O blogowaniu
25 stycznia 2011, kategoria: Aneta Bilska, Felietoniści, liczba wyświetleń: 299
Blogi nie kojarzą mi się z czymś pozytywnym. Zaznaczam to na początku, żeby nie było, że nie uprzedzałam. Ilekroć zdarzy mi się na jakiś natknąć, nie ma to nic wspólnego z typowym dziennikiem internetowym, na co miałaby wskazywać sama nazwa.
Albo mam do czynienia z typem „raszpli”, o sztucznym uśmiechu, sztucznych cyckach, sztucznych włosach i paznokciach, strzaskanej na solarium i wyglądającej jak czterdziestka udająca piętnastkę. Piszą tam sobie w swoim pokemoniastym języku, nie mówiąc już o wstawianiu słitaśnych foteczek, chociaż tak już się pewnie nie mówi. Nie wiem, nie znam się na tym. Ale nie sądzę, żeby to było wartościowe. Z drugiej strony są jeszcze blogi firmowe, których jest cała masa i wystarczy przeczytać pierwsze dwa zdania, żeby przekonać się, że mamy do czynienia z wybitnym szajsem. Kolejną ciekawą alternatywą wspomnianych wyżej blogów, jest przerzucanie wynurzeń osobistych ze swojego życia, na portale, gdzie użytkownicy mogą chwalić się swoimi próbami literackimi. No właśnie – czy to, że dziś rano zjadłam kanapkę z jajkiem i bekonem jest na tyle literackie, żeby móc to pokazać światu, wrzucając to w zakładkę pod tytułem „bliżej nieokreślona literatura”?
Przede wszystkim trzeba jeszcze zwrócić uwagę na to, że dzisiejsze blogi trochę różnią się od tych pierwszych, jakie kiedykolwiek się pojawiły. Ich celem miało być zaprezentowanie światu swoich przemyśleń, ogólnego światopoglądu i refleksji na różne tematy. Teraz w dużej mierze blog stał się narzędziem marketingowym, służy głównie promocji, ale i czemuś, co można nazwać obscenicznym pokazywaniem najgorszej strony swojej natury. Tak sądzę.
Ale żeby ciągle nie narzekać – nie mówię też, że blogowanie zupełnie nie posiada zalet. Ktoś, kto pisze, lubi pisać i wiąże z tym w jakiś sposób swoją przyszłość, właściwie nawet powinien prowadzić własny blog. Przede wszystkim daje to możliwość pokazania się światu, a przy okazji zupełnie bezkarnego siania swoich prywatnych herezji. No, może nie do końca bezkarnego, bo gorzej jeśli opisujemy tam na przykład swoje fantazje erotyczne i zamieszczamy zdjęcia przedstawiające nas samych w najrozmaitszych sytuacjach. Jeśli zobaczy je nasz szef, rodzice albo co gorsze – nasza babcia, to kolejno zwolnienie, wydziedziczenie i zawał są gwarantowane. Jeśli jednak zachowujemy się na blogu w miarę „grzecznie” czy przynajmniej zostawiamy sobie cenną anonimowość, mamy szerokie pole do popisu.
Samo pisanie bloga, na którym zamieszczamy swoje próby literackie może być dla każdego świetnym ćwiczeniem. To uczy też poniekąd konfrontacji z czytelnikiem. Nie bezpośredniej co prawda, ale zawsze. Blog będzie dobrą wizytówką, kiedy chcemy pokazać komuś nasz dorobek. Ale autor, który poważnie myśli o swojej pisarskiej przyszłości raczej nie powinien ograniczać się wyłącznie do pisania na blogu. Nie może, a przynajmniej nie powinien dać zgubić się w całej masie bezpłciowej pisaniny o niczym. Zdarzają się blogi o naprawdę ciekawej tematyce, ale i to nie wystarczy – styl musi wciągnąć współczesnego człowieka, który preferuje wszystko co instant. Z drugiej strony – jeśli chce się wejść w jakąś interakcję z czytelnikiem, to niestety, a może „stety” trzeba się przekonać do multimediów – zdjęcia, filmy, muzyka, jakieś nagrania – to wszystko warto zamieszczać na blogu, żeby przyciągnąć, sprowokować, zacząć dyskusję.
Niektórzy ograniczają się w prowadzeniu bloga tylko i włącznie do publicystyki, pozostawiając opowiadania, poezję czy cokolwiek innego piszą właśnie na portale tematyczne. Inni próbują szczęścia wysyłając swoją pisaninę do wydawców. To prawdopodobnie też jest dobry sposób, choć w rzeczywistości każdy i tak umie w końcu sam o siebie zadbać i wie, co dla niego najlepsze.
Istnieje też pewne niebezpieczeństwo dla mniej doświadczonych piszących, którzy przez dłuższy czas ograniczali się wyłącznie do pisania na blogu. W momencie kiedy przenoszą się na portal związany z pisaniem, czeka ich niekiedy pewien szok i problem przetrwania czasu aklimatyzacji w nowym miejscu. Nieco bardziej profesjonalne komentarze mogą okazać się dużym ciężarem kiedy ktoś miał wysokie mniemanie o swoim pisaniu wcześniej, a tu nagle ktoś wytyka błędy. Pozostaje wtedy zacisnąć zęby i trochę nad sobą popracować albo zwinąć manatki i wrócić do bloga, albo jeszcze lepiej – pisać do szuflady.
Komentarzy: 7 do wpisu O blogowaniu
Zostaw komentarz
Kategorie
- Felietoniści (53)
- Aleksandra Stolarczyk (1)
- Aneta Bilska (12)
- Beata Wincza (6)
- Dominik Łaciak (1)
- Ewelina Morawska (3)
- Marek Piechocki (3)
- Małgorzata Południak (13)
- Miłosz Bagiński (2)
- Monika Stocka (1)
- Paweł Brzeżek (2)
- Piotr Mosoń (1)
- Łukasz Gamrot (1)
- Łukasz Kołodziej (4)
- Mistrz i Grafomanka (17)
- Grafomanka (9)
- Mistrz (8)
Kalendarz
Najczęściej czytane
- Artysta czy rzemieślnik - wyświetleń: 2 200
- Amatorki dobrej kawy w poszukiwaniu ulgi* - wyświetleń: 1 410
- Grzech zaniechania i kultura masowa - wyświetleń: 1 265
- Fwd: Mistrzuniu! Drogi! - wyświetleń: 1 250
- O krytyce, krytykach i krytykanctwie… - wyświetleń: 1 206
Blogi jakie są każdy widzi. Założyłaś sobie tezę że, że blogi są „be”, „fuj” i na siłę starasz się ją udowodnić. Chęć jest tylko argumenty mało przekonujące. Pierwsze babach na blogowanie minęło wraz z erą wpisów typu „Wstałam rano, przeciągnęłam się i zrobiłam siku. Mocz miał barwę zdecydowanie za bardzo pomarańczową. Chyba muszę o tym powiedzieć lekarzowi…”
Z blogami jest tak jak ze wszystkim.Nie to ładne co ładne tylko to co się komu podoba.
Taaa, blogi są do niczego, blogerzy są jeszcze gorsi, banda frustratów. Nic ciekawego, a w ogóle to felietonistka ma bardzo szeroką wiedzę. Tylko pogratulować. Ukłon do kostek za styl. Zanim napiszesz kolejny taki tekst, poczytaj na ten temat, warto. Później niestety szerzą się takie bzdury a nie inne. Dobrze, że tu nie zaglądają blogerzy.
Jasne! dzięki za „raszplę, o sztucznym uśmiechu, sztucznych cyckach, sztucznych włosach i paznokciach, strzaskanej na solarium i wyglądającej jak czterdziestka udająca piętnastkę.”
Normalnie pękam ze śmiechu!
Nie mam sztucznych włosów, paznokci, uśmiechu czy opalenizny. Mózg też mam swój, naturalny. A prowadzę bloga, więc już odbiegam od schematu podanego w felietonie. Swoją drogą ciekawe, skąd autorka ma takie doświadczenia? Z autopsji? Bo, o dziwo, ja mam zupełnie inne. Blogi są różne, tak jak różni są ludzie którzy je prowadzą. Na niektóre nie warto zaglądać, na inne „wchodzę” kilka razy dziennie, bo są świetne. Zakładając, tak na wejście, że blogi są „be” to tak, jakby wszystkich ludzi zgarnąć do jednego worka. Skąd taki pomysł? Argumenty, przytoczone przez panią, mnie nie przekonują. Cały felieton wygląda mi na wpis frustratki, której ktoś „pojechał” na jej własnym blogu.
AUTORKO! piszesz,że nie można wspominać o bekonie a o magdalence Proustowi pozwolisz? Pozdrawiam serdecznie znad badziewiastego bloga-bezpłciowej pisaniny o niczym ważnym, bo o życiu i w dodatku moim:)
przeczytałam jeszcze raz mój komentarz i spostrzegłam,że wygląda na to jakbym była „ugodzona do żywego” a to wcale nie tak- naprawdę pozdrawiam i naprawdę serdecznie- czasem warto poznać inny punkt widzenia, chociaż zupełnie się z nim nie zgadzam
Prowadzę blog bardzo osobisty, bo szczerze mówiąc takiego potrzebuję. „To moje bagno!” jak powiedział Shrek. I uważam, że większy pożytek mam z blogów tego rodzaju,niż z pseudo publicystyki. Lubię z kawą rano zaglądać do innych ludzi, poczuć, że nie jestem pępkiem świata, że każdy ma swoje życie i problemy, każdy jest inny – a taki sam.Nie wierzę w Facebooki, czaty i inne takie…wierzę w wyrażanie swoich prawdziwych myśli i dzielenie się nimi. Tak z grubsza rzecz biorąc… i nie oceniałabym blogów nastolatków, oni mają swój świat. Ja po latach też śmiałam się ze swoich szczenięcych zachowań i problemów, choć był to też pamiętnikowy zapis bolesnego dojrzewania i świadectwo mojego rozwoju. Nie pogardzaj „solarkami”, daj żyć innym, nawet głupio!Blogi to pewne świadectwo, jak kiedyś pamiętniki.Bo blog jest najpierw dla piszącego, a dopiero potem dla komentujących