Fwd: Muzo prześwietna…
31 sierpnia 2010, kategoria: Mistrz, Mistrz i Grafomanka, liczba wyświetleń: 353Subject: Fwd: Muzo prześwietna…
Date: Mon, 30 Aug 2010 20:20:42 +0200
From: Mistrz <miszcz@allarte.pl>
To: Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
Muzo prześwietna, pocieszycielko mas tworzących, niepocieszonych w swojej odwiecznej wędrówce ku estetycznemu Absolutowi, Różanopalca Jutrzenko, Natchniona, co obłoki natchnienia gromadzisz, Wieżo z kości słoniowej…
Muzo Droga!
Witam (teraz już można) i z góry przepraszam za to, że nie odzywałem się tak długo. Oczywiście mam usprawiedliwienie, które zaraz niezwłocznie wypiszę sobie i własnoręcznie się pod nim podpiszę, jako dowód na prawdziwość i weryfikowalność mojego usprawiedliwienia. Otóż – dopiero wczoraj zakończyły się Mistrzostwa Świata w płukaniu złota, na których, jako Mistrz wszystkich mistrzów, piastowałem zaszczytną funkcję podawacza sita. Jeśli nie wierzysz – sprawdź sama w googlu: Program Zlaté Hory 2010. Bywam tam co roku – a nuż się trafi jakiś kilogramowy samorodek i będę mógł zrezygnować z najmowania się, jako objazdowy Mistrz na wszelkiego typu mistrzostwach. Ciężka dola Mistrza, oj ciężka!
Jeśli chodzi o fenomen kolorowych skarpetek Tyrmanda, to muszę tutaj wyartykułować przypuszczenie, że łatwo mu było
szokować w świecie powszechnej jednakowości. Pamiętaj o tym, że takie lata na przykład 80., to był czas, kiedy szczytem lansu było dekorowanie pokoju młodzieńca tudzież młodej damy opakowaniami po artykułach zachodnich. I tak, niczym kunsztowne wazy z dynastii Ming na półkach stały butelki po coca-coli, ściany zamiast przetykane złotą nicią arrasy, zdobiły zdobyczne pocztówki, pudełka po papierosach, zapałkach, papierki po czekoladach, czy co tam kto akurat kolekcjonował. Wyobraź sobie szok zachodniego turysty, który wyrzucił podartą reklamówkę od Gucciego, wywołując tym społeczne niepokoje i zamieszki wśród walczącej o nią młodzieży. No… może nieco przesadzam – ale myślę, że rozumiesz o co mi chodzi.
Ale wyobraź sobie kategorię szoku dzisiaj – co musiałby zrobić artysta, żeby kogoś zaszokować? (i odpuśćmy sobie już sztuczki z krzyżem – to nie jest szok, ale odruch szoku; z przyzwyczajenia już ludzie są zaszokowani wszelkimi profanacjami, na co dzień robiąc gorsze rzeczy w towarzystwie wszechobecnych w polskiej przestrzeni publicznej krzyży, świętych obrazów, czy też kapliczek, posuwając się o wiele dalej w kategoriach świętokradztwa niż Nieznalska w swojej „Pasji” w Zachęcie, za którą ostatecznie zresztą w marcu tego roku, po ośmiu latach procesów o obrazę uczuć religijnych, została uniewinniona). No, ale jak można dzisiaj zaszokować?
Dzisiaj sztuka może być co najwyżej kontrowersyjna. A i taka bywa rzadko. Z reguły jest po prostu żerowaniem na społecznych fobiach i tematach tabu, które funkcjonują na zasadzie: rób co chcesz, ale na Boga! Nie mów o tym! Dulszczyzna nigdy się nie starzeje.
Pomówmy jednak o sztuce prawdziwej – nie o udawanym teatrze społecznego zaszokowania, odciągającym uwagę od wewnętrznego sensu. Czy dzieło sztuki może jeszcze dzisiaj szokować intelektualnie? Czy może wywołać reakcję obronną umysłu? Mentalne torsje, w pierwszej chwili chroniące przed prawdą, ostatecznie pozwalające na oczyszczenie i przygotowanie miejsca pod tę prawdę? W powieści „Rebelia” Mariusza Sieniewicza główny bohater Pindel, podróżując do innego świata musi się właśnie tak oczyścić (str 70):
„- Rzygaj, ile wlezie. To oczyszczenie niezbędne – Monte Cassino zachęcił go spokojnie.
A to „rzygać” objawiło się Pindlowi jako słowo-gigant […] Tak rozpoczęła się kilkudniowa męka wymiotna. Lecz zamiast zwyczajnych wymiocin wypływała wieloletnia żółć obsesji i lęków, maniakalnych myśli, obrazów, które dręczyły go od zawsze, a których przetrawić nie umiał.
Na rany Chrystusa! – zawołał bezgłośnie. Najpierw przez gardło leciały kilkuletnie dzieci w hełmach, z przestrzelonymi ciałkami. Za nimi – obłąkane matki. Wystawiały piersi, gotowe wszystko, co żyje, nakarmić. Oskarżycielskim gestem wskazywały na zapadnięte łona […].
Zgęstniałą lawą płynęli przez usta nadęci dygnitarze, garbaci biskupi o twarzach downów, sztukmistrze myśli, idei, czarodzieje mód, wojen, cmentarzy, wirtualni filozofowie. Głowy mieli nabrzmiałe niczym koktajlowe bezy […]
Nieprzerwaną lawą płynęli ludzieńkowie – nędzarze, kloszardzi. Obracali w zgrubiałych palcach groszaki, wołając: ty o nas nie ględź, ty milcz o nas, ty losu naszego nie przepowiadaj. Daj lepiej na wino, na fajki dychę, najlepiej dwie. Daj i spierdalaj. Daj i odwal się! […]
Pindel zaczął wymiotować wszystkimi świętymi o łagodnych, jagnięcych oczętach. Tymi z kościołów i z przydrożnych kapliczek. Po nich rzygał pierwszym komunijnym opłatkiem. Był cały, nienaruszony. Zadźwięczał niczym biała moneta […].
Usta wypełniła mu mokra chmura aż po brzegi warg. Wewnątrz chmury poruszył się gruby, mięsisty ozór. Ozorem był Bóg. Chciał go przytrzymać zębami, nadgryźć, wessać z powrotem do brzucha. Ale za późno. […] Bóg plasnął do wiadra [...] .
Nazajutrz wystrzeliły z Pindla siusiaki chłopięce, ptaszki maleńkie i małe pisie, pisie dziewczątek podglądanych przez dziurkę od klucza. Później
wylały się ciała młodych kobiet, te wszystkie tarcia, muśnięcia, dotknięcia. Zwidy, wzwody, drżenie, niepokój, pierwsze polucje, stosunki, wymieszany pot męski i żeński […]
Drżał na całym ciele i wyrzygiwał zgęstniały, smolisty lęk. Lęk niedzielnych wieczorów, gdy razem ze zmierzchem umierało coś więcej. A później ten strach przed śmiercią matki: poranne przebudzenia i wołanie: wstań, mamusiu, wstań! Pluł opustoszałym mieszkaniem, w którym jakaś niewidzialna dłoń gasiła i zapalała światło […]
[…] wyzbył się „cierpienia” – wyglądało jak skrzecząca wrona. Po nim wycharczał „istnienie” – raniło język, było niedostępne jak twarda skorupa kokosa. Dla przeciwwagi „człowiek” chlusnął lekko, podobny do zwinnej jaszczurki. Słowo „język” okazało się nie bestią, ale ością. Stanęło w gardle. Dławił się nią krztusił. Ygu-gu, ygu-yg. Steś ero, steś nic […].
Na tę retortę odpowiedział Pindel kulminacyjną retorsją starca – wydarł z siebie jęk: „JA!”, i nic więcej… Cud!”
Musisz mi wybaczyć ten przepastny cytat. Ale właśnie to mam na myśli. Czy dzisiaj jeszcze ktoś jest w stanie zapewnić takie przeżycie estetyczne, które będzie w stanie zmienić coś w odbiorcy? Czy są jeszcze artyści, których wyznacznikiem nie są kolorowe skarpety do prążkowanego garnituru, ale prawdziwa, niezafałszowana sztuka, która sprawi, że zabiegany człowiek współczesny zatrzyma się i pomyśli?
Nie mówię o manifestach, bo te pisać uwielbiają wszyscy. Mówię o realizacji manifestów – nie o teorii czystej formy, ale o czystej formie, nie o filozofii dekonstrukcji, ale dekonstruującej świadomość odbiorcy sztuce. Muzo? Masz w swojej ofercie tego typu produkty? Jeśli tak, natchnij kogo trzeba, bo mnie tęsknota gryzie.
Com w życiu przeczytał, chociaż nie zawsze z legalnych, oficjalnych źródeł, nie zawsze prawomyślnie i poprawnie politycznie, i się o sztuce dowiedział, to moje. Ale niestety – jak Faust, dalej nic o niej nie wiem:
Jak głupiec u mądrości wrót
Stoję i tyle wiem, com wiedział wprzód!
I właśnie tak zakończę – jakem mężczyzna!
Ukłony łączę, w bałwochwalczym uniżeniu w podłogę głową uderzając
Miszcz
PeeS. Inny z kolei premier, brat pewnego prezydenta, wypowiedział kiedyś z kolei te słowa: „Ale pan bez przerwy to samo, pan nie wytrzymuje, pan rozumie, że siła moich argumentów jest taka, że pan nie ma żadnych szans”. Zasadniczo nie chciałbym w ten sposób ucinać naszej konwersacji, więc z radością czekam na Twoje, Moja Droga, argumenty, które – mam nadzieję, zdruzgocą moje.
Foto:
Julius Nisle, Faust paktujący z Mefistem, 1840.
Podstawowy kolor PRL-u, demotywatory.pl
Dorota Nieznalska, Pasja, www.nieznalska.com
Mariusz Sieniewicz, Rebelia, W.A.B 2007.
Komentarzy: 5 do wpisu Fwd: Muzo prześwietna…
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (50)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (5)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (12)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (1)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 075
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 282
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 184
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 132
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 127

Charles Bukowski rzygał często i w różnych miejscach – publicznych również. (O czym sam wielokrotnie pisał).Może to własnie dobra droga.
Najpierw strawić, później wyrzygać żeby zrobić miejsce „nowemu”…
Artyści to już chyba szokują siebie samych, jeśli im się uda jeszcze kogoś zaszokować. Z tego szokowania porobiło się tak, że już mało co. No szok dla szoku? To totalna kicha.
Zadziwiają rzeczy proste, powiedziałabym wręcz oczywiste, o których już niestety dawno ludzkość zapomniała, albo tylko wspomina o nich ckliwie, a nie tędy droga. Rzeczy naturalnie i subtelnie metafizyczne jak kruche więzi o trwałości nici Spidermana
Artyści żyjący w komunach, w których zapewniają sobie nawzajem zaszokowaną widownię, a także aplauzy ochów i achów to pseudoartyści, o których już kiedyś pisałem. Jako Miszcz jednakże wierzę, że prawdziwi artyści jeszcze istnieją. Tylko są zagrożonym gatunkiem. Jak smoki i jednorożce…
Mistrzu rzeczywiście zostało ich już niewielu. Miejmy nadzieję, że nie wyginą na dobre bo wówczas biada nam, oj biada.
Gdzie oni są
gdzie wszyscy moi przyjaciele
zabrakło ich
choć zawsze było ich niewielu
teraz jestem sam…