Fwd: Miszczu!
13 grudnia 2010, kategoria: Grafomanka, Mistrz i Grafomanka, liczba wyświetleń: 394Subject: Fwd: Miszczu!
Date: Mon, 12 Dec 2010 20:20:42 +0200
From: Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
To: Mistrz <miszcz@allarte.pl>
Miszczu!
Świadoma tego z kim się zadaję, podjęłam wielce (nie)ryzykowne domniemanie, że jako mężczyzna i Miszcz jakby nie było, zorientowałeś się, że Muza jest babą. Ani lepszą ani gorszą od innych. Po prostu babą. Taką co to ma swoje „widzimisię”. Kaprysi i strzela fochy. Opcje są dwie; przywyknąć, albo starać się okiełznać. Jeśli zdecydujesz się na drugą to mogę (ewentualnie i w drodze wyjątkowego wyjątku) zdradzić tajemnicę…
Jeśli sytuacja się powtórzy i Muza przepadnie na czas dłuższy, nieuzasadniony zwolnieniem lekarskim, w celu jej okiełznania musisz sobie Miszczu drogi przygotować krzesełko. Może być też taborecik, byleby stabilny. Mocno wieczorowa porą, najlepiej w czasie pełni staniesz sobie na przygotowanym rekwizycie, na jednej nóżce (lewej odsercowej) i teatralnym szeptem, coby na dobre delikwentki nie wystraszyć wypowiesz tajemne zaklęcie, które brzmi następująco;
- Taś–Taś Muzo! Przybywaj! Taś-Taś!
Jeśli skutek będzie żaden, względnie opłakany, możesz spróbować powtórzyć powyższą formułkę z kici-kici i cip-cip.
Niemniej, równie dobrze możesz sobie od razu odpuścić czary mary i inne abrakadabry i po prostu wziąć się do ROBOTY!
Myśląc o Twojej tęsknocie za romansem literackim patrzyłam na biały puch za oknem, który miał w nosie polityczne przepychanki. Śnieg był na całej połaci. Padał na siostry, na braci. I na uśmiechnięte twarze chłopców z plakatów. Wyborczych.
I przypomniała mi się historia, którą niedawno czytałam. O miłości rzecz jasna. Takiej książkowej. I jak przestało na gatunek; tragicznej mimo, że spełnionej.
Był więc On, Ona i jak to się zwykle w powieściach kleci, pod nogami pałętały się jeszcze jakiś dzieci, i jakiś Trzeci. Była też Trzecia… Rzesza walcząca o przestrzeń życiową dla swojego narodu.
Ona.
Bardzo młoda, bardzo zdolna i bardzo ambitna pruska arystokratka, którą wojna zastała jako świeżo poślubioną mężatkę. Rzeczywistość pożycia w konfrontacji z czytanymi do poduszki romansami bardzo ją rozczarowała. Nic nie było takie jak opisywali wieszcze. I co? I nic. Charlotte, bo tak miała na imię owa rozczarowana, była kobietą honoru. Jak powiedziała „a” to nie spoczęła dopóki nie dobrnęła do końca alfabetu.
Potknęła się o „s” jak Sasza. I w tym momencie pojawił się.
On.
Przyjaciel sprzed wojny. Kiedyś muzyk, dziś duchem żołnierz wrogiej armii, a wychudzonym ciałem jeniec wojenny, przedstawiciel rasy podludzi zmuszany do niewolniczej pracy na włościach Charlotte. Wspomnienia ostatniego lata spędzonego z ukochana pozwalają przetrwać mu zimne syberyjskie noce.
Na przestrzeni życia bohaterów, ich romans był jedynie chwilą ekstazy. Epizodem, który jednakże głęboko wrył się w pamięć obojga i pozwalał przetrwać w najgorszych okresach. Oboje uwikłani w polityczno-społeczne układy, doskonale zdawali sobie sprawę, że to związek bez przyszłości. Wbrew wszystkiemu i wszystkim snuli jednak marzenia. Ten trzeci – mąż, stał się obowiązkiem. A dzieci? Twardo stąpały po ziemi. Romantyczną duszę babki odziedziczyły wnuki.
Tyle powieść. Czy taka, trudna miłość, którą miotają totalitarne systemy jest dostatecznie ekscytująca, żeby stać się przedmiotem literackich zachwytów? I jeśli myślisz Miszczu, że to jedynie wymysł fantazji autorki, to musze cię rozczarować. W dużej mierze akcja opiera się o zapiski sporządzane przez jej babkę*.
A jak to się ma do rzeczywistości? No cóż … Sztuka, jak to już zdaje się kiedyś tam w zamierzchłej przeszłości naszej korespondencji ustaliliśmy, powinna być odzwierciedleniem życia. Ludzie nie mają czasu na romanse. A jeśli już, to starannie omijają tragedie. To o czym mają pisać współcześni? Co robić jeśli codzienność jest pozbawiona pierwiastka ekstazy? Z braku lepszych motywów, za dramat robi zbyt słona zupa albo przypalony najnowszej generacji żelazkiem, mankiet od wyjściowej koszuli.
Dzisiejsza Julia ma w domu klimatyzację i nie chce jej się sterczeć na balkonie, a Beatrycze jeśli się snuje, to po meandrach sieci internetowej. Uwodzi słowem i łapie w wirtualną sieć uczuć. Ta magia literek wystukiwanych na klawiaturze, te emotki mające odzwierciedlać emocje.
A tak w ogóle to obie; i Julia i Beatrycze cierpią na chroniczny brak czasu z uwagi na ciągły zapiernicz na fejsie…
Mimo zawieruchy zaokiennej pozdrawiam gorąco. I kończę to bazgranie, bo fejs wzywa;)
Grafomanka
* Catrin Collier, „Ostatnie lato”.
Komentarzy: 3 do wpisu Fwd: Miszczu!
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206

Ktoś mi ostatnio powiedział, że miłość jest przereklamowana. Więc dałam sobie spokój
Ale Grafomanka mogłaby coś z miłości popełnić i nie mam na myśli upraw na farmie czy hodowlę rybek. Ciasto dobre, albo jakiś inny frykas
Podobały mi się czary mary
Bardzo malownicza historia i wygląda na to, że sporo takich na przestrzeni wieków… w sensie, że chyba miłość szczęśliwa i spełniona kompletnie nie interesuje literatów. Nie to, co zwaśnione rody, ona go kocha, ale on daleko, on ją kocha, ale ona z innym, oboje się kochają, ale okrutny los ich rozdziela…
Jednak w życiu całkiem inaczej.
Smutne, ale prawdziwe. Dzisiejszych: Romea i Julię nazywam: Dziunia i Ciastek.