O harmoni…jce

23 grudnia 2011, kategoria: Felietoniści, Grafomanka, liczba wyświetleń: 1 480

Subject: Fwd: O harmoni…jce
D
ate: Fri. 23 Dec 2011 19:40:12 +0200
From: Grafomanka <muza_graf@allarte.pl>
To: Mistrz <miszcz@allarte.pl>




Mistrzu!

Na jakim ty świecie żyjesz? Że się tak prosto z mostu zapytam. Katarzyna i tak dalej, zwana za przyczyną korzystnej koneksji małżeńskiej księżną, miała święte prawo nabyć nieharmonijną harmonię. Mogła nawet całą filharmonię kupić a za resztę, o ile by takowa została, harmonijkę ustną. Nic nam albowiem do tego, jak księżna pieniądze wydaje. Pewnie, że dla jej wizerunku niekoniecznie zewnętrznego lepiej by było, gdyby część kwoty przeznaczyła na dzieci głodujące w Etiopii, a za resztę uratowała tygrysa bengalskiego. Niemniej jednak dobrze, że w ogóle wydaje, a nie trzyma w skarbcu.

- Bo? – pewnie zapytasz.
- Bo napędza – odpowiem – W sensie, że koniunkturę.

Wyobraź sobie Mistrzu protetyka, który ową harmonijną asymetrię popełnił. Mniejsza o grzywkę i piegi na nosie, wyobraź sobie, co robi po zainkasowaniu zawrotnej sumy 60 tysięcy funtów szterlingów. Protetyk, jako prawy obywatel, na wstępie rozlicza się z fiskusem. Oddaje więc koronie co królewskie. Po drugie płaci za materiały zużyte do produkcji, czyli daje zarobić producentom tychże. Następnie daje premię asystentce (względnie asystentowi), cześć odkłada na tak zwaną czarną godzinę, a z resztą idzie w miacho i szaleje. Kupuje sobie sweter w prążki i tweedowa marynarkę. W innym sklepie sukienkę w kwiatki – żonie też się coś należy. Zabiera dzieci do kina i na lody. W tak zwanym międzyczasie, przechodząc obok filharmonii, kupuje bilety na wieczór. W księgarni nabywa zestaw dzieł Szekspira w twardej oprawie, bo od dziecka o takim marzył… Jednym słowem nasz złotoręki protetyk również napędza koniunkturę. Producent tweedowych marynarek po przeliczeniu dywidendów stwierdza, że może oto ufundować stypendium dla młodego zdolnego – literata powiedzmy. Panienka z księgarni za sprzedanie zestawu dostaje premię i postanawia iść do teatru. Albo uczcić sukces wieczorem spędzonym w towarzystwie Kinga, względnie innego z wielkich świata wydawniczego. Dzięki czemu oczywiście panowie i panie literaci i literatki nie zemrą śmiercią głodową. Pomijając więc efekt czysto wizualny, wszyscy powinniśmy się cieszyć z nowiutkiej asymetrii księżnej Katarzyny. I kropka.

Co zaś się tyczy wspomnianej Pupy to niestety! Z moich obserwacji poczynionych w ostatnią niedzielę wynika, że jest jeszcze gorzej. To już nie Pupa to wręcz DUPA! Prezentowa. Różnokolorowy tłum miota się między jednym sklepem a drugim i kupuje, póki bank nie pogrozi wirtualnym paluszkiem, że oto „brak środków na koncie”. Pół biedy w przypadku prezentów przemyślanych. Kiedy to darczyńca zna charakter i upodobania obdarowywanego. Inne lądują w śmietniku, a w najlepszym przypadku na allegro. Taki mój znajomy jeden ma sobie teściową. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego (ostatecznie nie on jeden), gdyby nie dziwaczne upodobania owej dość już leciwej niewiasty. Pani owa albowiem obdarowuje go prezentami najróżniejszymi. Dostał już w swojej karierze zięcia koronkową koszulę damską, pończoszki i … kilka innych części garderoby, które łaskawie przygarniała żona wyżej wspomnianego. I ja go podziwiam Mistrzu. Szczerze. Bo mimo, że nie skończył sztuki, to widząc kolejne doskonale w rozmiar i gust córki – żony trafione prezenty, potrafi zachować kulturę.

Sztuką jest wybrać prezent tak, żeby obdarowany wiedział, że to właśnie jego mieliśmy na myśli pisząc list do Mikołaja i żeby nie musiał odstawiać przedstawienia. Niemniej nie ma tego złego. Jeszcze kilka takich okazji, a wtedy ów zięć będzie musiał dziękować owej teściowej na czerwonym dywanie, bo tak udoskonali  okazywanie fałszywej radości, że mu Oskara dadzą. O!

A teraz z innej beczki. Swego czasu czytałam w jakiejś prasie wirtualnej o pewnej kobiecie mieniącej się być pisarką. Taką z gatunku niedocenianych, z talentem głęboko ukrytym. Pisarka skarżyła się, że nikt nie chce wydawać jej dzieł wiekopomnych, nikt pomocą nie grzeszy, stypendium literackiego nie daje, groszem najmarniejszym nie ratuje, podczas gdy ona bez pisania nie może żyć. Pisanie jest treścią jej żywota. To dla niego rano zwleka się z łóżka, zjada byle co i ubiera się byle jak. Wszystko w imię wartości wyższych, w imię sztuki, kultury i intelektualnego rozwoju szarej masy ludzkiej. Nie mnie, Grafomance prostej oceniać talent, wartość literacką ni poglądy na życie wspomnianej pisarki, ale czy to przypadkiem nie czytelnicy decydują, co chcą czytać? W ramach przedświątecznych zakupów zawędrowałam, drogi Mistrzu, do potentata książkowego. Tłum kłębiący się między regałami popularnej sieciówki zadał kłam obiegowej opinii, że Polacy to gęsi że książek nie czytają. Otóż czytają Mistrzu! Jasna sprawa, że nie wszyscy, ale faktem jest, że duch w narodzie nie ginie. A co? Ano to, na co maja ochotę. I jeśli mieliby ochotę poczytać panią Pisarkę, to by się o nią dopominali, jako na ten przykład o listy Lema do Mrożka, których trzeba na duch dodruk zrobić.

Miałam sobie w tym roku darować, ale jednak napiszę… list do świętego Mikołaja. Będzie w nim prośba o iskrę dla mnie i o możliwość dla ciebie. Bo nade wszystko chciałabym, żebyś robił w życiu to, na co jesteś skazany. Żebyś krytykował. Bo jakkolwiek głupio to zabrzmi, to pięknie… krytykujesz. Nawet, jak napiszesz komuś, że jest bałwanem i że ma spadać na szczaw, to zrobisz to tak, że głupi się nie pokapuje, a mądry przyzna ci rację. I podziękuje.

Bywaj zdrów Mistrzu, noś szalik, ciepłe skarpetki termos z … czymś na rozgrzewkę, bo zima za oknem hula sroga. I pisz do mnie…

PeeS. A jakbyś tam gdzieś w szerokim świecie spotkał Mikołaja, to szepnij mu o tej iskrze. Dobrze? Co dwa szepty to nie jeden…

Tagi: , , ,

23 grudnia 2011 Felietoniści, Grafomanka

Komentarzy: 3 do wpisu O harmoni…jce

  1. Muzo moja złotopióra! Mikołaja spotkałem – ale łobuz jest zwykłym figurantem! Kiedy rzecz o iskrze mu zainsynuowałem i zgłosiłem potrzebę dostarczenia do Ciebie, powiedział, że realizuje zamówinia jedynie spośród prezentów dostępnych na ebay’u! Takie czasy! Aż mi się go chce skrytykować :) Dzięki Ci Muzo za życzenia i ciepłe słowo – czasami takie słowo grzeje lepiej niż herbatka góralska.

    Iskry życzę – niech nie gaśnie.

    Na koniec pytanie: który z reniferów św. Mikołaja śpiewa najlepiej?

    - Renifer Lopez.

  2. Mistrz dnia 26 grudnia 2011
  3. Trudno, mój Mistrzu! Iskra zakupiona za bilety Narodowego Banku Polskiego absolutnie mnie nie interesuje. Z powodu gdyż nie wierzę w jej sprawczą moc. Niech więc komercyjny Mikołaj się że tak powiem buja! Poczekam na prawdziwego świętego. A tego figuranta skrytykuj aż mu w pięty zajdzie!
    Buziam grafomańsko:)

  4. Grafomanka dnia 26 grudnia 2011
  5. Z przyjemnością Was się podgląda… znaczy korespondencję…

  6. Małgorzata Południak dnia 28 grudnia 2011

Zostaw komentarz