Fwd: Muzo, moja muzo! Czemuś mnie opuściła!
22 listopada 2010, kategoria: Felietoniści, Mistrz, Mistrz i Grafomanka, liczba wyświetleń: 332Subject: Fwd: Muzo, moja muzo! Czemuś mnie opuściła!
Date: Mon, 22 Nov 2010 20:20:42 +0200
From: Mistrz <miszcz@allarte.pl>
To: Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
Łaskawe swoje spojrzenie odwróciłaś ode mnie muzo moja jedyna, niepomna tego, że bez Ciebie nie sposób wykrzesać z siebie zdania, dźwięku, czy choćby pociągnięcia pędzlem. Na nic mi więc dopalacze – ani te chemiczne, ani egzystencjalne. Na nic – bo tylko dzięki Twojemu łaskawemu spojrzeniu Mistrz może posiąść swoją Małgorzatę.
Myślisz może, Muzo moja, że taki Mistrz jak ja – w latach posunięty, Małgorzaty już nie tyka, bo to albo nie wypada, albo i jest wręcz niemożliwe. Otóż nie! Mylne to spostrzeżenie jest bardzo i krzywdzące. Właśnie teraz najbardziej pożądam swoją Małgorzatę rozpracowywać – jeśli nie poezją, to chociaż prozą. A czymże ta Małgorzata może być odmalowana, jeśli nie właśnie Twoim Muzo, łaskawym spojrzeniem?
Do czego zmierzam? Nie myśl, że ten mój list dzisiejszy, to jakieś zwierzenia starego zbereźnika. Trochę niby tak, ale nie do końca. Bo przecież tak to już w sztuce jest, że seksu w niej z reguły mało, a wzdychania dużo. Bo najlepsza ukochana jest albo martwa, albo niedostępna. Bo Betarycze jest zjawiskową przewodniczką po zaświatach, tylko i wyłącznie dlatego, że szczęśliwie szybko udało jej się zejść śmiertelnie, zanim zamieniła się w swoje mniej zjawiskowe, a bardziej wiekowe wydanie „dwadzieścia lat później”. Albo taka Małgorzata jest wspaniałą Małgorzatą właśnie dlatego, że Mistrza dzielą od niej grube mury szpitala dla niepoczytalnych i nie przerwie mu ona jego kontemplacji pytaniem o niezapłacony rachunek, chyba że się nasmaruje czarodziejską maścią, zmieni w czarownicę i pomyli kierunki w drodze na sabat, tudzież Łysą Górę.
Bo jednak sensem literatury w ogóle głównie jest tragedia. Istotą tragedii kochanków jest niespełnienie. To ono jest kołem napędowym wszystkich historii, to ona generuje liryczne wynurzenia lirycznych pom(d)iotów. Kiedyś Herbert obawiał się, że sztuka zostanie zdegenerowana, upadnie pod wszechobecnym naporem codzienności:
„…jeśli tematem sztuki będzie dzbanek rozbity
mała rozbita dusza
z wielkim żalem nad sobą
to co po nas zostanie
będzie jak płacz kochanków
w małym brudnym hotelu
kiedy świtają tapety”
No ale przecież tutaj problemem nie jest ani brudny hotel, ani rozbity dzbanek. Bo nie dekoracja jest wyznacznikiem sztuki. Wyznacznikiem sztuki jest dramatyczność, jakaś wewnętrzna tragedia. Mała rozbita dusza i płacz kochanków. Więc sztuka tragiczna dalej pozostaje sztuką – bez względy na plener i wystrój wnętrz.
Większym zagrożeniem dla sztuki byłaby sytuacja zgoła inna. Dajmy na to Herbertem można byłoby ją opisać tak:
„jeśli tematem sztuki będzie dzbanek umyty
mały przedmiot
z wielkim poręcznym uchem
to co po nas zostanie
będzie jak czytanie książki
w dziennym ekspresie
kiedy wjeżdża do tunelu”
I właśnie to jest ostatni gwóźdź do trumny dla literatury. Bo niestety – taka literatura już istnieje! Poezja o niczym, proza bez sensu. Niby nic wielkiego – skoro
jest popyt jest i podaż. Ponoć kiedyś Słowianie lubili sielanki. I pisano poematy o sadzeniu grochu. Pytanie tylko co dzisiaj lubimy? Dlaczego dzisiejsze mity są miałkie i pospolite? Czy nie ma większych tragedii niż transgatunkowa, ludzko-wampiryczna epopeja o Pięknej i Bestii – nomen omen Belli i Edwardzie (nawet w tym nienowym już układzie, sytuacja została znaturalizowana przez stroniącą od nieprzyjemnych rzeczy popkulturę, która kazała wilkowi ubrać się w owczą skórę, wstrzyknąć botoks tu i tam, no i zakazała mu zachowywać się nieludzko przy ludziach, bo nie wypada i widz nie po to wydał swoje zera na koncie, żeby oglądać coś nieprzyjemnego).
Muzo – pokrętnie, ale dochodzę do sedna sprawy: gdzie są wielkie historie miłosne? Dlaczego one już nie powstają? Czy ludzie już nie kochają, czy też może w literaturze nie ma już miejsca dla miłości? Tak jak dla rymów, poematów heroikomicznych, niezakrwawiania sceny czy Izabel…
Muzo! Śpisz?! Czy nie wyrabiasz się z robotą (bo masz zapie*** na fejsie)?! Czemu nie natchniewasz ludzi pióra, pędzla, tudzież innych przymiotów artystycznych?
Jeśli już nie im, to mi daj!
Me trudy pobłogosław, daj literacko poświntuszyć z moją Małgorzatą! Daj mi z nią robić rzeczy, które się popkulturze nie śniły!
Zwróć ludzkości zdolność do tworzenia Wielkich Historii Miłosnych! Bo sam, przyjdę i zabiorę. Niczym Prometeusz!
Twój Miszcz
- w natchnieniu niezaspokojony
Foto: fotosy z filmu Woodiego Allena: Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać (1972).
Komentarzy: 3 do wpisu Fwd: Muzo, moja muzo! Czemuś mnie opuściła!
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206
…a no wlasnie,Muza ma zap*** na fejsie…i chyba i niestety…codziennosc
Ta
Miszczu wymiata – też bym poświntuszył z niejedną Małgorzatą
w sumie imię nie ma większego znaczenia. Byle chętna była.
A swoją drogą prawda: mało porządnego, tradycyjnego romantyzmu się już w narodzie ostało… teraz to już takie popłuczyny z popłuczyn. Jakaś Majka z BrzydUlą walczące w kisielu o Karola. Heh… kurcze – świetny pomysł na jubileuszowy odcinek! Miszczu – „natchniewasz”! Muzo! Liczę, że Ty jeszcze bardziej! Z rosnącą ekscytacją czekam na odpowiedź!
Uderzasz Miszczu, pięknie!