Moja wina!
30 listopada 2010, kategoria: Beata Wincza, Felietoniści, liczba wyświetleń: 1 124
Wybacz mi Kulturo, bo zgrzeszyłam.
Moja wina…
I to bardzo wielka. Bo ja Kulturo, wstyd się przyznać, ale … mam w domu telewizor. Sprawny. I nawet nie mogę powiedzieć, że za stojak na paprotkę robi, albo służy jako zbiornik do pędzenia bimbru. Niestety, używam go zgodnie z zaleceniami producenta. Zasiadam w fotelu, wciskam taki mały czerwony guziczek na pilocie i oglądam.
Moja wina…
I jeszcze do tego, muszę wyznać, że oglądam z przyjemnością. I podoba mi się. Nie wszystko, ale jednak. A podoba mi się do tego stopnia, że czasami to ja nawet to nagrywam i oglądam jeszcze raz.
Moja wina…
Mam swoje ulubione programy. Na takim jednym, podobno babskim kanale sporo jest dobrych. Na przykład o książkach tam mówią. Albo o dobrych manierach. Seriale też lubię. Niektóre. „Czas honoru” oglądam namiętnie. Znasz? To o drugiej wojnie światowej. Takie tam wiesz rozumiesz; starcie dwóch wywiadów, wartka akcja i trup ściele się gęsto. No ale to taki czas był. Honoru. Jeszcze taki serial „Wojna i miłość” mi się podobał. Ten z kolei jest o dwudziestoleciu międzywojennym. Ale już nic nie mówię. Kajam się.
Moja wina…
Na usprawiedliwienie moich licznych grzechów nie mam nic. Może tylko to, że nie wszystko złe jest dziełem telewizji. Zrzucanie winy za wszystkie kataklizmy i bezsensy świata na telewizję i ludzi w niej pracujących jest sporym nadużyciem. Wszystko zależy od tego co i ile się ogląda.
W telewizji są szmiry nie warte taśmy, na której zostały nakręcone, ale są też perełki. Tych ostatnich oczywiście jest mniej, ale to jak wiesz, normalna proporcja. A gdyby wszystkie były dobre, wartościowe i że tak powiem perłowe, to kiedy ja bym książki czytała.
Z telewizją jest jak z Internetem. I jedno i drugie jest dla ludzi. Można, a nawet należy korzystać ze zdobyczy cywilizacji, ale trzeba to robić mądrze. Problem, który dotyczy wyboru i właściwego podejścia, daje się rozwiązać bardzo łatwo. Wystarczy wybrać z szerokiej oferty to, co nas interesuje i nie dać się zwariować. Oglądanie w czambuł wszystkiego może doprowadzić do umysłowej kastracji i co nie daj boże , uzależnienia. A tego byśmy nie chcieli, prawda?
Bardzo możliwe, też że to kwestia mody. Teraz treny jest nie mieć telepudła. Nie oglądać nic, bo telewizja kłamie. Chodzić na koncerty, do teatru i do kina, czytać, wzdychać i być ponad to. Ponad ten telewizyjny brud.
Czy nadal mam się kajać? W końcu gdyby nie telewizja nie widziałbym jak wyglądały pierwsze kroki człowieka na księżycu. Nie widziałabym koncertu Tiny Turner na warszawskim Torwarze. Obce byłyby mi krajobrazy dalekiej Brazylii i gorące rytmy karaibskiej muzyki.
Moja wina?
Trudno. Kultura masowa jest przecież dla mas. W związku z tym idę się „pohausić”. Bo zapomniałam się przyznać, że jeszcze Hausa lubię. Bardzo.
Komentarzy: 7 do wpisu Moja wina!
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206

Amen! Nic dodać, nic ująć!
Też mam i też oglądam. Nawet kłamliwe informacje
Choć biję się z łomotem w piersi, bo takiego Tańca z gwiazdami i tym podobnych nie oglądam. Może na stare lata się poprawię.
I jak? Wybaczyła?
Chyba jednak wolę być grzesznikiem niż świętokradcą
Ło matko i córko. Telewizja służy mi najczęściej jako środek… usypiający. Ale te perełki też lubię wyławiać. Pozdrawiam.
Zgadzam się w całej rozciągłości.
I House’a też bardzo lubię!
Wszystko jest dla ludzi, a ludzie rozumni wybiorą z całości masowego repertuaru to, co dobre.
Podobnego wyboru, jak słyszałam, powinno się dokonywać w temacie wina: dobre jest to, które mi smakuje, nieważne jaką ma cenę!
No to Twoje zdrówko! (czerwonym wytrawnym)
też się hausze, i to namiętnie, co do tv, to jest tak jak z ich troje, wszyscy psy wieszają, a płyty rozchodzą się w milionowym nakładzie, na koncertach tłumy, i każdy zna teksty… też mam i używam.. i nie zamierzam mieć z tego powodu obiekcji;-) Buziol
A ja doktora House’a uwielbiam i wcale się nie wstydzę;) Pozdrawiam panią felietonistkę;)