Jutlandzkie mosty
5 listopada 2010, kategoria: Felietoniści, Małgorzata Południak, liczba wyświetleń: 535
Wyjechaliśmy ze Szczecina o świcie, dla niektórych to pewnie była noc. W jakiś sposób ucieszyłam się, że znów ruszam w nieznany dla mnie dotąd świat. Jutlandię znałam z opowieści znajomych i z literatury. Nigdy nie była dla mnie na tyle czytelna, by pod wpływem opinii innych układać w sobie opowiadaną ciszę, której tak naprawdę nie znałam. Poranek poza swoim domem, droga na szóstym biegu i uciekające wiatraki. Zatracałam swoją obecność gapiąc się tępo w okno. Jesień. Dzień zyskiwał na ostrości z każdym kilometrem. Co tu podziwiać oprócz ciemnych chmur. Chyba jedynie dojrzałe rozmowy na przemian z szeleszczącym co chwilę deszczem zmieniały uczucie zmęczenia w ciekawość.
Granica.
Odsłoniła przede mną dwie kultury. Poukładana niemiecka, o określonej stylistyce architektury, porządku, wielkości i ładu. Dania, specyficznie biała, z małymi czystymi okienkami bez zasłon, symboliczna i zminimalizowana. Przycięte trawniczki, odkurzone liście, jakby jesień opuściła to miejsce. Fiord wbijający się w miasteczko, piękne szerokie żywopłoty i istnienie człowieka jedynie z opowieści. Gdzie ci ludzie? Wymiar egzystencji przestał istnieć, ot tak, o porannej porze nie było żywej duszy. Wiatr bijący w okna, auta na podjazdach, na tarasach puste stoły nakryte krzesłami dawały do zrozumienia, że wolny czas funkcjonuje w tym miejscu inaczej, niestety drugiego człowieka trudno dostrzec na horyzoncie. Czułam się nieogarnięta w tej przestrzeni. Specyficzna kultura. Więc jak tu uchwycić istotę doświadczeń zamieszkujących tu ludzi?
Metafizyczny świat, który odkryłam w domu starców, system i wzajemne zrozumienie. Domeczki poukładane wzdłuż alejek, wszystko przemyślane i zdyscyplinowane. Uśmiechy, szepty i moja walka z myślami. Lepszy ten ich świat, zadbał o miejsce dla ludzi, którzy budowali rzeczywistość tego miejsca przez długie lata. Na twarzach uwieczniony wiatr, który wydobył kolor skóry, wyrzeźbił zmarszczki i umiejętnie ukształtował twarde rysy. Uśmiech, który pozwala uknuć hipotezę, że gości choćby w bólu witamy z uśmiechem. Jemy w ciszy obiad, w przerwach uśmiech za uśmiechem, powolność. Czułam się tam dobrze, mimo, że widok ludzi, którzy nigdzie nie chodzą, specjalnie nie pociąga. A z drugiej strony, znają swoje miejsce, każdy zaułek, i zwiedzili cały świat. W rozmowie pani przekroczyła granice kilkunastu państw, nuci pod nosem hiszpańską piosenkę. Z obojętnym wzrokiem obserwuje ręce i czeka na śmierć. Byłam pełna podziwu dla tych rąk. I mimo, że odpowiedziała jednym zdaniem, wiem, że życie przeżyła w widoczny dla siebie sposób, utrwaliła w nim wszystko, co ją interesowało. Teraz dobiega innych milczeniem i specjalnie nie interesuje się kolejnym dniem.
Nie to, co ja.
Wychodzę. Z pięknej słonecznej Jutlandii spływają potoki wody, przelotnie reaguję na porozbieranych ludzi, opatulam się szalem i pragnę suchego miejsca. Koncepcja ‘myśleć i mówić’ upadła, siedzimy w jadalni, popijamy herbatę i wdychamy stabilność miejsc, które dotknęliśmy. Niewiele osób wiedziało, że w Sonderborg Stefan Czarniecki wyzwalał Duńczyków spod szwedzkiego ciemiężyciela. Zaśpiewaliśmy hymn nasz piękny w miejscu gdzie w 1658 roku miało miejsce ważne dla Duńczyków wydarzenie, chociaż dla nas Polaków też powinno być ważne. Jakoś miałam niedosyt w sobie i poczucie ignorancji w tym historycznym temacie. Zjawiska, jakie dotykają podróżników takich jak ja pozwalają na uprawomocnienie się myślenia, że jednak świat bywa bardzo mały, zaciska się wręcz do emocji zawartej w kilku wersach. I dobrze jest czasem wejść głębiej w słowa, by dostrzec dla kolejnych pokoleń więzi, które przez lata wojen i przedziwnych perturbacji politycznych rozmywają naszą tożsamość. W oczach tubylców jutlandzkich, czerwone koszulki z białym orłem, roszczącym sobie prawo do trwałości zawartej w dziejach, a o której tak niewiele wiemy, jesteśmy inni.
Potrzeba przekraczania granic wzmogła we mnie intelektualną potrzebę poznania tego uroczego miejsca. Wrażenie nie zostało utracone, mimo, że realny świat wyraźnie daje odczuć dysharmonię, w jakiej się znalazłam. W końcu empirycznie usatysfakcjonowana, zaglądałam w twarze Duńczyków. Nigdzie się nie spieszących, bez parcia na bycie oryginalnymi. Dom w dom, biały, szary, niebieski. Okno w okno, lodowate tafle szkła odbijające wiatr i deszcz. Symboliczny czas, który tam spędziłam, mimo trzech koncertów dziennie czułam się oswojona. Z małomównymi Duńczykami pozwoliliśmy wzajemnie odkryć pojmowaną wspólnie kulturę. Chociaż ich świat odbiega od znanych mi milczeniem i każda inność jest postrzegana jako dysfunkcja. Mruczę w sobie ludową piosenkę, daleko, daleko, za górą, za rzeką pozostała chatka biała…
Komentarzy: 10 do wpisu Jutlandzkie mosty
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206


…piekny felieton…ta cisza i spokoj,ktora jest na tych zdjeciach,jest tez w Twoich slowach.Dziekuje rowniez za ta lekcje geografii i historii:) Nie znam Jutlandii:),nigdy nie bylam,a o wydarzeniach z udzialem S. Czarnieckiego nie slyszalam…
i wiesz,jeszcze jedno,mysle o tej kobiecie…chcialabym miec na starosc takie rece:)
Mam w sobie niedosyt opisując dotknięte miejsca. Obrazowanie i pobudzanie skrajnych emocji nigdy nie było moją mocną stroną… Dziękuję, dla tych kilku słów, które napisałaś, warto było
Trochę inaczej niż Jan Chryzostom Pasek:)
Pięknie i dosyć prawdziwie. Z rozkoszą zacząłem odkrywać Twój (poetycki?) felieton, Małgorzato.
Dobrze, że dosyć
Odkrywaj dalej! I dziękuję za poczytanie!
Zapadał zmrok,gdy zaczęłam czytać.Powoli wczytywałam się w słowa i refleksje.Poczułam ,jakby to nie był wieczór ,a świt i życie powoli dążyło do dnia.Czytałam jak zaczarowana,tak jakbym widziała tę Jutlandię,której nigdy nie widziałam,jakbym czuła obecnośc tych starych ludzi,których nigdy nie było obok mnie.Pomyślałam o przemijaniu życia…Otworzyłam okno,powiało wilgotnym powietrzem.Wilgoć z Danii?? Poetyckie kojarzenie myśli i obrazów.Pięknie piszesz Małgosiu
Beatko, dygam
Cóż mogę napisać, dziękuję
W Toruniu bywam przejazdem. Mam nadzieję, że jak kiedyś napisze o Twoim mieście, podzielisz mój entuzjazm
Nie ukrywam, że jestem oczarowana i to jeden z punktów na mojej mapie do zdobycia i opisania
Więc jest tak: Małgorzaty pisanie – czytasz i wiesz – Made in Małogorzata – zmysłowo, pięknie, wykorzystując swój intelekt, słownictwo, umiejętność obrazowania a przede wszystkich zauważania tego, co nie każdy zauważy…
A po Jutlandii pojeździłem onego czasu rowerkiem
- oczywiście sam ze sobą, milcząc jak ci oni miejscowi…i pięknie było. Dojechałem na sam jej cypel północny i pływałem w ichnim morzu w jakiejś zatoczce… i poględziłem w języku migowo-angilesko-niemieckim z żeglarzem szykującym się na rejs samotny…
Dzięki za przypomnienie pani M.!
Miło mi Panie M. że mogłam przywrócić tamte chwile… wspomnienia są najcenniejsze
Następne będą Wyspy Owcze
Rowerem chyba byłoby trudno. Na te Owcze.Ale kto wie? Jakimś statkiem najpierw? Byłoby fajnie nawet. Na Jutlandie też promem. Rower przy relingu. Nad nami mewy.Cudnie było!
No tak, z Danii trzeba popłynąć promem
do owieczek
Pozdrawiam