Wchodzi człowiek do biblioteki…

21 lipca 2010, kategoria: Aneta Bilska, Felietoniści, liczba wyświetleń: 335

Mała miejscowość. Zachód Polski. Wszyscy mieszkańcy dobrze się znają. Mogłoby się wydawać, że tu czytelnictwo będzie ostatnią rzeczą, która zainteresuje statystycznego mieszkańca – człowieka zabieganego i pracującego fizycznie w systemie trzyzmianowym.


Czytelnicy odwiedzający mniej lub bardziej regularnie bibliotekę, są różni, tak samo jak różne są ich charaktery i literackie upodobania. Pewna starsza Pani wraz ze swoimi torbami wdrapuje się po bibliotecznych chodach na piętro z wielkim trudem. Wchodzi do biblioteki, kładzie torby z zakupami na krzesłach, po czym zasapana sama opada na siedzenie. Dyszy ciężko. Po chwili zaczyna opowiadać o swoich problemach zdrowotnych. Mówi, że ma w domu przeciągi, więc śpi w wełnianej opasce na głowie. Wyciąga z torby przeczytane książki, wstaje i zaczyna szukać romansów, ale najlepiej takich, które będą poruszały tematykę filozoficzną i jeszcze, żeby były pisane przystępnym językiem.

Następnego dnia po tych samych bibliotecznych schodach wdrapuje się kolejna kobieta. Ewidentnie „wyrafinowany gust”. Oddaje romansidło. Na pytanie, czy chce wypożyczyć znów coś w tym stylu obrusza się i oznajmia, że to była tylko odskocznia od trudniejszej lektury, że teraz poprosi o coś ambitnego. Sama sprytnie buszuje po regałach z nowościami.

Kilka godzin później odwiedza bibliotekę starszy pan. No, w sumie nie aż tak starszy. Przynosi książkę z twardymi kartkami. Dla wnuka wypożyczył, ale zobaczył, że się bajeczka rozpada, więc skleił. Oddaje książkę, z torby wyciąga butelkę kleju. Do drewna, ponoć doskonały do sklejania książek. Dar dla biblioteki. Może przyda się także do sklejania krzeseł?

Przychodzi pani w zielonym kapeluszu. Ma ze 40 lat i chyba chce wyglądać jak Johnny Depp. Ma w sobie coś z Kapelusznika z Alicji w Krainie Czarów. Nikt jej nie zabroni. Idzie korzystać z komputerów. Lektura jej nie interesuje.

Wpadają dzieci. Szukają zazwyczaj Harry’ego Pottera. Najmłodszym bajki wypożyczają rodzice.

Wchodzi dziewczyna do biblioteki. Podchodzi do kontuaru i pyta:

- E.. czy już jest ta… no…

- O wampirach? – pyta bibliotekarka.

Dziewczyna kiwa głową.

- Na razie wypożyczona.

-Aha.

Wychodzi.

Wchodzi do biblioteki starsza pani. Zna się na rzeczy. Czyta jeszcze „Kapuściński- Non Fiction”, ale chce tom wierszy poznańskiego eseisty, felietonisty, reportażysty, poety, malarza, tynkarza i akrobaty o tajemniczym nazwisku, którego nie pamięta, ale zaczyna się na literkę P. Nikt nie ma pojęcia o kogo chodzi, a czytelniczka odchodzi niepocieszona, by następnego dnia wrócić z zapisanym na karteczce nazwiskiem poszukiwanego wybitnego poety.

Wchodzi do biblioteka panienka. Wpada w regały. Po chwili wychodzi.

- Colelo jest?

Bibliotekarka wie o kogo chodzi. Pędzi w regały i dostarcza spragnionej lektury czytelniczce książki Paulo Coelho.

Wydaje się, że w takim małym miasteczku nikt nie czyta. A tu przewijają się całe tabuny ludzi w różnym wieku. Najmniej jest chyba gimnazjalistów, zaś zdecydowanie najwięcej ludzi w podeszłym wieku. I, choć mogłoby się też wydawać, że upalne wakacyjne miesiące nie sprzyjają czytaniu, przychodzi spora część ludzi w średnim wieku, którzy chętnie wypożyczają powieści do czytania na plaży czy w podróży. W ciągu jednej godziny można mieć do czynienia z kilkoma osobami o odmiennych gustach. Jedna chce romansów, bo musi się rozerwać. Inna właśnie skończyła romans i potrzebuje pożywki dla swego intelektu. Przykładowo.

No i pozostaje kolejny mit do obalenia. Nie jest tak, że w bibliotece nic się nie robi. Bibliotekarstwo to nie praca polegająca na siedzeniu i czytaniu, ewentualnie zamawianiu książek przez Internet. Biblioteka jest instytucją kultury, taką samą jak każda inna. Nie może już tylko udostępniać ludności księgozbioru, ale  ludność animować. Biblioteka ma przyjść do człowieka, a nie odwrotnie.  Nawet w tak niewielkiej bibliotece w małej miejscowości na zachodzie Polski, gdzie wszyscy się znają, pracy jest dużo.

Tylko funduszy brak.

21 lipca 2010 Aneta Bilska, Felietoniści

Komentarzy: 8 do wpisu Wchodzi człowiek do biblioteki…

  1. Ja też lubię biblioteki – zwłaszcza te małe, gminne… za PRL-u był nakaz wysyłania tam dokładnie takich samych książek, jak do dużych bibliotek, w myśl zasady o socjalistycznym, równym dostępie do kultury. Więc teraz jak upatrzę sobie, że taką likwidują, to kartonami wykupuję te wszystkie białe kruki :D :D

  2. Karolpedro dnia 22 lipca 2010
  3. Rzeczywiście, w sumie to w każej bibliotece można co jakiś czas kupić za grosze jakieś ciekawe publikacje. Większy problem zdarza się, kiedy ludzie przynoszą do biblioteki w „darze” ksiażki zupełnie bezużyteczne. Później i tak nikt z nich nie korzysta. Apel: czasem warto się zastanowić czy nie lepiej oddać stare i bezużyteczne książki do skupu makulatury niż do biblioteki. Trochę to przykre (szczególnie z pubktu widzenia książek), ale w ten sposób przydadzą się chociaż do recyclingu :) )

  4. Aneta dnia 22 lipca 2010
  5. no niby tak – ale zasadniczo może lepiej niech bibliotekarz decyduje, która książka jest bezużyteczna – bo aż mnie skręca, kiedy sobie pomyślę, ile rzadkich książek stało się półproduktem papieru toaletowego…

  6. Karolpedro dnia 22 lipca 2010
  7. Jako bibliotekarka czynna zawodowo wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, ze w bibliotece to praca lżejsza od spania. A ile się naczytać można?!
    Czytelnictwo z geografia ma niewiele wspólnego. w zapyziałych miasteczkach i w wielkich aglomeracjach mieszkają po prostu ludzie, których wrzuca się do wspólnego worka pod tytułem statystyka. I wychodzi, że przeciętny Kowalski z równie przeciętną Nowakową czytają 2,46 książki w roku. Kowalski najchętniej czytał drastyczne kryminały, a Nowakowa przesłodzone romanse.

  8. Grafomanka dnia 22 lipca 2010
  9. Ja znam tę Nowakową – wczoraj znowu była 20 zł pożyczyć. Pogoniłem łachudrę… do wina zawsze jej zabraknie, ale na pks żeby dojechać do tej biblioteki i czytać te swoje 2.46 książki w roku to jakoś wysupła! Już ja jej dam!

  10. Karolpedro dnia 22 lipca 2010
  11. Sama tak myślałam. Ale oczy mi się otworzyły i stwierdziłam, że trzeba o tym powiedzieć innym. Praca w bibliotece ciężka nie jest, ale do nicnierobienia też daleko.

  12. Aneta dnia 22 lipca 2010
  13. Taka mała biblioteka, a jakim wdzięcznym miejscem do obserwacji może się okazać. Polskie społeczeństwo jest niedoceniane, jak widać. A praca bibliotekarza niesie za sobą mnóstwo frajdy, również – jak widać.

  14. Rafał dnia 28 lipca 2010
  15. Bibliotek może też być odskocznią od rzeczywistości. Można zagłębiać się w ciszy w kolejne wersy nowego romansidła. Cieszę się, że ludzie mimo pogoni za pieniędzmi i nową pracą mają czas by przysiąść przy książce, a bibliotekarka czuje się potrzebna.

  16. Angelika dnia 5 sierpnia 2010

Zostaw komentarz



Kalendarz

Lipiec 2010
P W Ś C P S N
« cze   sie »
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

Najczęściej czytane