaków z olejem, nawet jak są polewane bitą śmietaną z czekoladą. Jeżeli autorka wychowała się na „Krowie i kurczaku” to była pierwsza kreskówka jaką wycięłam. Może jednak od tego trzeba zacząć… wywalić TV!

  2. Małgorzata dnia 7 czerwca 2010
  3. Akurat Amos Oz ma wiele wspólnego z pisarstwem, bo sam jest … pisarzem. To taka dygresja do cytatu i wstępu. Na szczęście nie znam osób, które kupują książkę tylko po to, by położyć na widocznym miejscu i robić wrażenie na gościach. A po co kto sięga, to już kwestia gustu. I poddania się manipulacji medialnej. Nikt nie każe Ci czytać popliteratury, chyba, że dobrze się w niej czujesz. A w ogóle to i w literaturze z niższej półki można znaleźć perełki. Wystarczy porozglądać się dobrze. A tv należy wyłączyć na wieki wieków. Oglądanie coraz głupszych programów nie rozwija człowieka, ale ogłupia i rozleniwia. Więc? Wybór należy do ciebie.

  4. Joanna dnia 7 czerwca 2010
  5. Amos Oz ma wiele wspólnego, zaś sam cytat raczej odnosi się nie za bardzo do samego pisarstwa. I tak – trudno dziwić się takiemu jak Wasze podejście. Ktoś, kto nie sięga świadomie po dobre książki, raczej nie odwiedza tego typu stron. Sama jednak znam wiele osób, które właśnie kupują książkę, żeby ładnie wyglądała na półce.

  6. Aneta dnia 7 czerwca 2010
  7. Kultura masowa jest jak worek z cukierkami. Każdy wybiera to co lubi. Ważne żeby wybierał wedle własnego smaku i apetytu. Zmuszanie się do czegoś czego się nie lubi może doprowadzić w najlepszym przypadku do mdłości. Skrajnie do torsji. Czy ktoś kto woli owocowe landrynki jest gorszy od konesera czekoladek? Ja lubię miętowe landrynki. Do jakiej podkategorii się zaliczam?

    Pozdrawiam :)

  8. Beata dnia 7 czerwca 2010
  9. Ważne, żeby wybierać coś, co chociaż w jakikolwiek sposób jest wartościowe. Zmierzch też może być wartościowy, jeśli popatrzy się na niego pod innym kątem – sam fakt, że współczesne nastolatki sięgają po książkę (nawet taką) jest dobry. Przynajmniej coś czytają.

  10. Aneta dnia 7 czerwca 2010
  11. Aneto, nie wiem z jakiego środowiska pochodzisz, ale czytam i przecieram oczy ze zdumienia. Odechciało mi się dyskusji w temacie. Dodam tylko. Obserwuję raczej pozytywne zachowania u młodych czytelników… mam kontakt z gimnazjalistami, licealistami i studentami. I częściej spotykam się z degrengoladą u ludzi w moim wieku. Przynajmniej coś czytają – też coś.

  12. Małgorzata dnia 7 czerwca 2010
  13. Oj, dotknęłaś mnie tym: „I tak – trudno dziwić się takiemu jak Wasze podejście. Ktoś, kto nie sięga świadomie po dobre książki, raczej nie odwiedza tego typu stron.”
    Zdziwiłabyś się, czytam sporo i to różnej literatury, choć z zasady unikam tego, co modne, typowo babskie i nieco naiwne w treści. Książka ma mnie pobudzać, zmuszać do myślenia, przewartościowywania mojego światopoglądu, wygładzania kantów mojej duszy…

  14. Joanna dnia 7 czerwca 2010
  15. Polecam Alessandro Barico :”JEDWAB” – jak Ktoś nie czytał…

  16. Marek dnia 7 czerwca 2010
  17. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mi mówił co mam czytać. Rozumiem twoje podejście do tej książki, ale nie można odmówić jej tego, że lekko się czyta. Tak, przeczytałam. Dostałam na urodziny, bo tak naprawdę o niej nie słyszałam, przez trzy lata od wydania. Czytam to co mi się podoba i z każdej książki można coś wynieść, chyba, że jest to szwedzka instrukcja składania półki.

  18. Anna dnia 7 czerwca 2010
  19. Czytam to co mi się podoba i z każdej książki można coś wynieść, chyba, że jest to szwedzka instrukcja składania półki.
    Albo element masowej papki :) pozdrawiam

  20. Aneta dnia 8 czerwca 2010
  21. Manuell inlämning av hyllor kan vara mycket intressant :) Speciellt på svenska :)

  22. Karolpedro dnia 9 czerwca 2010
  23. Detta är ett mönster, ingen manual:)

  24. Małgorzata dnia 9 czerwca 2010
  25. Widzę, że z felietonu o kulturze masowej zrobiła się dyskusja o szwedzkich instrukcjach :)

  26. Aneta dnia 9 czerwca 2010
  27. Mönster är ett monster, är detta monster en matematiker och matematik är den vackraste poesi, min Margaret :)

    Nie Aneto – to jest nadal rozmowa o literaturze ;)

  28. Karolpedro dnia 10 czerwca 2010
  29. Det har länge sagts att allt är matematik. Jag är dålig med matematik, så jag förstår:) Kära Peter? Charley?

  30. Małgorzata dnia 10 czerwca 2010
  31. Eliot skrev: En kvinna anser att två och två varv i fem, om du länge kommer att gråta och göra en scen:) Så du inte behöver manliga matematik;)

  32. Karolpedro dnia 10 czerwca 2010
  33. Hon var inte en arkitekt, jag försäkrar er, Eliot hade levat, skulle jag vara hans musa. Vid planeringen av nästa hus, bytte uppgift att kvinnor :P

  34. Margarithes dnia 10 czerwca 2010
  35. już ja znam tę Waszą architekturę:
    - kochanie, ta ściana musi być koniecznie zburzona, muszę połączyć kuchnię z dziennym; koniecznie musimy mieć więcej światła…
    - ale to jest ściana nośna moja droga…
    - no to ja nie wiem, postaw ją gdzie indziej, wszystko jedno: po prostu zrób coś, ja się duszę w tych kubikach…

    Tyle jeżeli chodzi o kobiety i architekturę, a także szwedzkie dywagacje na temat literatury, matematyki i seksizmu :D

  36. Karolpedro dnia 10 czerwca 2010
  37. Łe tam, Jag är arkitekt och jag vet vad jag skriver: P

  38. Margarithes dnia 10 czerwca 2010
  39. skoro tak twierdzisz ;)

  40. Karolpedro dnia 10 czerwca 2010
  41. A ja wyłamię się z tego zaklętego kółka: Amos Oz tak jak Orhan Pamuk to tandetna podróbka; imitacja literatury, na którą nabierają się ludzie rzekomo zblazowani niskim poziomem w kulturze, tacy mówiący półgębkiem, którzy wprawdzie podobnie jak ja nie znoszą wilkokłaków i szczękoczułek, ale zarazem nie potrafią wyczuć, kto naprawdę zajmuje się sztuką a kto tylko udaje :) -

    pozdrawiam

  42. Anhelli dnia 20 czerwca 2010
  43. „Grzech zaniechania i kultura masowa”- Ten felieton ma oczy, dobre oczy.
    Ze wszystkiego można „coś” wynieść… ale kultura (czyt.głupota) masowa tak galopuje, że nie mamy czasu na beztroskie zbieranie okruszyn.
    Dzisiaj nie powinniśmy pytać „czy to mi sie podoba” dzisiaj powinniśmy pytać „czy to jest dobre”.
    A żeby to wiedzieć nie wystarczy poznać tylko tego co współczesne, ale nie odrzucając tego poznać trzeba całą historię kultury,filozofii, sztuki,poezji, trzeba sięgnąć do wieszczy, do praojców… i podnieść „to dziecko”, które wyrzuciliśmy razem z kąpielą (czyt.z czyszczeniem z ciągłości tradycji, która miała i rzetelną wiedzę i zasady obowiązujące).
    Dzisiaj główną zasadą jest brak zasad, co prowadzi do niszczenia dorobku kultury,niszczenia pracy innych bo np. jeśli piszę trzy linijki tekstu który nazywam haiku a łamie wszelkie zasady przypisane temu stylowi przez ich twórców i wieki tworzenia się, rozwijania i trwania to tym popełniam świętokradztwo – zbrodnię przeciw kulturze i wcześniejszym twórcom.
    Dziś poezja bardzo często nie jest poezją.
    Mylimy pojęcia… po to by było łatwiej i przyjemniej… po to by „zabłysnąć”.
    I jeśli nawet to nam się udaje, to czym się odróżniamy od setek czy tysięcy gwiazdeczek marnie świecących.Niczym, jedynie pompujemy swoje ego.
    Dawniej wielcy byli GWIAZDAMI.
    Dziękuję.

  44. KRZYSZTOF dnia 1 sierpnia 2010
  45. Osobiście przeczytałam całe 4 tomy „Zmierzchu”. Podobała mi się niesamowicie, ale chyba tylko dlatego, że był wątek miłosny. Film jest niczym w porównaniu do książek. Tak zawsze było i będzie. A pochłonięcie książki w 15 minut tak jak pisze autorka felietonu nie wniesie nic do naszego życia. Nie ujrzymy tego, co autor chciał udowodnić… Każda książka jest napisana w jakimś celu. To moje zdanie.

  46. Angelika dnia 5 sierpnia 2010
  47. Zabawne, że autorka nie bierze pod uwagę zapracowanych ludzi, którzy harują po 12h dziennie, wracają zmarnowani do domciu i… co – mają czytać Joyce’a albo Prousta? Litości. Rozgryzanie intelektualnych problemów tylko dla rozgryzania i w formie „sztuka dla sztuki”, a także szczycenie się swoją „inteligencją” wśród znajomków dobre jest w kręgach znudzonych licealistów. Potem to przechodzi. Po ciężkim dniu pracy i wielu godzinach ślęczenia nad papierzyskami należy się odrobina niewymagającego odpoczynku. Choćby przed tym złym-niedobrym telewizorem, czy ze „Zmierzchem” w ręku. Ale co ja się będę produkował – przecież nic nie dorówna heroicznej batalii autorki z lenistwem i wstawaniem z łóżka.

  48. Jack dnia 2 grudnia 2010
  49. I’m truly enjoying the design and layout of your blog. It’s a very easy on the eyes which makes it much more pleasant for me to come here and visit more often. Did you hire out a developer to create your theme? Outstanding work!

  50. Thomas dnia 2 grudnia 2016

Zostaw komentarz