Moja jeszcze większa wina

6 grudnia 2010, kategoria: Ewelina Morawska, Felietoniści, liczba wyświetleń: 1 060

Z tego powodu biję się w pierś wychudłą oraz lekko zmarzniętą. Wszelkie kalumnie też przyjmuję z głową pochyloną pokornie i przyprószoną śniegiem. W przewrotności, z której słyną „córki Ewy”, chciałam się nie zgodzić, chciałam puścić wodze fantazji i oddać się zażartej polemice… ale nie mogę! Nie mogę kłamać, gdyż całkowicie i zupełnie się zgadzam oraz popieram wszystkie głosy, które się pojawiły. I wyznać muszę ze skruchą i rumieńcem wstydu na policzkach, że – o zgrozo! o świętości skalana! – telewizję oglądam. Oglądam ją – tak! Tyle, że przez internet.


Telewizor u mnie robiłby za akwarium, a gdyby był tak zwaną plazmą, to za korkową tablicę. Ale komputer…! Toż to mój skarb umiłowany i największy! Moje okno na świat i wszechświat! Dzięki cudownemu wynalazkowi oraz trzem metrom kabla, najnowszego „Hausa” oglądać mogę niemal równocześnie z widzami w „Hameryce”. I to bez reklam, chociaż podobno już niedługo. Dzięki internetowi się mogę przejechać po Everglades na Florydzie, albo po jakichś tam innych piramidach egipskich, że o zdjęciach odległych galaktyk nie wspominając. Ubogie to doznania, wiem, ale rozbudzają apetyt.

Dzięki internetowi mogę sobie też pooglądać „Kompanię Braci”, ponieważ się nie załapałam, kiedy emitowano w telewizji. Bardzo dobry serial z czasów II wojny światowej. Moim zdaniem laika nawet bardziej poruszający niż „Pacyfik”. Jako niespełniony psycholog od siedmiu boleści uwielbiam historie o tym, jak „zwykły człowiek idzie na wojnę”. Polecam. Ale przecież nie degradujmy telewizji tylko do seriali i wiadomości. Co z muzyką? I tu również muszę się pokajać, gdyż tego, co słucham, nie „puszcza” żadna ze znanych mi stacji. Ze swoim brzydkim i niecierpliwym charakterem, pragnę także, żeby było natychmiast i jeszcze na dodatek zgodnie z nastrojem. No, tego to MTV, ani żadna Viva nie udźwignie, zostaje mi więc tylko okradać biednych artystów przy pomocy Youtuba, albo jeszcze innej Wrzuty. Tak, wina moja w tym względzie jest wielka. Tym większa, że może i „puszczają”, ale przecież nie oglądam, więc powiedzieć na pewno nie mogę. Telewizję traktuję jeszcze ‘po staremu”, kiedy to wieczorynka była o 19.00, a dziennik zaraz po niej. Cóż poradzić i na to, że rodzice lubili filozofować, w związku z czym lubuję się teraz w wypowiedziach na tematy, o których nie mam pojęcia? Ich to wina jest, jak również to, że nie mam zamiaru poprawiać swego karygodnego postępowania.

Z tego to powodu niezmiernie się cieszę, że wymyślono już telewizory z dostępem do internetu Taki to nie miałby u mnie szans się zakurzyć! Może się Mikołaj szarpnie… Tylko wolałabym w przyszłym roku, bo na razie jeszcze te telewizory z internetem to ściema. Czytałam artykuł ostatnio. W internecie. Nawet całkiem niezły był ten artykuł, mało błędów miał ortograficznych a i komentarze pod spodem jakieś takie kulturalne były i na temat, nie że tylko złodzieje w polityce.

Ale wracając do tematu i przedmiotu, muszę ze zgrozą rosnącą przyznać, że już sama nie wiem, czy w końcu oglądam tę telewizję, czy nie. Czy mogę mówić, że oglądam, ponieważ na Youtube widziałam dwuminutowy występ Kamila Bednarka w finale „Mam Talent”? Oglądam to wszystko, a w swojej zapiekłej bezczelności nawet nie żałuję, powiem więcej – robię to z niskich pobudek i chęci późniejszego publicznego obsmarowywania (nie, że akurat Kamila Bednarka, posłużył mi on jedynie za przykład). Ale skoro pojawił się problem natury teoretycznej…

Cóż… daleko mi do światłych teoretyków i profesorów, którzy grube tomy już napisali na temat telewizji. Daleko mi tym bardziej, że tych opasłych woluminów nie czytałam. Dlatego teoretyzowanie nie dla mego wątłego umysłu, zatrutego miłością do Lema i Ursuli Le Guin. Dlatego też nijak nie mogę rozwikłać kwestii, czy oglądanie programów telewizyjnych w intrnecie to ciągle oglądanie telewizji? Do jednego się tylko nie przyznaję i niechaj mi nikt takich słów między litery nie wtyka. Nie uważam, że telewizja to zło wcielone oraz narzędzie Antychrysta. No, nie uważam tak i trudno – winy tej zmyć się już nie da.

Jakkolwiek by nie było, w swoich poszukiwaniach rozrywki i informacji posługujemy się różnorodnymi nośnikami. Czy będzie to odbiornik telewizyjny, czy komputer z podłączeniem do internetu – nie jest istotne. Istotna jest głowa na karku i cieszy mnie niezmiernie, że większość ludzi podziela ten pogląd. Bo przecież w internecie, tak jak w telewizji – zanim znajdzie się coś wartościowego – trzeba się przekopać przez sporą stertę gówna (zauważyć należy, że definicja „gówna” jest „płynna” – wszak gusta są różne). Więc szukajmy, oglądajmy, wyciągajmy wnioski, oddajmy się gorącym dyskusjom, choćby na temat wyższości MTV nad Youtubem. Nic to nie zmieni w kwestii głodu w Afryce, ale przynajmniej szare komórki nie skostnieją nam na mrozie.

Foto:

Komentarzy: 2 do wpisu Moja jeszcze większa wina

  1. Jeżeli brać pod uwagę fakt, że telewizja to dział telekomunikacji zajmujący się przekazywaniem na odległość obrazu ruchomego z dźwiękiem, to niestety… oglądasz telewizję. Neostrada np. dostarcza telewizję przez kabel telefoniczny, więc w dzisiejszych czasach telewizja – jedynie w rozumieniu: telewizor, antena – traci na aktualności.

  2. Roba dnia 6 grudnia 2010
  3. A teraz trochę o radiu :) poproszę!

  4. Małgorzata dnia 6 grudnia 2010

Zostaw komentarz