Jeszcze przez chwilę o powietrzu

11 kwietnia 2013, kategoria: Małgorzata Południak, liczba wyświetleń: 873

Jestem daleko od ludzi. Blisko krów, owiec, koni. Jedni marzą o takiej chwili, jeszcze inni nie dopuszczają myśli, że mogliby opuścić centrum miasta. Kulturalnego centrum. Trudno mi sprecyzować, co znaczy kultura, czy w ogóle coś dzisiaj znaczy? Może chodzi jedynie o wypicie kilku piw, a może o teatr, koncerty, galerie? Z pewnością nie galerie handlowe. Prawdą jest, że niezależnie od tego, czy wierzę w siebie, czy nie, mieszkanie na wsi pomaga podejmować ryzyko odosobnienia. Spotkania grup literackich, znajomych, wspólne rozmowy, sądy, osądy – tylko przez kilka chwil było fajnie. Jestem tym zmęczona. Ta szczelina, w której niepozorność wymościła miejsce, bardzo mi odpowiada, tak, bo jestem poetką niepozorną. Nie uważam, żeby było coś ważniejszego od mojego samopoczucia. Ważniejszego od widoku owiec. Może jedynie widok oceanu, ale z tym muszę zaczekać. Kto z was spotkał tego jedynego autora wiersza, który żyje? Kto z was zechciał go poznać? Zatem zaszło nieoczekiwane odwrócenie, spotkałam się w Warszawie z czytelnikami i czytelniczkami. Akurat one nie pisują poezji, a jeżeli nawet pisują, żadna się nie przyznaje, no może oprócz tej jednej. Jednak rozumiem i szanuję niechęć do odkrywania siebie. Do czytania wierszy niezbędny jest pewien rodzaj wrażliwości, bo to właśnie wrażliwość popycha nas do sięgania po pióro. Niektórzy są bardziej wytrwali i nie tylko ważą pióro w palcach, bywa, że piszą. Pokazują wiersze innym, wydają książki, czytają głośno, spotykają się z uznaniem. Jedni z większym, inni z mniejszym. Wiem, że emigracją skazuję siebie na zapomnienie. Poeta nie spotykający się z czytelnikiem z czasem i tak zostaje odrzucony przez środowisko. A jakie jest to środowisko? Każdy odpowie sobie sam i na własny użytek. Mnie już nie ma, tak zwyczajnie, po ludzku. Czy to znaczy, że przestanę zajmować się propagowaniem literatury? Czy ktoś w to uwierzy? Kłopot polega na tym, że przywiozłam dużo książek z Polski, Instytut Mikołowski i wydawnictwo Forma zadbali o moją kulturę na wsi. W ostatnich latach proszono mnie o kierowanie redakcją sZAFy, redagowanie ArtPubu i o pisanie felietonów do EleWatora. Wszystkie te działania sprawiają mi dużo radości, bo przecież chodzi o kulturę. I mimo, że większość książek pojawiających się na rynku wydawniczym jest bardzo zła, będę wyławiać te, które są dla mnie ważne. Przyjęłam trudną rolę, spośród tych wszystkich ludzi, z którymi przebywałam, niewielu próbuje mnie zrozumieć z całą pewnością problem tkwi we mnie. Tak, zamieszkałam na prowincji, żałuję, że mnie już nikt nie pozna, bo kiedy inni opuszczają wyspę, ja na niej zapuszczam korzenie.

11 kwietnia 2013 Małgorzata Południak

Na razie brak komentarzy

Zostaw komentarz