Fwd: No to pojechałeś! Mistrzuniu Bardzo Drogi!

16 lipca 2010, kategoria: Grafomanka, Mistrz i Grafomanka, liczba wyświetleń: 505

Subject:     Fwd: No to pojechałeś! Mistrzuniu Bardzo Drogi!
Date:         Fri, 16 Jul 2010 20:20:42 +0200
From:        Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
To:            Mistrz <miszcz@allarte.pl>

No to pojechałeś!

Mistrzuniu Bardzo Drogi!

Pisząc „drogi” miałam na myśli sensy (jeśli nie ma takiego słowa w żadnym słowniku, to niniejszym je tworzę) przymiotnikowo przenajróżniejsze, tylko nie finansowe. Myliłam się, a skutki tej pomyłki będą widoczne gołym okiem. Wielkie albowiem, uczyniłeś pustki w portfelu mojem tem rachunkiem. Mistrzu! Mimo wszystko Drogi. Mi.

Zamykając tematy artystyczno – automobilowe, pragnę, po pierwsze, donieść uprzejmie, że kolegę Tadeusza pozdrowiłam. Wspomnienie o hecy „zaiksowej” powitał zdziwieniem, bo dawno zapomniał o wszystkim, odkładając rzecz całą do szufladki pod tytułem „było-mineło”.

Artyści współcześni muszą być szołmenami. I szokmenami. Żeby wywołać reakcję, zwrócić uwagę na siebie i na swoje dzieło, zaistnieć w środowisku. A że czasem szok jest lekko niesmaczny, zbyt pieprzny, albo przesadnie kontrowersyjny to szczegół. Gierkowi pomogliśmy to i artyście… wybaczymy; seks w jakuzy, niszczycielskie machanie szabelką, zrobienie wystawy z własnego tyłka podczas koncertu. Wybaczymy, bo wszystko to są elementy kreowania siebie. I jakże modnej promocji.

Schemat jest prosty. Jest szok. Potem naturalną koleją rzeczy następuje reakcja w postaci świętego oburzenia; no bo jak on, ona, oni mogli? Kolejny etap to rozgrzeszenie; mógł, mogła, mogli. Bo to artyści a im wybaczamy więcej. I to by było na tyle jeśli chodzi o po drugie. Jest i po trzecie. Historyjka mi się znowu przypomniała z epoki kamienia łupanego mojego życia. A dotyczy owa historyjka artysty przez duże „a”. Nie musisz prosić. I tak ci opowiem…

Zdarzyło się było w marcu. Na przednówku. Pierwsze wiosenne słońce nieśmiało wyzierało zza chmur dając nadzieję na cieplejsze jutro.
- Nie marudź tylko przyjeżdżaj. Będzie Gucio – matka polka dla dzieci sztuk trzy, służbowo, a prywatnie koleżanka ze szkolnej ławki, dodała na zachętę i rzuciła słuchawką. Pewnie pobiegła do rozwrzeszczanych dzieciaków płci różnej i rozszczekanych psów rasy bliżej nieokreślonej.

Hasło „Gucio” podziałało. Jasna sprawa, że jak On będzie to mnie nie może zabraknąć.
- Tylko co ja na siebie włożę? – zadałam sama sobie odwieczne pytanie kobiet w wieku każdym, stojących przed obliczem spotkania z NIM. W rezultacie pojechałam tak jak stałam. Rozmyślanie nad połączeniami garderobianymi, co pasuje a co nie, zajęło mi zbyt dużo czasu i kiedy limuzyna pod tytułem Fiat 126P zajechała, zdążyłam tylko chwycić torebkę.

Majestatyczny na scenie Gucio, siedział na kuchennym taboreciku w pozycji mocno przygarbionej. W ręku trzymał nóż kuchenny mały. Przed nim stały naczynia typu wiadra w rozmiarach XXL w liczbie sztuk dwa i micha podobnych gabarytów. Na jej dnie leżało kilka smętnych, obranych ziemniaków. Przy czym obranych to na wyrost nieco. Bardziej adekwatne do rzeczywistości zastanej będzie określenie – ociosanych lub porąbanych. Zastygłam w bezruchu. Zapatrzeniu towarzyszyło rozdziawienie paszczy i zanik funkcji wydawania głosu.
- Ty się dziecko nie gap jak sroka, tylko goń po nóż i pomagaj – powiedział tym swoim absolutnie nieziemskim głosem i powrócił do czynności masakrowania ziemniaków. Stojąca obok mnie ja, wróciła na swoje miejsce i razem pognałyśmy w poszukiwaniu narzędzia.

Mistrz Holoubek umilał nam nędzny żywot młodszych podkuchennych, specjalistów od przynieś, wynieś, naobieraj, anegdotkami rodem z teatralnej garderoby.
Kiedy krwistoczerwone wiadro zaświeciło dnem, a micha była pełna, wstał i wycierając ręce w spodnie powiedział;
- Wiesz, dziecko, masz jakąś koszmarną dykcję i na dodatek strasznie zaciągasz po Podlasku, ale na moje oko, będą z ciebie ludzie.
- Strasznie!?- zdziwione zapytanie poparłam równie zdziwiona miną i oburzeniem. Bo ja się z wadą wymowy mogłam zgodzić. Z lekkim „śledzikowaniem” również. Ale, żeby strasznie?
- No dobra. Ledwie słyszalnie – skapitulował, poczym natychmiast, niejako na swoją obronę dodał – Ja słyszę. Bo ja moje dziecko, terminowałem u przedwojennych aktorów. Takich co to za przeproszeniem, nawet dupa przez „ł” mówili.

Ot i cała opowieść, o człowieku przede wszystkim i artyście mimo wszystko, który przy bliższym poznaniu nie tracił, a wręcz przeciwnie, zyskiwał. Bo z artystą, Mistrzuniu, jest jak z cnotą. Prawdziwy krytyki się nie lęka. Babranie się w czynnościach prozaiczno-przyziemnych niszczycielsko wpływa tylko na nieistniejący autorytet.Tak to już jest, że artystą się bywa, a autorytet się po prostu ma.

Skan zdjęcia, które dostałam na pamiątkę tego pierwszego z Nim spotkania ci przesyłam. Jakbyś Mistrzuniu, mimo wszystko Drogi, miał problemy z rozszyfrowaniem dedykacji, to tam stoi, że „dla nieśmiałej”. Czy ja jestem nieśmiała? Mistrzu? – zapytałabym, gdyby nie obawa, że kolejny rachunek, do reszty rujnujący moje nadwątlone finanse wystawisz. Chyba już puste koperty wolę…

Z rozgrzanej latem plaży nadmorskiej pozdrawiam. Serdecznie. I cmokam. W nos.

Grafomanka (nie)Opalona

PeeS. Zauważyłeś, że popularne powiedzonko ”pocałuj mnie w nos” nabrała właśnie innego znaczenia?

Komentarzy: 13 do wpisu Fwd: No to pojechałeś! Mistrzuniu Bardzo Drogi!

  1. Mistrz ma ciężki żywot z tak roztrzepaną uczennicą :) ) Ale poradzi sobie, wierzę w niego.

  2. Arkadiusz dnia 17 lipca 2010
  3. Jak ja lubię TAKIE teksty – dowcipne, ładnie po polsku napisane, opowiadające ciekawą historię, zdystansowane w ocenach – nadgryzające (jednak)
    nieco nasze niekiedy wypaczone już współczesnością stawianie ocen „artystom”. Wymienienie pana H. jako „przeciwagę” dla dzisiejszych „artystów” – pomysłem znakomitym i adekwatnym. ):-)
    Gratuluję umiejętności!
    Marek

  4. Marek dnia 17 lipca 2010
  5. Arku:)
    Mistrzu, nie z takimi wiatrakami walczył! Roztrzepanie Grafomanki mu niestraszne;D

  6. Grafomanka dnia 17 lipca 2010
  7. Marku, dziękuję bardzo. Wiele panu, śp. Holoubkowi zawdzięczam. Dużo mnie nauczył. A wszystko to robił tak mimochodem; obierając ziemniaki, drylując wiśnie na letnią zupę czy w drodze po papierosy do kiosku za rogiem. Bo wielkim artystą był, nie przestając przy tym być człowiekiem.
    Pozdrawiam :)

  8. Grafomanka dnia 17 lipca 2010
  9. Tak to jest kiedy potrafi się przyjmować swoje niedoskonałości, słabości – wtedy „pozwala się” być niedoskonałym drugiemu – piszę to za dominikaninem Koudelką (Czechem) – tylko osoby wielkiego ducha, serca to potrafią. Wielkość w małości – obieranie ziemniaków -zwykła czynność podniesiona do rangi „dzieła” – obcowanie z Jego słowem, gestem, mądrością, sposobem w jaki przekazuje „to co wie”… Spotykać często Takich – marzenie!Tych „mimochodnych profesorów”…

  10. Marek dnia 17 lipca 2010
  11. Jako performance wspólne obieranie ziemniaków jest znacznie przyjemniejsze niż oglądanie czyjegoś zadka. Zwłaszcza, że zadek niekoniecznie musi być akurat w naszym guście, no i z dupą nie pogadasz :)
    To „ł” – mistrzostwo!

  12. magenta dnia 18 lipca 2010
  13. Tak sobie myślę, Marku, może przewrotnie, ze zbyt częste spotykanie „mimochodnych profesorów” doprowadziłoby do tego, że przestalibyśmy ich zauważać i doceniać. Tak to już jest że bardziej cenimy „unikaty” :)

  14. Grafomanka dnia 18 lipca 2010
  15. Magenta…
    Tez byłam pod wielkim wrażeniem dupy wypowiadanej przez „ł”. Próbowałam, ale nie umiem niestety. Bardzo możliwe że dlatego że nie miałam przyjemności terminowania u przedwojennych aktorów;)

  16. Grafomanka dnia 18 lipca 2010
  17. „…Tak to już jest że bardziej cenimy „unikaty”…”
    Fakt niezaprzeczlany!

  18. Marek dnia 18 lipca 2010
  19. SpóLgLoska póLotwarta boczna dziąsLowa welaryzowana jest idealna do wymawiania sLowa „dupa” pod warunkiem, że się ma gust, klasę i pochodzenie. Mam szczerą nadzieję, że Mistrz rozwinie moją myśl. Mistrzu?

    P.S. Grafomance z kolei gratuluję artykuLu i proszę o więcej. Z Laski swojej…

  20. Karolpedro dnia 22 lipca 2010
  21. Grafomanka jest do usLug;) I się weźmie. Jak tylko otrząśnie się z załamania nerwowego wywołanego szokiem. Zdała sobie albowiem sprawę, że „dupa” przez „ł” jest poza jej zasięgiem;)

  22. Grafomanka dnia 22 lipca 2010
  23. Cykl się rozkręca. Idziecie jak burza; Mistrzu i Grafomanko.
    Dupa przez „ł” – fantastyczne!
    Pozdrawiam i z niecierpliwością oczekuję kolejnych odcinków.

  24. Adam dnia 23 lipca 2010
  25. Adamie,
    Teraz Mistrz odbija piłeczkę. I pewnikiem zada mi bobu;D

  26. Grafomanka dnia 24 lipca 2010

Zostaw komentarz



Kalendarz

Lipiec 2010
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Najczęściej czytane