Budowa anatomiczna pisarza
19 sierpnia 2010, kategoria: Aneta Bilska, Felietoniści, liczba wyświetleń: 415
Życie z pisarstwa zawsze wydawało mi się pasjonujące. Myśląc o tym, widziałam człowieka, który siedzi w swoim gabinecie w starym domu. Za oknem szaleje burza albo drzewa właśnie nabrały jesiennych kolorów. A pisarz w tej mojej wyobraźni siedzi nad starodawną maszyną do pisania, z papierosem w jednej i ołówkiem w drugiej ręce. Obok niego stoi kubek z kawą. Kawa i papieros jest tym, co wyróżnia artystę, choć nie wszyscy artyści palą i piją kawę, podobnie jak nie wszyscy szarzy śmiertelnicy uzależnieni od kawy i papierosów są twórczy. Nigdy nie zastanawiałam się natomiast, co ten cały pisarz może mieć właśnie w tej chwili w głowie. Mój ma pusto. Bo go nie stworzyłam, tak jak powinnam. A pasjonujące w tym jest paradoksalnie to, że pisarz siedzi i właściwie niewiele robi.
Śledząc wątki na internetowych forach pisarskich stwierdziłam całkiem niedawno, że pisarz składa się w 10% z ciała, które jest mu potrzebne. W 20% z innych ludzi, którzy mają lub mieli na niego wpływ. Na 30% jego osoby wpływają natomiast jego własne myśli. 10% to wspomniane otoczenie pisarza, czyli wszystko, co sprzyja jego wenie – zaciszny kąt do pracy, na przykład. 30% to pisarskie obsesje, dziwactwa i przesądy.
Jak wiadomo, pisarz, każdy z osobna jest istotą całkowicie indywidualną i niepowtarzalną. Sam tworzy swoje mity, przesądy, podobnie jak obsesje. Może więc talent mieszczący się w tych 30% myśli i samodzielnej pracy można zastąpić kubkiem kawy, dymiącym papierosem i pięknym, starym domostwem? Ale to taka dygresja. Jedni nie potrafią obejść się bez używania określonego słowa. Inni nie pozwalają, żeby myśl, pomysł, wena uciekły i nawet w najdziwniejszych chwilach gnają po kartkę i długopis. Nocne pomysły są najbardziej zagrożone, choć bywają wyjątkowe. Jeśli ich nie zapiszesz dokładnie wtedy, kiedy cię nawiedzają, zapomnisz o nich do rana. Umknie ci najważniejsza myśl, treść, a to jest wybitnie frustrujące. Każdy ma swoje własne przesądy. A co z obsesjami? Buty muszą mieć koniecznie podeszwę z poliuretanu, a majtki nie mogą zawierać domieszek sztucznych materiałów. Sama mam pewną obsesję: używam tylko tych długopisów, które zakorbiłam u brata w biurze. Innymi po prostu źle mi się pisze. Te natomiast są idealne. Świetnie leżą w dłoni i mają taką fantastyczną, ostrą końcóweczkę. Każdy z nas może stać się ofiarą własnych obsesji. Czym będę pisać, jeśli mój brat stwierdzi, że przestanie finansować dodatkową porcję długopisów dla mnie? Mam też inną obsesję. Nie wymyślam żadnych opowiadań, od kiedy uświadomiłam sobie, że zbyt wiele mają wspólnego z moim własnym życiem. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale już nie piszę. Każdy z nas może zagrać w swoim prywatnym „Dniu Świra”. Talizmany, okręcanie się, plucie za ramię, palenie kadzidełek, poprawianie poduszek na kanapie i cała reszta – wszystko to świetna wymówka, żeby udawać, że się chce ciężko pracować, ale nie można. Bo przesądy.
Foto: Leonardo da Vinci, szkic czaszki.
Komentarzy: 4 do wpisu Budowa anatomiczna pisarza
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (50)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (5)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (12)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (1)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 076
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 282
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 184
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 132
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 127
a gdzie egocentryzm? gdzie egoizm? gdzie egotyzm? (te słowa na prawdę każde z osobna znaczy coś innego! właśnie sprawdziłem na necie…). Ja zawsze myślałem, że osobowość pisarza to jest „pure self-confidence”… no dobrze – myślałem o sobie…
Ciekawy felieton, nigdy nie zastanawiałam się o czym myśli pisarz, jakie ma przesądy albo jak wygląda jego miejsce pracy, jednak gdybym miała sobie go wyobrazić, myślę, że byłby bardzo podobny to tego z twojego opisu
„zakorbiłam” – hihi – dzięki za przypomnienie tego słowa – zdaje się, że już nie funkcjonuje na codzień…
A ja nie mam żadnych przesądów. Siadam do lapka i piszę. Czasem, żeby tylko cokolwiek napisać:
O niczym
Żeby tylko coś napisać (3)
Ono
jest jak taniec
tarantella na linii lewej dłoni
Wiruje biegnie pędzi sadzi susy
podgryzane w stopy podskakuje
wierci się ma nadzieję
Wiem
niczego nie dobiegnie
oprócz tego rozgałęzienia
u nasady palców
A Twój felieton fajniasty jest!
Marek
Ja „muszę” pisać tylko czarnymi, żelowymi długopisami, pakowanymi po dwie sztuki, made in Tesco za osiemdziesiąt dziewięć groszy
Pisarza przy pracy natomiast wyobrażam sobie zawsze jako Jacka N. w „Lśnieniu”. Pilch się kiedyś zwierzył z fajnej rzeczy: potrafił godzinami szorować stare biurko, zamiast siąść do pisania. To był żmudny ciąg określonych czynności, trwający godzinami. Taaa…