Fwd: Miszczuniu!

3 sierpnia 2010, kategoria: Grafomanka, Mistrz i Grafomanka, liczba wyświetleń: 519

Subject:     Fwd: No to pojechałeś! Mistrzuniu Bardzo Drogi!
Date:         Tue, 3 Aug 2010 20:20:42 +0200
From:        Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
To:            Mistrz <miszcz@allarte.pl>

Miszczuniu!


Czytałam gdzieś, wybacz roztrzepanie, zapomniałam zapamiętać gdzie, że popularne ostatnio „witanie” na początku listów jest mało eleganckie. Przeto…

Dzień Dobry Mistrzu!

Witam (teraz już można) i o zdrowie wątroby cennej, czytaniem, jak mniemam nadwyrężone, pytam. Nie osadzam, nie ganię, jedynie proszę. Zanim przeczytasz, zerknij na stopkę redakcyjną. I sprawdź, czy aby czytanka pochodzi z legalnego wydawnictwa.

Dziś Mistrzuniu, to tylko Cyganów prawdziwych już nie ma. Artyści byli, są i będą. Zmieniają się czasy i trendy. To co zachwycało wczoraj dziś jawi się kiczem. A co się szacunku do sztukmistrzów różnych tyczy, to tu też się nowe wdarło. Otóż według badań największym poważaniem cieszą się strażacy i (sic!) informatycy. Strażak – rozumiem, obrońca nieustraszony. Informatyk – nie rozumiem. Nie mnie jednak z opiniami publicznymi dyskutować.

Gdzieś tam za informatykiem w kolejce po uznanie ustawiają się lekarze, potem nauczyciele, a artyści to hen hen, daleko, za prawnikami i żołnierzami, i za domokrążcami nawet. Z czego wynika niechęć społeczeństwa do artystycznych celebrytów? Nie wiem. Może zazdrością jest powodowana, że oni błyszczą, a ja stoję nad zlewem i szoruje przypalony garnek po grochówce, że oni mają, a ja nadal starym fiatem do pracy jeżdżę?

„Byt określa świadomość” – jak mawiał czerwony mędrzec. A gdyby tak pokombinować? Zamiast ”y” wstawić „u” i dołożyć „n”? Czyż, tak przerobione zdanie nie będzie prawdziwe?  Na przykładzie czasów, jak to określiłeś, za dużych swetrów i wybujałej trwałej ondulacji, widać doskonale, że bunt kształtował i świadomość, i sztukę.

Popatrz na ten przykład Mistrzu Mój, na takiego Tyrmanda. Był, żył, tworzył i marzył. Rzec by można, że całe swoje bycie dostosował do marzeń o czerwonych skarpetkach.

W czasach zakorzeniającego się w mentalności narodu Peerelu, marzenia o kolorowych skarpetkach były buntem przeciwko narzuconemu systemowi i synonimem tęsknoty za zachodnim wiatrem. Bo ludziom się bardzo, ale to bardzo, tego wiatru chciało. A najbardziej to Ameryki. Głownie chodziło o dostępność, a raczej jej brak.  Fakt posiadania dokumentu upoważniającego do wyjazdu poza granice rzeczywistości demoludów, świadczył o wolności. Można go było nigdy nie użyć. Wystarczała sama świadomość posiadania.

Wspomniany Tyrmand, marzył, chciał i wzdychał. I pisał o rzeczywistości go otaczającej i tęsknocie do tego czego nie ma, mieć nie może. Cały „Zły” to taki prywatny bunt, przeciwko czemuś, w imię czegoś; bunt obrócony w sztukę. Karykaturalne wręcz przedstawienie MDM-u, pałacu Kultury i innych peerelowskich świętości.

Załóżmy, że dostępność jest i to w pełnej gamie kolorystycznej. Tyrmand wchodzi dumnym krokiem do sklepu na Marszałkowskiej u zbiegu z Puławską i prosi przestraszoną kontrolą z Rady Zakładowej sprzedawczynię;

- Skarpetki raz! O przepraszam, lokale mi się pomyliły. Jeszcze raz przepraszam i w rączki szanowną panią cmokam. Poproszę chciałem powiedzieć. Te czerwone. Nie, nie amarantowe! Prosiłem o czerwone, w najprawdziwszym z prawdziwych odcieni czerwieni! Jedną parę. Rozmiar 43.

Jak myślisz Mistrzu, czy gdyby mógł te skarpetki Tyrmand w wymarzonym kolorze nabyć, ot tak po prostu, dobrze nam znaną metodą kupna, bez protekcji i nie spod lady, to czy by je nosił? Publicznie? I do garnituru w prążki?

A może, cała ta tęsknota i chęć posiadania, była tylko buntem kształtującym świadomość? I sztukę?

Jak myślisz? Mistrzu?

Tyrmand raczej nie lubił rzeczywistości na która skazała go historia i data urodzenia. Cały „Zły” oparty jest na nielubieniu; systemu, braku, nadmiaru,

Czyżby sztuka była następstwem buntu? To by się nawet zgadzało.

Co się zaś Twojego idola tyczy to przypominam, że my Polacy, nie gęsi. I nawet wcześniej od Amerykanów swojego majsterklepkę mieliśmy. Pamiętasz Adama Słodowego? To taki nasz McGyver, w ugrzecznionej wersji. Ile razy podejmowałam próbę pójścia w ślady tego genialnego wynalazcy, tyle razy ponosiłam klęskę sromotną. I nie ja jedna. Jemu jednak wszystko wychodziło i wszystko „robił sam”. Samolot z puszki po piwie, wiatraczek  czy latawiec. Często wystarczyło połączyć coś z czym, dodać coś i włożyć „bateryjkę” i działało. Jemu.

Tak też i zakończę, Mistrzu.

Pisz do mnie szybko. I długo. Bo bardzo lubię to twoje pisanie. I czekam na nie.

Pozdrawiam, wakacyjnie, beztrosko, sierpniowo…

Grafomanka

PeeS.  Nie to żebym się czepiała, Mistrzu, ale… Czy to w kontaktach bezpośrednich, czy w listownych, początek i zakończenie są bardzo istotne. Może nawet bardziej zakończenie? Bo jak twierdził taki jeden premier, „Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.”

Foto:

Adam Słodowy, źródło: tvp.pl

Leopold Tyrmand, Warszawa 1958. Fot.Wojciech Plewinski /Agencja FORUM

3 sierpnia 2010 Grafomanka, Mistrz i Grafomanka

Komentarzy: 13 do wpisu Fwd: Miszczuniu!

  1. Ja zrobiłem metalową szufelkę do mąki. Ale Mama nigdy jej nie użyła – wolała kopystkę z drewna.
    I nosiłem naszyjnik z pociętych rogów (może jelenich?)na swetrze w pasy… ot, tak sobie to było… artystycznie niby. A że przechodnie pukali się w głowę mijając…
    Autorce ukłon! i ):-)
    Marek

  2. Marek dnia 3 sierpnia 2010
  3. Między innymi, próbowałam zrobić choinkę z resztek. To znaczy z poobcinanych gałązek… I Gucio. Rozpadła się;)
    Jedno co, to sobie taką „szczałkę” jak miał Pan Adam zrobiłam i pokazywałam co się dało;D
    Pozdrawiam :)

  4. Grafomanka dnia 3 sierpnia 2010
  5. Jeżeli chodzi o informatyków, to kładą oni podwaliny pod nową cywilizację, oto fragment Pisma:

    Na podstawie J 8:2-16

    Wówczas uczeni w piśmie i agenci BSA przyprowadzili do niego kobietę, którą pochwycono na kopiowaniu CD-ków, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:
    Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na kopiowaniu CD-ków. W prawie Ustawa o Prawach Autorskich nakazuje nam takie kamieniować. A Ty co mówisz?. Mówili to wystawiając go na próbę, aby mieli o co go oskarżyć.

    Lecz on nachyliwszy się nad laptopem kodował w assemblerze. A kiedy w dalszym ciągu go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was nie miał nigdy pirackiej kopii, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się kodował w assemblerze. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko on i kobieta, stojąca na środku.
    Wówczas, zachowawszy kod na dysku rzekł do niej „Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła „Nikt, Panie!”. Rzekł do niej: i ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili nie bierz już do ręki CD-ka chronionego prawem autorskim.

    A oto znów przemówił do nich tymi słowami: Ja jestem open source, kto idzie za mną, nie będzie płacił bandytom za licencje. Rzekli do niego prawnicy: Ty sam sobie wydajesz licencję. Licencja twoja nie jest prawdziwa! W odpowiedzi rzekł do nich: Nawet jeśli ja sam sobie wydaję licencję, licencja moja jest prawdziwa, bo wiem skąd powstał mój kod źródłowy open source i jak będzie działał. Wy zaś nie wiecie ani co jest w execach, ani co one robią. Wy dajecie sąd według zasad bandyckich, ja nie bronię licencji nikomu. A nawet, jeśli zabronię, to moja licencja jest prawdziwa, bo nie jest to mój exec, ale wszystkich, którzy się do niego przyczynili.

  6. Karolpedro dnia 4 sierpnia 2010
  7. Karolpedro…
    Doskonały tekst. Ostatnio bardzo trudno mnie rozbawić, a tobie tym komentarzem się udało. dzięki:)
    Pozdrawiam:)

  8. Grafomanka dnia 4 sierpnia 2010
  9. Strażak to fetysz, Jak pielęgniarka :D No…prawie… ale żeby informatyk w koszuli w kratkę co jak wiadomo jest cechą charakterystyczną informatyka, miał być fetyszem? To by dopiero było!

    Ci w czerwonych skarpetach to zdaje się byli „bikiniarze”, strasznie wywrotowy element swego czasu i z gruntu niesłuszny. Amaranty jakby takie bardziej patriotyczne… ale też czas nie ten. Słuszność jest jednak ściśle związana z czasem, no kurczę :)

  10. magenta dnia 4 sierpnia 2010
  11. no i jeszcze sprana koszulka z zespołem… no ale występowania u informatyków czerwonych skarpetek nie zaobserwowałem… być może nie są wywrotowymi bikiniarzami… ale już skończmy ten temat, bo nam tutaj jakiś informatyk zablokuje wszystko… z nimi lepiej nie zadzierać :D

  12. Karolpedro dnia 6 sierpnia 2010
  13. Od pana Adama to ja się nauczyłam próbować i nigdy nie kończyć , no ale na szczęście ja mężczyzną nie jestem :) Pamietam za to , że baterie najlepiej było sprawdzać przytykając język do dwóch blaszek i taka zabawa zastępowała mi brak wrażeń z wyjazdu do kraju bogaczy i imperiaistów :) Swoją drogą jak ja się zmęczyłam czytając ,, Złego ” , ale mus było czytać wtedy , bo to świadczyło o wyższym stopniu wtajemniczenia . Nie wiem w co , ale kto by o to pytał … :)

  14. anaste dnia 6 sierpnia 2010
  15. „Znajdłem” ten felieton gdzie indziej. Przez przypadek.I fajnie!
    Marek

  16. Marek dnia 7 sierpnia 2010
  17. Magenta…
    Te stereotypy! Barmanka z dużym biustem, myszowata bibliotekarka i informatyk w kraciastej koszuli:D
    Czerwone skarpetki, owszem były symbolem bikiniarzy, ale nie tylko. Również ludzi o odmiennej orientacji seksualnej;D

  18. Grafomanka dnia 9 sierpnia 2010
  19. Masz rację Kalorpedro… Z informatykami lepiej nie zadzierać, po dobroci, kawkę zrobić, połechtać po ambicji i przytakiwać z uśmiechem numer 4 (ostatni na drodze do jawnego uwodzenia;;)

  20. Grafomanka dnia 9 sierpnia 2010
  21. Anaste…
    Samo słowo – bateryjka, brzmi jakoś tak niesamowicie mało współcześnie:D
    „Złego przeczytałam pod wpływem pewnej Agnieszki… ale o tym w którymś z kolejnych odcinków:)

  22. Grafomanka dnia 9 sierpnia 2010
  23. Marku? Bardzo jestem ciekawa, gdzie jeszcze jest ten felieton. O dwóch miejscach wiem…:)
    Zdradzisz, gdzie? :)

  24. Grafomanka dnia 9 sierpnia 2010
  25. A gdyby tak ubrać informatyka w czerwone skarpetki?
    Riposta na Mistrzowski felieton doskonała :)
    Pozdrawiam

  26. Adam dnia 11 sierpnia 2010

Zostaw komentarz



Kalendarz

Sierpień 2010
P W Ś C P S N
« lip   wrz »
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Najczęściej czytane