Artist’s Paris
20 września 2010, kategoria: Felietoniści, Małgorzata Południak, liczba wyświetleń: 711
Ciągle mi mało. Mimo, że leżę z zapaleniem oskrzeli, wzruszam się wspominając. Odkrywam po raz kolejny warstwę, której nie znałam. Jak miejsca, przeżycia wpływają na pozostawiony w czasie byt. Wróciłam z urlopu i po lekturze własnych dzieł nie mogę przemilczeć, że są do niczego. Wystarczyło dwa tygodnie dystansu i zmieniłabym każde słowo. Cóż, dojrzewanie emocjonalne, które sobie serwuję dopełnia moje ‘’ja’’ i okazuje się, że obszary duszy można wobec prawdy formować na nowo. O dziwo, to mnie nie frustruje, nawet nie przyprawia o mdłości, jak to kiedyś bywało.
W głowie mam istny ‘’Babel’’ i trudno się skupić na jednym wątku. Układam piękno, podsycając strachem i zdziwienie dopada mnie jedynie po powrocie. O czym piszę? O sobie, o kubkach z colą i spirytusem powodujących dreszcze. O spaniu po dwie godziny i biegu na orientację po Paryżu. Zobaczyłam siebie w ukrytych refleksjach sprzedawców wież Eiffla. Istne targowisko o euro. Pięć wież za jedno, a piwo nad Sekwaną za osiem. Bagietka z serem pod mostem i czego mi więcej chcieć? Ano, ważne w życiu nie przychodzi samo, więc lizałam Paryż łapczywie, szybkim krokiem, miejsce po miejscu… nie zabrakło
sexshopów, dziwek i odległych dzielnic, gdzie już codzienność nie umie zadziwić, nawet kolorem skóry. Entuzjazm mnie dopadł na Père-Lachaise, zachwycająca scenografia kamiennych budowli, rzeźb, rozpisując wielowątkową biografię mogłabym zanudzić, nie daj boże uśmiercić czytelnika. Cmentarz, w którym odczuwam deklamujących aktorów, poetów, filozofów, muzyków, zebrani razem, odkupieni z win, a może i nie. Jakie to ma dla nich dzisiaj znaczenie?!
Tradycja przekłada się na dokonania. Wyobrażam sobie w każdym magicznym miejscu, kto dotykał bardziej, architekt, czy hulający artyści. Do rana pod czarną kotarą grali siebie, cieniując ironią, uwiecznione później miejsca. Kto dzisiaj nie wie, gdzie jest plac Concorde, czy Invalides? Sorbonne z Pantheonem i ogrodami pałacu Luxemburgów, Louvre, czy Plac Pigalle.
Nagle z racji pędu, zobaczyłam jak mężczyzna dogaduje się z kobietą, bierze ją za rękę i werbalnie przedstawia plan. Jądro tworzenia idzie w ruch i woda jest wodą, płynie po dziewczynie, mimo, że chwilę wcześniej przepływały przez nią dwie szklanki whisky. Mogłabym się tam bujać i bujać. Dotknąć ulubionego Claudela, wcielić się w królową Margot, czy Wróbelka. Geniusze rodzą się z niczego. Zwyczajnie Paryż niewinnych biedaków ogarnia miejscami i każdy jest poetą. Cierpi za zwierzęta, za tłumy w kolejkach do kas, za chińszczyznę z podróbkami kubeczków i innych takich. Poeta cierpi przez smak pocałunków, które wykradł po północy z przelotnej znajomości. Która pozostawia ślad nie tylko pod skórą, czy gdzieś tam w okolicach tętnic. Czy w ogóle zdaje sobie sprawę z energii, którą niesie i uwiecznia w znakomitych wierszach czy obrazach?! Wrócę tam, z maściami do stóp i łydek.
I konsekwentnie pozwolę się uwieść, byle odszukać uniwersalny klucz dla siebie.
Wszystkie fotografie z prywatnej kolekcji autorki.
Komentarzy: 17 do wpisu Artist’s Paris
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206
O tak! Paryż, miasto-Casanova i mnie uwiódł swoim wdziękiem pomieszanym z nonszalancją. Nie można o nim tak po prostu zapomnieć… Pozdrowienia:)
..z wielką przyjemnością przeczytałam i sama wróciłam wspomnieniami do mojego pobytu w Paryżu i okolicach..ach..to były cudowne chwile…Serdecznie pozdrawiam Małgosiu.
A ja nie byłem. I sądząc po sądach o sobie – nie będę!~A szkoda. Chciałbym posiedziec na tych sławnych schodach, czy położyć fiołki na mogile mojego Chopina. Albo zobaczyć jaki miał widok ze swoich okien w przedostatnim mieszkaniu na wzgórzach – tam pewnie teraz dzielnice zapachane samochodami…
Dzięki Małgorzato za mądry i piękny felieton!
Marek
Przepięknie i niezwykle obrazowo przedstawiłaś duszę stolicy sztuki. Pozdrawiam.
)
Nie potrzeba wielkich słów: ładnie, po prostu ładnie oddany klimat. I barwy i atmosfera i smaczki…
Nie byłam w Paryżu, ale Twój zapis podróży wewnętrznej po Paryżu mnie nie zawiódł. Tak to sobie wyobrażam, że można dotknąć nieco artystycznej atmosfery. Cóż, Paryż jeszcze przede mną:)
m.
Na pewno jestem mało-nowoczesna uznając poniższe. Bo widzisz, te refleksje, dziwnie skojarzyły mi się z opisem, który popełnił swojego czasu Bolesław Prus w „Lalce”, wysyłając Wokulskiego w inny jemu świat przedmieścia. Dziwne to skojarzenie, bo w każdym wypadku, Paryż może uchodzić za życiowo ważny organ Europy. Ot tak po prostu- skojarzenie niekontrolowane. No bo, czemu, z kolei,Paryż kojarzy mi się z zupą pomidorową i rudym beretem?
Ad rem, wspomnienia z Paryża, cudowna rzecz. Nie dziwne, że z upływem czasu jedne wydarzenia zacierają się, drugie wyostrzają. To bardzo cenna umiejętność naszego mózgu-modyfikacja danych.Przez to chwilowe odczucia pozostają odsiane, a pozostaje ważna esencja.
Czy będąc na cmentarzu, dotarłaś może do „mojego” Chopina?
szczególnie cierpienie za kubeczki przypadło – buź
Mota, dotarłam na FB jest zdjęcie
A beret, no tak, pewnie byłam tuż przed, chociaż spotkałam kilku artystów w beretach
Anastazjo, Pchełko – nie można zapomnieć i nieustannie pobudza, wczoraj oglądałam francuski film, piękne uczucie
Marek, nie wiesz, co Ci się jeszcze w życiu przytrafi, więc nie wymyślaj, podeślę Ci zaraz zdjęcia
Akwarelio, Elu – dygam
Marii, będę czekała na Twoje wrażenia
Po mistrzowsku, Małgosiu, nie ma ani jednego zbędnego słowa, a te co są mają niezwykle silny ładunek emocjonalny. /”lizanie Paryża krokami..” – tak o deptaniu paryskich chodników, placów i ulic tylko Ty możesz napisać/.
Serdeczne pozdrowienia:*
Zmęczyła mnie ta wycieczka; nogi spuchły, rozbolała głowa.
Pięknie piszesz, Małgosiu.
Kate – w zasadzie, to Ty mnie zaraziłaś, stąd relacja. Twoje egipskie opowieści snują się w głowach moich znajomych. A mnie pognały do biura podróży
Jarku, już wiem jakich butów na przyszłą wyprawę nie wezmę
Pozdrawiam
Nie byłem w Paryżu, mam jakiś nieopisany strach przed podróżą zagraniczną. Może to bariera językowa….Ciekawie po raz kolejny mnie zaskoczyłaś. Poetycko przedstawiasz świat jaki widzisz.Gratuluję
Paweł, dziękuję
Myślę, że każdą barierę można przełamać
Pięknie
Małgoś, świetnie obrazujesz, następny urlop chciałbym spędzić w Twoim towarzystwie.
Janek – dziękuję
Krystian – nono!