<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Felietony Portalu Literackiego Allarte.pl</title>
	<atom:link href="http://felietony.allarte.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://felietony.allarte.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Mon, 02 Apr 2012 14:03:10 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.3</generator>
		<item>
		<title>Rysiek</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2012/04/02/rysiek/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2012/04/02/rysiek/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Apr 2012 13:42:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Beata Wincza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1502</guid>
		<description><![CDATA[Bieda podobno kształtuje charakter. Być może. Prawdą jednakowoż niezaprzeczalną jest, że bieda to domena artystów niedocenianych. Taki na ten przykład Norwid. Dziś poeta uznany, ceniony, ma ulice swego imienia w każdym większym szanującym się mieście, a ówcześni miłośnicy sztuki pozwolili, żeby umarł w nędzy. Nawet podnoszenie z bruku fortepianu Chopina nie pomogło. Bo sam pianista [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1504" href="http://felietony.allarte.pl/2012/04/02/rysiek/img_sh_09/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1504" title="img_sh_09" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2012/04/img_sh_09-300x264.jpg" alt="" width="300" height="264" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Bieda podobno kształtuje charakter. Być może. Prawdą jednakowoż niezaprzeczalną jest, że bieda to domena artystów niedocenianych. Taki na ten przykład Norwid. Dziś poeta uznany, ceniony, ma ulice swego imienia w każdym większym szanującym się mieście, a ówcześni miłośnicy sztuki pozwolili, żeby umarł w nędzy. Nawet podnoszenie z bruku fortepianu Chopina nie pomogło. Bo sam pianista to już inna bajka. Chociażby przez fakt posiadania instrumentu. Nie każdego było stać na skrzypce, a niektórzy to nawet własnoręcznie musieli sobie fujarkę z lipowego drewna wystrugać. Pianino już byłoby czymś, a co dopiero fortepian! Instrument zawsze drogi, a w dodatku, z racji gabarytów, nie mógł być przechowywany w byle kawalerce czy piwnicznej izbie. Można więc podjąć domniemanie, że Chopin był wyjątkiem? No można! Materialny dostatek za życia szedł w parze z bogactwem i galopującą karierą, a i teraz, jako że jego muzyka była &#8222;przepojona&#8221;, ma swój trunek wyskokowy, całkiem zresztą zacny.<span id="more-1502"></span></strong></p>
<p style="text-align: justify;">Teraz jest podobnie. Z tym, że biednego artystę zastąpiono artystą martwym. Małgorzatę Kożuchowską kojarzymy niekoniecznie. Coś tam może każdy słyszał, coś wie, ale pewność ma niewielu. Za to Hankę Mostowiak znali niemal wszyscy. I Pewnie dlatego niemal wszyscy podziwiali jej spektakularną kartonową agonię z tak zwanym zapartym tchem. Oglądalność pobiła wszelkie rekordy, telewizja zarobiła krocie, a Małgorzatę zapraszano do wszystkich śniadaniowych, obiadowych i kolacyjnych programów jako specjalistkę od umierania. Z przysłowiowej lodówki się wysypywała. Jej sława nie trwała jednak długo.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Rysiek ją przyćmił na tyle skutecznie, że od pewnego czasu, nie chcąc wypraszać Małgorzaty vel Hanki z lodówki, zaczyna się wysypywać z szafki na buty. Jak telewizja długa i szeroka, z każdego możliwego miejsca wygląda poczciwa twarz poczciwego Ryśka. Jest rozchwytywany. Paradoks polega na tym, że to takie jego pięć minut, tyle, że po śmierci. Nic to jednak. Rysiek zmartwychwstał zaraz po tym, jak padł nieżywy. I teraz analogicznie do Hanki święci triumfy.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Rysiek&#8230; Czy ktoś, oprócz najbliższej rodziny, w ogóle wiedział, że ma na imię Piotr? Możliwe że nawet on sam podpisując się pod corocznym zeznaniem podatkowym miał dylemat: Cyrwus czy Lubicz? A może jedno i drugie? Ostatecznie to kilkanaście lat życia i można się przyzwyczaić, i do roli, i do nazwiska. I utożsamić się można.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Foto &#8211; Sophia Hewson</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2012/04/02/rysiek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyjście spod lodu</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2012/03/13/wyjscie-spod-lodu/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2012/03/13/wyjscie-spod-lodu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Mar 2012 10:17:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Małgorzata Południak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1496</guid>
		<description><![CDATA[Coś miałam napisać na temat profesorów, ogórków małosolnych, audycji radiowych i czegoś tam jeszcze, ale nie chce mi się. Nie, bo nie. Nagle ulica się wydłużyła, tramwaj przyjechał spóźniony i jestem do tyłu. Ewa powiedziałaby krótko: dziadostwo. Czy muszę ciągle z tymi bicepsami, irokezem na głowie pokazywać niezależność? Ostatnio czytam po kątach wiersze Roberta Rutkowskiego i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><strong><a rel="attachment wp-att-1497" href="http://felietony.allarte.pl/2012/03/13/wyjscie-spod-lodu/284541_227237207321728_227229590655823_740400_1601439_n/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1497" title="284541_227237207321728_227229590655823_740400_1601439_n" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2012/03/284541_227237207321728_227229590655823_740400_1601439_n-300x300.jpg" alt="" width="210" height="210" /></a>Coś miałam napisać na temat profesorów, ogórków małosolnych, audycji radiowych i czegoś tam jeszcze, ale nie chce mi się. Nie, bo nie. Nagle ulica się wydłużyła, tramwaj przyjechał spóźniony i jestem do tyłu. Ewa powiedziałaby krótko: dziadostwo. Czy muszę ciągle z tymi bicepsami, irokezem na głowie pokazywać niezależność? Ostatnio czytam po kątach wiersze <a href="http://robertrutkowski.blogspot.com/">Roberta Rutkowskiego</a> i kurczę się.<span id="more-1496"></span></strong> To nie znaczy, że tracę na wadzę, ale coś mnie gryzie od środka. Łaskocze, pobudza i mam wrażenie, że wyląduję w Kocborowie. Michał pewnie teraz się śmieje, bo to on mnie tam zawiózł pod samą bramę i pokazał miejsce dość oględnie. Nie odważyłam się powiedzieć głośno, że pawilony zwiedzę innym razem. Rzeczywistość sprawia, że niekiedy czuję, jak coś we mnie narasta. Wkurza mnie ta gnuśność, to uwikłanie i strach przed autentycznością. Niestety, jakoś po przeczytaniu wszystkich wierszy nadesłanych do redakcji, dopada mnie stan rezygnacji całkowitej. Robert kiedyś tłumaczył mi, że dla każdego jest miejsce na ziemi, a niech sobie piszą. No niech piszą, ja też sobie piszę. Gram na nerwach i czasami brzdąknę na gitarze. Jest kilka osób, którym nie wierzę, i nawet jak redakcyjna koleżanka mówi &#8211; to równy chłop &#8211; nie działa. Na mnie nic nie działa. Nawet zapach pieczonego chleba nie rusza na pół kroku. Nawet, kiedy staję w Muzeum d’Orsay, obrazy są takie, jak je widziałam w domu przeglądając Internet. Smak bagietek w Paryżu jest, bo jestem w Paryżu, ale smakują tak samo, jak te ze szczecińskiego Reala. Mule nad Adriatykiem są, no są, jednak mój zięć gotuje mule tak, jak lubię. Smaży łososia i wiem, że jutro też przyjdę do restauracji, żeby go zjeść i tak do znudzenia. Lubię rozkoszować się długo i namiętnie tym, co jest dobre, wyjątkowe i jedyne. Dlatego &#8222;Wyjście w ciemno&#8221; zabieram do sypialni i Robert wybacz, na razie na temat Twoich wierszy nie napiszę nic więcej. Mam z nimi długi romans.</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">obraz <a href="http://fotopasja.wordpress.com/">Beata Bieniak</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2012/03/13/wyjscie-spod-lodu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poranna refleksja</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2012/02/14/poranna-refleksja/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2012/02/14/poranna-refleksja/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 14 Feb 2012 10:03:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Paweł Brzeżek]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1485</guid>
		<description><![CDATA[Obudziłem się dzisiaj rano z narastającym bólem gdzieś we wnętrzu swojego jestestwa, bólem który wyraźnie sugeruje, że wczoraj znów oddawałem się kompulsywnemu uderzaniu głową w cyferblat własnego życia, próbując wyrwać każdą jedną chwilę z tego, co wydawało się być dobrą zabawą, a było zwykłym formatowaniem partycji świadomości. I tyle z tego dobrego, że wspomnień niewiele [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1486" href="http://felietony.allarte.pl/2012/02/14/poranna-refleksja/por-ref/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1486" title="por ref" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2012/02/por-ref-231x300.jpg" alt="" width="231" height="300" /></a><strong>Obudziłem się dzisiaj rano z narastającym bólem gdzieś we wnętrzu swojego jestestwa, bólem który wyraźnie sugeruje, że wczoraj znów oddawałem się kompulsywnemu uderzaniu głową w cyferblat własnego życia, próbując wyrwać każdą jedną chwilę z tego, co wydawało się być dobrą zabawą, a było zwykłym formatowaniem partycji świadomości. I tyle z tego dobrego, że wspomnień niewiele zostało z poprzedniego wieczora  – jedynie fizjologiczne objawy przedobrzenia, które w gruncie rzeczy są lepsze od codziennych intelektualnych objawów przedawkowania rzeczywistości. I tak właśnie powitałem nowy, zupełnie nowy i niezużyty dzień poranną refleksją, podobnie bezproduktywną jak towarzysząca jej poranna erekcja, dzień, którego jedynym plusem jest perspektywa porannej kawy, o tyle niewinnej i nieszkodliwej dla zbolałego ustroju, że i tak niedługo po wypiciu, odbędzie drogę powrotną – do Krainy Wiecznych Łowów (chociaż stylistyczno-retoryczne pobudki nazywania w ten sposób mojej muszli klozetowej są dla mnie w tym momencie niezupełnie jasne).</strong></p>
<p style="text-align: justify;">O tym jak drastyczny jest mój stan świadczy niezbicie fakt, że nie odpalam od razu swojego laptopa – i to nie wcale ze względu na nieznośny szum i warkot zapchanego kurzem i resztkami jedzenia mechanizmu, ale ze względu na warkot i jazgot internetowego szaleństwa. Umowy handlowe dotyczące zwalczania obrotu towarami podrabianymi, niemowlaki rozbijające głowy o progi, a także szyici zbrojący się nuklearnie przeciwko Wielkiemu Szatanowi – czasami chciałbym wierzyć, że to co dzieje się w necie, pozostaje w necie, i że jest to jedynie wirtualna rzeczywistość składająca się z niezrozumiałego dla mnie binarnego kodu.<span id="more-1485"></span></p>
<p style="text-align: justify;">To nie to, że jestem jakoś bardzo wrażliwy na podłość i zło świata tego. Bo raczej nie – moja konsytuacja psychiczna nie przewiduje większego zaangażowania w sprawy doczesne. Szczerze, to już postulat: chcesz zmienić świat, zacznij od siebie, pozostaje dla mnie martwym sloganem, nawet rzucić palenia nie umiem skutecznie. Nie mam też nic przeciwko kłusownikom zabijającym na lodowych pustkowiach małe foczki, rozumiem, że to jest kwestia przetrwania całych uzależnionych ekonomicznie od tego procederu społeczności, a już na pewno bym się dla tej sprawy nie rozbierał (a warunki bezspornie mam) jak słynna Dżoana. Chociaż – dla samej Dżoany to już zupełnie inna sprawa… Niby głupiutka i tandeciara, no ale fakt, że każdy zdrowy heteroseksualny mężczyzna szarpałby ją jak Reksio szynkę, gdyby tylko miał taką okazję.</p>
<p style="text-align: justify;">Odbiegam od tematu – wszystko przez nieuchronnie zbliżający się kryzys paliwowy. I tutaj też nie mam na myśli kurczących się zasobów paliw kopalnych, ani groźby zablokowania przez Iran Zatoki Ormuz, nie – zupełnie nie… po prostu poziom cukru we krwi spadł mi poniżej wartości kursu rubla białoruskiego, co grozi śmiercią, jeśli zamówiona pizza w ciągu kilku minut nie dotrze do mojego żołądka.</p>
<p style="text-align: justify;">Do czego zmierzam? Do tego, że walczyć nie warto. Stop dla ACTA? Rozbroić Iran? Dofinansować Grecję? Zabronić kręcenia kolejnych beznadziejnych polskich komedii?</p>
<p style="text-align: justify;">Po jakiego chuja? Pytam się bez cienia zacietrzewienia i emfazy! Świat i tak pójdzie swoją drogą. Będzie się pierdolił jak stara bezzębna kurwa opętana szaleństwem zbliżającego się końca. Ale i ten koniec przecież nie nadejdzie. Bo wbrew przepowiedniom proroków, małych i dużych, świat nie zmierza ku końcowi. Bo może i stara bezzębna kurwa zdechnie w końcu w jakimś rynsztoku, ale kurewstwo, które w sobie nosi jest wieczne, i choćby po jej trupie maszerować będą kolejne szeregi, kolejne pokolenia i generacje, jeszcze pięknych, jeszcze młodych, wyperfumowanych i ekskluzywnych kurewek, które robią dobrze komu trzeba i tak się ten świat toczy, bez żalu, bez sentymentu za poległymi na polu cywilizacyjnej chwały.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy oglądam przypadkiem jakiś serwis informacyjny, kiedy skusi mnie newsroom w Onecie, mam wrażenie, że poprzedniego dnia wszyscy na świecie mocno zaimprezowali i jak ja dzisiaj obudzili się z absolutną poranną amnezją. To święte oburzenie, zgorszenie, groza malująca się na twarzach tych anonimowych, upominających się o godność ludzką, wolność, najświętsze wartości, tych którzy patrzą i nie wierzą. Jakby zło po raz pierwszy pojawiło się w jebanej Dolinie Muminków. Jakby ludzkość nie miała na sumieniu rzymskich aren i katakumb, krucjat, palenia czarownic, Holocaustu, czy ludobójstwa w Rwandzie…  Jakby ci ludzie nie żyli w świecie, na którym średnio co 3,6 sekundy ktoś umiera z głodu, co jest faktem równie absurdalnym jak śmierć Hanki Mostowiak w kartonach, w kontekście tego ile na tym samym świecie marnuje się jedzenia… Słów szkoda…</p>
<p style="text-align: justify;">Heh – a z tego wszystkiego dopiero groźba odcięcia od darmowych plików w sieci wypchnęła tych ludzi na ulicę…</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2012/02/14/poranna-refleksja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O harmoni&#8230;jce</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 20:01:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietoniści]]></category>
		<category><![CDATA[Grafomanka]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna]]></category>
		<category><![CDATA[koniunktura]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1420</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: O harmoni&#8230;jce Date: Fri. 23 Dec 2011 19:40:12 +0200 From: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; To: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; Mistrzu! Na jakim ty świecie żyjesz? Że się tak prosto z mostu zapytam. Katarzyna i tak dalej, zwana za przyczyną korzystnej koneksji małżeńskiej księżną, miała święte prawo nabyć nieharmonijną harmonię. Mogła nawet całą filharmonię kupić a za resztę, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong><a rel="attachment wp-att-1432" href="http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/choosing-the-right-harmonica/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1432" title="choosing-the-right-harmonica" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/12/choosing-the-right-harmonica-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a></strong></span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong> <span style="color: #ffffff;">Subject: Fwd: O harmoni&#8230;jce</span><br />
<span style="color: #ffffff;">D</span></strong></span><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;">ate: Fri. 23 Dec 2011 19:40:12 +0200<br />
</span><span style="color: #ffffff; font-size: x-small; font-weight: bold;">From: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;<br />
</span><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;">To: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;</span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #c0c0c0;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong><br />
</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong>Mistrzu!</strong></span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong>Na jakim ty świecie żyjesz? Że się tak prosto z mostu zapytam. Katarzyna i tak dalej, zwana za przyczyną korzystnej koneksji małżeńskiej księżną, miała święte prawo nabyć nieharmonijną harmonię. Mogła nawet całą filharmonię kupić a za resztę, o ile by takowa została, harmonijkę ustną. Nic nam albowiem do tego, jak księżna pieniądze wydaje. Pewnie, że dla jej wizerunku niekoniecznie zewnętrznego lepiej by było, gdyby część kwoty przeznaczyła na dzieci głodujące w Etiopii, a za resztę uratowała tygrysa bengalskiego. Niemniej jednak dobrze, że w ogóle wydaje, a nie trzyma w skarbcu.</strong></span></span></p>
<p><strong> </strong> <strong>- Bo? – pewnie zapytasz.<br />
-  Bo napędza – odpowiem &#8211; W sensie, że koniunkturę.<span id="more-1420"></span> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong> </strong>Wyobraź sobie Mistrzu protetyka, który ową harmonijną asymetrię popełnił. Mniejsza o grzywkę i piegi na nosie, wyobraź sobie, co robi po zainkasowaniu zawrotnej sumy 60 tysięcy funtów szterlingów. Protetyk, jako prawy obywatel, na wstępie rozlicza się z fiskusem. Oddaje więc koronie co królewskie. Po drugie płaci za materiały zużyte do produkcji, czyli daje zarobić producentom tychże. Następnie daje premię asystentce (względnie asystentowi), cześć odkłada na tak zwaną czarną godzinę, a z resztą idzie w miacho i szaleje. Kupuje sobie sweter w prążki i tweedowa marynarkę. W innym sklepie sukienkę w kwiatki &#8211; żonie też się coś należy. Zabiera dzieci do kina i na lody. W tak zwanym międzyczasie, przechodząc obok filharmonii, kupuje bilety na wieczór. W księgarni nabywa zestaw dzieł Szekspira w twardej oprawie, bo od dziecka o takim marzył&#8230; Jednym słowem nasz złotoręki protetyk również napędza koniunkturę. Producent tweedowych marynarek po przeliczeniu dywidendów stwierdza, że może oto ufundować stypendium dla młodego zdolnego &#8211; literata powiedzmy. Panienka z księgarni za sprzedanie zestawu dostaje premię i postanawia iść do teatru. Albo uczcić sukces wieczorem spędzonym w towarzystwie Kinga, względnie innego z wielkich świata wydawniczego. Dzięki czemu oczywiście panowie i panie literaci i literatki nie zemrą śmiercią głodową. Pomijając więc efekt czysto wizualny, wszyscy powinniśmy się cieszyć z nowiutkiej asymetrii księżnej Katarzyny. I kropka.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">Co zaś się tyczy wspomnianej Pupy to niestety! Z moich obserwacji poczynionych w ostatnią niedzielę wynika, że jest jeszcze gorzej. To już nie Pupa to wręcz DUPA! Prezentowa. Różnokolorowy tłum miota się między jednym sklepem a drugim i kupuje, póki bank nie pogrozi wirtualnym paluszkiem, że oto &#8222;brak środków na koncie&#8221;. Pół biedy w przypadku prezentów przemyślanych. Kiedy to darczyńca zna charakter i upodobania obdarowywanego. Inne lądują w śmietniku, a w najlepszym przypadku na allegro. Taki mój znajomy jeden ma sobie teściową. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego (ostatecznie nie on jeden), gdyby nie dziwaczne upodobania owej dość już leciwej niewiasty. Pani owa albowiem obdarowuje go prezentami najróżniejszymi. Dostał już w swojej karierze zięcia koronkową koszulę damską, pończoszki i &#8230; kilka innych części garderoby, które łaskawie przygarniała żona wyżej wspomnianego. I ja go podziwiam Mistrzu. Szczerze. Bo mimo, że nie skończył sztuki, to widząc kolejne doskonale w rozmiar i gust córki – żony trafione prezenty, potrafi zachować kulturę.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">Sztuką jest wybrać prezent tak, żeby obdarowany wiedział, że to właśnie jego mieliśmy na myśli pisząc list do Mikołaja i żeby nie musiał odstawiać przedstawienia. Niemniej nie ma tego złego. Jeszcze kilka takich okazji, a wtedy ów zięć będzie musiał dziękować owej teściowej na czerwonym dywanie, bo tak udoskonali  okazywanie fałszywej radości, że mu Oskara dadzą. O!</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">A teraz z innej beczki. Swego czasu czytałam w jakiejś prasie wirtualnej o pewnej kobiecie mieniącej się być pisarką. Taką z gatunku niedocenianych, z talentem głęboko ukrytym. Pisarka skarżyła się, że nikt nie chce wydawać jej dzieł wiekopomnych, nikt pomocą nie grzeszy, stypendium literackiego nie daje, groszem najmarniejszym nie ratuje, podczas gdy ona bez pisania nie może żyć. Pisanie jest treścią jej żywota. To dla niego rano zwleka się z łóżka, zjada byle co i ubiera się byle jak. Wszystko w imię wartości wyższych, w imię sztuki, kultury i intelektualnego rozwoju szarej masy ludzkiej. Nie mnie, Grafomance prostej oceniać talent, wartość literacką ni poglądy na życie wspomnianej pisarki, ale czy to przypadkiem nie czytelnicy decydują, co chcą czytać? W ramach przedświątecznych zakupów zawędrowałam, drogi Mistrzu, do potentata książkowego. Tłum kłębiący się między regałami popularnej sieciówki zadał kłam obiegowej opinii, że Polacy to gęsi  że książek nie czytają. Otóż czytają Mistrzu! Jasna sprawa, że nie wszyscy, ale faktem jest, że duch w narodzie nie ginie. A co? Ano to, na co maja ochotę. I jeśli mieliby ochotę poczytać panią Pisarkę, to by się o nią dopominali, jako na ten przykład o listy Lema do Mrożka, których trzeba na duch dodruk zrobić.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> <span style="font-size: small;">Miałam sobie w tym roku darować, ale jednak napiszę&#8230; list do świętego Mikołaja. Będzie w nim prośba o iskrę dla mnie i o możliwość dla ciebie. Bo nade wszystko chciałabym, żebyś robił w życiu to, na co jesteś skazany. Żebyś krytykował. Bo jakkolwiek głupio to zabrzmi, to pięknie&#8230; krytykujesz. Nawet, jak napiszesz komuś, że jest bałwanem i że ma spadać na szczaw, to zrobisz to tak, że głupi się nie pokapuje, a mądry przyzna ci rację. I podziękuje.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> <span style="font-size: small;">Bywaj zdrów Mistrzu, noś szalik, ciepłe skarpetki termos z &#8230; czymś na rozgrzewkę, bo zima za oknem hula sroga. I pisz do mnie&#8230;</span></span></p>
<p>PeeS. A jakbyś tam gdzieś w szerokim świecie spotkał Mikołaja, to szepnij mu o tej iskrze. Dobrze? Co dwa szepty to nie jeden…</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fwd: Harmonijna asymetria</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 10:36:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mistrz]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1355</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: Harmonijna asymetria Date: Sun, 28 Nov 2011 20:20:42 +0200 From: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; To: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; Poruszając się po obszarach powszechnie uznawanych za niebezpieczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia, a przynajmniej zwiększających ryzyko wystąpienia objawów ze strony przewodu pokarmowego, a więc kiedy z wypiekami na twarzy przeglądałem plotkarskie portale internetowe, odkryłem Muzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject: Fwd: Harmonijna asymetria<br />
Date: Sun, 28 Nov 2011 20:20:42 +0200<br />
From: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;<br />
To: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1356" href="http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/usmiech/"><img class="aligncenter size-full wp-image-1356" title="usmiech" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/11/usmiech.jpg" alt="" width="450" height="327" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poruszając się po obszarach powszechnie uznawanych za niebezpieczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia, a przynajmniej zwiększających ryzyko wystąpienia objawów ze strony przewodu pokarmowego, a więc kiedy z wypiekami na twarzy przeglądałem plotkarskie portale internetowe, odkryłem Muzo moja Najłaskawsza, rzecz niebywałą – słynna <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank">Katarzyna Elżbieta Mountbatten-Windsor, księżna Cambridge </a></strong><strong><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank"><em>de domo</em></a></strong><strong><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank"> Middleton, znana również jako Kate</a>, małżonka następcy tronu brytyjskiego Wilhelma (powszechnie zwanego Wiliamem), zapłaciła 50 tyś funtów szterlingów za swoje, teraz już nie mniej słynne niż ona sama, zęby. A dokładniej za ich naturalną idealność, nazwaną przez fachowca, który jest tych zębów autorem – harmonijną asymetrią.<span id="more-1355"></span><br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Pewnikiem Muzo moja Krasnolica, zapytujesz siebie samą: i co Tobie Mistrzu do tego? Otóż nic! Ale stało się to dla mnie przyczynkiem do udania się w jeszcze bardziej niż poprzednio niebezpieczne rejony, tak mroczne, że wszelkie hardcorowe wersje <em>Zmierzchów</em>, <em>Zaćmień</em>, <em>Księżyców w nowiu</em> wyludniają się (wywampirzają?) <em>Przed Świtem</em>, zapełniając rzeczone rejony swoją demoniczną zawartością (na szczęście proces ten przebiega bez całego tego irytującego marketingu i medialnej kołomyi, jakie towarzyszą międzyrasowemu romansowi Belli Swan i Edwarda Cullena). Ta <a href="http://www.youtube.com/watch?v=NzlG28B-R8Y" target="_blank">strefa mroku</a>, to oczywiście moje życie wewnętrzne, owocujące licznymi przemyśleniami, którymi zakażam chętnie takie istoty jak Ty, Muzo moja Najlotniejsza. W elektrycznej burzy neuroprzekaźników, krótkim, oślepiającym błyskiem objawiła się myśl następująca:</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Harmonijnie asymetryczne zęby przyszłej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Elżbieta_II" target="_blank">z Bożej łaski Królowej Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Antigui i Barbudy, Australii, Bahamów, Barbadosu, Belize, Grenady, Kanady, Jamajki, Nowej Zelandii, Papui-Nowej Gwinei, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyn, Tuvalu i Wysp Salomona, przewodniczącej Wspólnoty Narodów, Obrończyni Wiary</a>, a więc zęby, nad którymi słońce nie zachodzi, to w istocie wyrzynające się na naszych oczach Zęby przyszłej Mądrości. Mają szansę stać się ikoną współczesności, być może detronizując tym samym monumentalną w legendarności, a filigranową w swojej anatomii <a href="http://www.warszawianki.pl/timthumb.php?src=http://www.warszawianki.pl/wp-content/uploads/2011/05/thestudentroom.co_.uk_.jpg&amp;w=536&amp;zc=0" target="_blank">Pupę</a> – najbardziej rozpoznawalny atrybut książęcej siostry, Pippy Midletton. Nawet nie wyobrażasz sobie, Muzo moja droga, jak bardzo mnie ten fakt, już choćby nie był nawet faktem najprawdziwszym, a jedynie potencjalnością, cieszy niezmiernie. Jako Mistrza głęboko zainteresowanego i przejętego kondycją oraz stanem naszej globalnej wiochy. Widzę bowiem, że w kategorii kultowości ludzkość zwraca się ku początkom. Ku naturalnej hierarchii. Nawet przecież malusieńkiemu berbeciowi, ledwo co wchodzącemu w oralną fazę swojego dziecięcego psychorozwoju, dobrze wiadomo, że to w ustach wszystko się zaczyna, a w pupie dopiero kończy.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Kiedy prawie 100 lat temu Oswald Spengler wydawał w Wiedniu najważniejsze swoje dzieło pod znamiennym tytułem <em>Zmierzch Zachodu</em>, sprawa wydawała się przesądzona. Oto przed nami, europejskimi potomkami Adama i Ewy, przyszłość mętna i smutna. <a href="http://www.agweb.com/assets/import/images/Barbarians.jpg" target="_blank">Czeka nas niechybny upadek – barbarzyńcy stoją u bram</a>, czego zdajemy się nie dostrzegać, oddani uciechom i rozpuście. W wyniku tego krótkowidztwa Świat Zachodu stał jedynie scenografią orgii, swoją własną imitacją, atrapą z <em>papier-mâché</em>, miłą dla oka powierzchownością, a jego ewolucyjna droga może prowadzić jedynie w kierunku jeszcze większej groteski, mutacji, barokowego wykrzywienia, jadu kiełbasianego wstrzykiwanego w coraz bardziej unieruchomione, coraz żałośniej skarykaturowane twarze. Szliśmy od stu lat ku rzeczywistości bez wyrazu, do świata wyreżyserowanych, sztucznych emocji. Jakby to powiedział Gombrowicz: jesteśmy uPupieni!</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Na szczęście w Koronie Zjednoczonego Królestwa zabłysnęła Nadzieja. Naczelna trendsetterka globalnej popkultury, <em>Her Royal Highness, The Duchess of Cambridge, Countess of Strathearn, Baroness Carrickfergus </em>(gwoli ścisłości tak bowiem brzmi jej aktualny, pełny tytuł), przyjęła na siebie ciężar naprawy świata i odbudowy zachodniego systemu wartości, systemu wypaczonego i wywróconego do góry nogami. A książęce zęby mają szansę stać się najjaśniejszym klejnotem w Koronie. Znakiem odrodzenia. Okrętem flagowym idei powrotu do normalności, zrodzonej w głowie i, <em>nomen omen</em>, w ustach pięknej, obdarzonej naturalnym wdziękiem Kate. Pod hasłem harmonijnej asymetrii ukrywa się bowiem coś więcej niż tylko grafomańska nonszalancja ortodontycznego <em>dr Frankensteina</em>, który zęby zrobił<em> </em>(a konkretnie dr Didiera Fillion, który prowadzi swoją praktykę w Londynie – jeślibyś Muzo na przykład była zainteresowana usługami). Harmonijna asymetria jest propozycją nowego porządku rzeczy. Niczym roosweltowski <em>New Deal</em>, który wyprowadził świat z Wielkiego Kryzysu lat 30., tak filozoficzny światopogląd Katarzyny (Wielkiej?) może uratować ludzkość po <a href="http://nl.toonpool.com/cartoons/Lehman%20Brothers%20Bank%20bankrupt_22808#img9" target="_blank">kryzysie spowodowanym upadkiem Lehman Brothers</a>. Plan jest genialny w swej prostocie: bogaci będą wydawali swoje pieniądze w taki sposób, żeby nie było tego widać, a biedni będą udawali, że tego nie widzą. Po epoce elżbietańskiej i wiktoriańskiej, nadszedł czas na epokę kataryńską! Epokę asymetrycznej równowagi i naturalnego piękna.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zapłakałbym Muzo moja droga! Zapłakałbym ze wzruszenia! Bodaj nawet teraz, gdyby nie to, że swoje kanaliki łzowe już półtora roku temu sprzedałem w banku organów. Zapłacz więc w moim imieniu Muzo moja, diamentowe łzy roniąca! A łez nie szczędź. Następnie je spienięż i prześlij mi elektronicznym przelewem. Zbieram na ochronę i utrzymanie środowiska naturalnego, w którym bytuje moje życie wewnętrzne. Naturalnie, co łaska.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>Adieu!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kopytka</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Nov 2011 19:45:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Piotr Mosoń]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1342</guid>
		<description><![CDATA[Warszawa. Bufet gdzieś na tyłach, w przepastnym brzuszysku Teatru Narodowego. Zapaćkane na żółto ściany. Trzy stoliki przykryte plastikową kraciastą ceratą. Białe wazoniki. Solniczki i pieprzniczki. Miejsc wszystkiego dziesięć, bo pomieszczenie jest tak małe, że dwa z trzech stolików są przystawione do ściany. Biała, no może kiedyś biała, firanka w jedynym oknie.  W powietrzu zawieszony gęsty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-1343" href="http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1343" title="gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/11/gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Warszawa. Bufet gdzieś na tyłach, w przepastnym brzuszysku Teatru Narodowego. Zapaćkane na żółto ściany. Trzy stoliki przykryte plastikową kraciastą ceratą. Białe wazoniki. Solniczki i pieprzniczki. Miejsc wszystkiego dziesięć, bo pomieszczenie jest tak małe, że dwa z trzech stolików są przystawione do ściany. Biała, no może kiedyś biała, firanka w jedynym oknie.  W powietrzu zawieszony gęsty olejowy zapach. Zapach wielokrotny. Jakby ktoś smażenie na oleju podniósł do potęgi. Co najmniej drugiej. Jakby sam zapach chciał zakomunikować: przetrwają najwytrwalsi, i ci co mają katar.</strong><span id="more-1342"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Do bufetu kolejka. Niemała bo z siedem osób. Zaraz zapewne nadciągną następne bo zajęcia z historii sztuki tym razem okazały się być mocno wyczerpujące. Od rana nic nie jadłem a jest jedenasta, jak podaje miły anonimowy głos z odbiorniczka radiowego. Jestem głodny i wrąbałbym konia z podkowami. Staję na końcu ogonka za jakimś siwym kurduplem w pozaciąganym niegdyś czerwonym swetrze, dziś czerwonawym już tylko momentami. Pewnie jakiś techniczny. Może garderobiany &#8211; uśmiecham się sam do siebie na wspomnienie wrażeń ze spektaklu w zeszłym tygodniu. Noooo to było koncertowe &#8211; mlaskam w duchu.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejka milczy. Kolejka stoi. Kolejka ani śmie oddech wziąć. Trudno się dziwić temu ostatniemu jeśli się nie chce naoliwić płuc od wewnątrz. Rzut oka w przeszkloną gablotę bufetową. Sałatka ziemniaczana? Nie. Śledzie w zalewie? Nie? Tatar? Nie jestem samobójcą, ten wygląda jakby przybył świeżo spod Wiednia. A propos Wiednia, odrzucam jajko po wiedeńsku i coś nieokreślonego, nienazwanego, ale przypominającego niekształtną bezkolorową breję. O! Jest nazwa! Wpadła do brei i jest nieodczytywalna.</p>
<p style="text-align: justify;">- Proszę pana? Pan tu będzie proszę pana stał? &#8211; pyta garderobiany &#8211; Bo ja muszę na chwilę i zaraz wracam.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zwracam uwagi. Niech lezie. Jak dobrze pójdzie, gdy wróci to ja już będę wylizywał talerz i będzie musiał frajer jeszcze raz w kolejce stawać. Żołądek mam już zassany a ta pieprzona kolejka posunęła się zaledwie o oczko w skali kwadransa. Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę będę musiał wybierać między Teorią Literatury a Naleśnikami. No prawdziwy wybór między Duchem i Ciałem. Umysłem i Trzewiami. Sacrum i Profanum. Myć i Bieć&#8230;. tfuuu&#8230;. Z głodu już mi myśli brykają w poprzek. No co jest z tą kolejką, normalnie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Siwy kurdupel wraca i bez słowa dziękuję pakuje się przede mnie.</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma za co &#8211; burczę w jego czubek głowy.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz to w odwecie kurduplowaty olewa mnie. Zadowolony że udało mu się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Być w dwóch miejscach naraz. Prawie naraz, bo tu to ja robiłem za jego kurduplowatą zastępczość. A pies cię lizał w przedziałek, nie będę sobie zawracał kurduplami głowy. Głodny jestem. O! Cennik jest. Ziemniaczane placki. Dewolaj. Naleśniki. Flaczki. Flaczki-sraczki. Jak wezmę naleśniki to zanim się usmażą minie kolejny kwadrans. Rzut oka za siebie. Cztery osoby za mną. No to naleśniki. Dwie porcje. A wy kwitnijcie jako i ja kwitłem. Do bufet-mamy jeszcze dwie ludzkie zawalidrogi. Jego wysokość Kurduplowatość i otyła baba. Ta chyba jakaś spowinowacona z bufetową bo trajlują aż mi się kielecki skarb lokalny w kieszeni otwiera. Baba by to zjadła, i to, i tamto. Od razu widać &#8211; koneserka. Po sadle widać. A wzięłabyś kobieto poszła na dietę jakąś bo niedługo w drzwi się nie zmieścisz. No! Zdecydowała się na żeberka. Znaczy dieta poza horyzontem myślenia. A żeberko ci w oko kobieto. Może twój maż lubi przy kości. Skoro o kości mowa, wezmę pierogi. Ale najpierw Kurduplowaty.</p>
<p style="text-align: justify;">- Dzień dobry pani Halinko kochana&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Bufetowa rozaniela się jakby właśnie specjalne prywatne słońce zechciało na nią promyczkiem błysnąć. Filuternie poprawia loczek trwałej ondulacji. Zbiera wysmarowane grubo szminką usta w dzióbek i ćwierka w odpowiedzi.</p>
<p style="text-align: justify;">- Jak pana widzę, panie Krzysiu to na pewno on będzie dobry. Ten dzień. Pan to mi zawsze morala podnosi &#8211; wzdycha nazbyt teatralnie. Od razu widać że w przerwach między smażeniem kolejnych schaboszczaków zaglądała w kulisy teatru.</p>
<p style="text-align: justify;">- Morale. Morale a nie morala &#8211; burczę pod nosem. Nie cierpię dyletanctwa, wiejskiej muzyki i cekinów. Bufetową zdolny jestem dopasować do wszystkich trzech kategorii. Kurduplowaty staje w obronie czci niewieściej.</p>
<p style="text-align: justify;">- Morale, morala a niechby i morele. Pani Halinka wie co chciała powiedzieć młody człowieku. To nieładnie tak złośliwie poprawiać.</p>
<p style="text-align: justify;">- Pan to zawsze taki rycerz panie Krzysiu. Takich rycerzy to już nie ma &#8211; wzdycha przerośnięta księżniczka za szklanym bufetem. &#8211; To co będzie dziś? Kopytka ze skwarkami mam świeżutkie. Na pewno będą panu Krzysiowi smakowały.</p>
<p style="text-align: justify;">- To biorę pani Halinko te kopytka. A należność to pani wie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- Wiem wiem&#8230; &#8211; świergoli Pani Halinka i stawia na ladzie talerz parujących klusek ze skwarkami.</p>
<p style="text-align: justify;">No faktycznie wyglądają bosko. Pachną bosko. To i pewnie smakują bosko. Nie mam czasu się widokiem i zapachem nacieszyć bo Kurduplowaty zgarnia talerz i z szarmanckim &#8222;szszszszanowaniem&#8221; wychodzi. Pewnie pędzi podelektować się kopytkami póki gorące. Ja też tak chcę. Ja też!</p>
<p style="text-align: justify;">- Dla mnie to samo &#8211; ślinię się, ale jakoś wyrzucam z siebie zamówienie</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma.</p>
<p style="text-align: justify;">- &#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma!</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale przecież przed chwilą, dla tego pana Krzysia były.</p>
<p style="text-align: justify;">- Proszę Pana! Dla Pana Pendereckiego to ja ZAWSZE będę miała świeże kopytka a pana&#8230; a pana jakoś nie znam!</p>
<p style="text-align: justify;">KONIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Warto czytać klasyków</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2011 10:36:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Beata Wincza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1330</guid>
		<description><![CDATA[Jesień rzuca mi się na głowę i sprawia, że wcale nie tak głęboko ukryte czepialstwo wyłazi na światło dzienne; pokazuje pazurki, szczerzy ząbki i uśmiecha się złośliwie. Wychowałam się w szacunku dla słowa drukowanego. Od zawsze myślałam (i tu się nic nie zmieniło), że słowo drukowane powinno świecić przykładem. Nie mam tu na myśli ulotki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1332" href="http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/ode_menacing-2/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1332" title="ode_menacing" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/10/ode_menacing1-300x293.jpg" alt="" width="300" height="293" /></a><strong>Jesień rzuca mi się na głowę i sprawia, że wcale nie tak głęboko ukryte czepialstwo wyłazi na światło dzienne; pokazuje pazurki, szczerzy ząbki i uśmiecha się złośliwie. Wychowałam się w szacunku dla słowa drukowanego. Od zawsze myślałam (i tu się nic nie zmieniło), że słowo drukowane powinno świecić przykładem. Nie mam tu na myśli ulotki w stylu; &#8222;Promocja! Przy zakupie jednej pary majtek spinacz do bielizny gratis.&#8221; Nawet jeśli chodzi o prasę tak zwaną codzienną, której cykl produkcyjny jest na tyle krótki, że wszystko się może zdarzyć, zachowuję się racjonalnie (czyt. elastycznie) i nie wieszam na niej psów. W przypadku książek jestem jednak całkowicie wyprana z poczucia humoru. I to bez płynu zmiękczającego skostniałe poglądy.</strong><span id="more-1330"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Nie okładka czyni książkę. Od czegoś co ma numer ISBN, co pretenduje do miana literatury wymagam dużo więcej niż atrakcyjnej obwoluty. Bardzo możliwe, że zatrzymałam się gdzieś w mrokach XX wieku i nie potrafię się dostosować do literackich standardów obecnie nam panujących. Łatwo jest popaść w grafomanię. Tym łatwiej jeśli ktoś jest mam sobie; sterem, żeglarzem i okrętem. Jeśli nie wisi mu nad głową wredny redaktor karzący w nieskończoność poprawiać, skracać i wyrzucać. Podobno, jak twierdzą znawcy przedmiotu, talent w jednym procencie składa się z tak zwanej weny. Reszta to po prostu ciężka harówa. Orka w słowach. Dobieranie ich do siebie tak żeby współgrały. To ciągłe eliminowanie zgrzytów. Trzeba dużo, naprawę dużo odwagi, żeby wydać coś drukiem. Blogowe czy nawet serwisowe pisanki zawsze można poprawić, wygładzić, uatrakcyjnić. Jeśli nic, absolutnie nic nie da się z nimi zrobić (a to się zdarza)  w ostateczności jednym kliknięciem można je na zawsze wyczyścić ze wszystkich serwerów świata. Z drukiem tak się nie da. Na nic zdadzą się próby wykupienia nakładu. Co ma wisieć nie utonie. Pamiętacie zapewne bajkę o śpiącej królewnie. Nic to nie dało, że król mocą swojej władzy zarządził spalenie wszystkich kołowrotków. Królewna nie uciekła przed przeznaczeniem, i tak ukuła się wrzecionem. I tu się kończy analogia. Królewna tylko spała w oczekiwaniu na wybawcę. Przybył, pocałował i wszystko wróciło do normy. Gorzej z książką. Egzemplarze obowiązkowe trafiają do archiwów kilkunastu bibliotek w kraju. Wcale nie trzeba cudu żeby któryś nich przetrwał a treść na zawsze pozostała w niełaskawej pamięci ludzkiej i kiedyś ukuła niczym wrzeciono.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaśmiecanie bibliotek bylejakością powinno być surowo zabronione. Literaci i wydawcy&#8230; o trochę więcej szacunku dla czytelników proszę.</p>
<p><em>&#8221; &#8211; Brawo&#8230; oczytany jesteś&#8230; w klasykach! &#8211; uśmiechnął się na pełną gębę.<br />
Za oknem było już zupełnie ciemno i kapela zaczęła grać &#8222;Jesienne róże&#8221;, gdy brunetka przytuliła się ciepło do grubego karka. Wtedy rozmówcy barmana po twarzy popłynęła łza, potem druga&#8230; trzecia&#8230; i rozpłakał się&#8230; siedząc nad swoim piwem. Gdy wychodzili z knajpy do siebie przytuleni, rozmówca barmana krzyknął;<br />
- Nie będziesz z nią, na pewno&#8230;! Wszystko tylko pięknie się zaczyna, niestety &#8211; westchnął.<br />
Gdy nie zwrócili na niego uwagi jeszcze wymamrotał pod nosem:<br />
- Warto czytać klasyków, naprawdę&#8230; &#8221;<br />
J. Hebel*</em></p>
<p>Zgadzam się, <em>warto czytać klasyków</em>. Pod warunkiem, że robi się to uważnie, nie wpada w samozachwyt, pracuje nad warsztatem i co chyba najważniejsze nie ulega podszeptom wiernopoddańczych fanów gotowych bronić geniuszu domorosłego literata do końca.</p>
<p>*) źródło tekstu; <a href="http://mojaliteratura.blog.onet.pl/Tylko-glupcy-wierza-w-poranek,2,ID437818285,n" target="_blank">http://mojaliteratura.blog.onet.pl/Tylko-glupcy-wierza-w-poranek,2,ID437818285,n</a></p>
<p><em><em>* Obraz Pamela Wilson</em></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O walących wierszach</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 09:03:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Małgorzata Południak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1309</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio z  moim ulubionym naczelnym przemierzam ulice w różnych miastach, nie tylko naszej ojczyzny. Mijam zmienione twarze, bilbordy, które przepowiadają komedię w roli głównej z urojeniami bezwzględnymi w tle. Gdzieś za morzem mordują młodych ludzi, a po ulicy obok, starszej kobiecie rozsypują się owoce. Zrobiło się dużo miejsca w naszej codzienności. Poeci upychają troskliwie wiadomości [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1310" href="http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/img_3688/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1310" title="IMG_3688" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMG_3688-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Ostatnio z  moim ulubionym naczelnym przemierzam ulice w różnych miastach, nie tylko naszej ojczyzny. Mijam zmienione twarze, bilbordy, które przepowiadają komedię w roli głównej z urojeniami bezwzględnymi w tle. Gdzieś za morzem mordują młodych ludzi, a po ulicy obok, starszej kobiecie rozsypują się owoce. Zrobiło się dużo miejsca w naszej codzienności. Poeci upychają troskliwie wiadomości w słowach i piastują burzę, która przetacza się od wschodu do zachodu. Czy rzeczywiście brak dystansu do świata może spowodować utratę tożsamości? Na ulicy rządzi groteska, tak to zwyczajnie widzę. Migoczą obcojęzyczne neony, w kinach młodzież kaprysi na cenę biletów, a w księgarniach sprzedają mapy i poradniki. Jak zmienić się w niewiarygodnie piękną blondynkę w cztery tygodnie, albo jak uszyć torbę z filcu. Nie żebym miała coś do blondynek, czy filcu. Rzecz w tym, że słupy ogłoszeniowe pokrywają kartki z ofertą kredytów, wymianą mieszkań, korepetycjami do powtórki maturalnej z matematyki. Afisz teatralny utknął gdzieś we własnym wnętrzu, w końcu jest przerwa wakacyjna. Więc siadamy w kawiarni, żeby napić się kawy. Naczelny studiuje instrukcję składania szafy z Ikei, ja odpalam laptopa, aby przejrzeć na Facebooku najnowsze wiadomości. Deszcz nie pada, w autobusach i tramwajach odbywa się codzienny dramat. Czytam o &#8222;Brulionie&#8221;, o &#8222;Hybrydzie&#8221;, cytuję Śliwonika na różne sposoby i natykam się na &#8222;Wiersz o waleniu&#8221; Marka Kołodziejskiego. Oczywiście moja wyobraźnia przeleciała wszystkich dookoła, tytuł jednak jest tutaj pozorny.</strong><span id="more-1309"></span></p>
<table style="text-align: justify;" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td width="5%"></td>
<td width="95%" align="left" valign="top"><strong>WIERSZ O WALENIU</strong><em> </em></p>
<p><em>Na stacji benzynowej BP w dziale z prasą<br />
znajduję miesięcznik Male Man, w którym</em></p>
<p><em>bezbłędnie odnajduję nowy wiersz Darka Foksa<br />
zatytułowany „Walenie”. Jestem zachwycony,</em></p>
<p><em>bo lubię wiersze Foksa, a nowy wiersz,<br />
to jak wisienka na torcie. Dlatego piszę dalej,</em></p>
<p><em>piszę po kropce postawionej przez Darka Foksa.<br />
Sylwia Plath średnio mnie obchodzi,</em></p>
<p><em>więc niech się wali w toalecie, szukając kartki<br />
do zapisania kolejnego wiersza o facecie,</p>
<p>który jej nie kocha. Wal się Sylwia, mówię<br />
i piszę dalej. Mam ochotę opowiedzieć historię</p>
<p>jednej zawodówki w naszym mieście.<br />
Szkoła ta kształci zastępy krawcowych</p>
<p>i ktoś wpadł na pomysł nadania jej imienia<br />
Sylwi Plath. Fajny pomysł, znacznie lepszy</p>
<p>niż wcześniejsza patronka, Emilia Plater,<br />
która poszła się walić w okresie demokratyzacji.</p>
<p>Jednak ktoś przeczytał wiersze Sylwii<br />
i trzeźwo zauważył, że trzeba to przemyśleć.</p>
<p>Po przemyśleniu wierszy poetki<br />
zaproponowano gotową już tablicę</p>
<p>pobliskiej szkole gastronomicznej. W końcu<br />
nic tak dobrze nie pasuje do gotowania,</p>
<p>jak piecyk gazowy. Jednak i tam ktoś,<br />
kto myśli, przeczytał wiersze Sylwii Plath</p>
<p>i wyobraził sobie uczennice, które zafascynowane<br />
biografią patronki z byle powodu</p>
<p>pakują głowy do wnętrza piecyków. Dlatego<br />
w naszym mieście mamy jeden zespół szkół,</p>
<p></em><em> </em><em> </em><em> </em><em> </em><em>na dodatek bez żadnego patrona. To tyle,<br />
więc wal się, Sylwia, pilnuj tej zapomnianej tablicy</em></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p style="text-align: justify;">Marek świetnie opisał zjawiska powszechne. Bo przecież wali mnie, że ul. Jedności Narodowej w Szczecinie została zmieniona na ul. Jana Pawła II. Nadal w powszechnym użyciu słyszę &#8211; Aleja Fontann. Spotykamy się później w lodziarni i kolega recytuje wiersze Tuwima. Wali mnie, co ludzie dookoła o nas myślą i liżę kolejnego loda. Wrażamy głośno niepokój egzystencjalny, po czym rozchodzimy się po uwalonych odchodami chodnikach, by opisać zjawiska w ironicznym przedstawieniu. Być może &#8211; mówienie wprost &#8211; wali czytelnika. Więc, na co nam wiersze?!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fwd: Mistrzu!</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jul 2011 08:18:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Grafomanka]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1302</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: Miszczu! Date: Mon, 4 Jul 2011 20:20:42 +0200 From: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; To: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; Lato! W końcu, nareszcie i szkoda, że takie krótkie. W telewizji jedno wielkie nic, w teatrach cisza gra, nawet w polityce spokojnie. Panie i panowie, posłowie łapią oddech i wystawiają umęczone pyskówkami lica na działanie ultrafioletowych fal. Poza tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject: Fwd: Miszczu!<br />
Date: Mon, 4 Jul 2011 20:20:42 +0200<br />
From: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;<br />
To: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;<a rel="attachment wp-att-1304" href="http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/ogorek-2/"><br />
</a></p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1304" href="http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/ogorek-2/"><img class="alignleft size-full wp-image-1304" title="ogorek" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/07/ogorek1.jpg" alt="" width="276" height="257" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Lato! W końcu, nareszcie i szkoda, że takie krótkie. W telewizji jedno wielkie nic, w teatrach cisza gra, nawet w polityce spokojnie. Panie i panowie, posłowie łapią oddech i wystawiają umęczone pyskówkami lica na działanie ultrafioletowych fal.</em></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1302"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Poza tym wszystko gra i piszczy. Oprócz ogórka. Uprzejmie donoszę, że mimo próśb, nalegań a nawet groźby karalnej typu &#8222;bo jak nie to&#8230;&#8221;  nie zaśpiewał. Poeta Konstanty, &#8222;syn Konstantego, zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem&#8221; badał swego czasu kwestię umuzykalnienia ogórków. Chyba jednak do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedł. A ja owszem&#8230; Wiem.</p>
<p style="text-align: justify;">
Zanim jednak zdradzę do jakich, w związku z upałem wszechobecnym, doszłam wniosków, kilka słów wprowadzenia. Tylko pozornie nie na temat&#8230;</p>
<p>Jestem nienormalna. Tak, wiem, to żadna nowina, ale tym, że jestem z tego dumna, to już cię chyba zaskoczę, co? Mistrzu?</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Normalność to jest coś, co jakaś tam grupa społeczna uważa za słuszne i pożądane. I to pod warunkiem, że rzecz się dzieje w danym czasie i miejscu. W innym czasie, albo miejscu grupa może sobie zmienić zdanie i uważać coś zupełnie innego za dobre, moralne i cacy.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">I słusznie! Bo po kiego parasola  grupie dziwolągi, co to mają jakieś pragnienia, chcą czegoś czego grupa nie akceptuje i że w ogóle im się chce czegokolwiek.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Śmiem przypuszczać, że autorka powyższej definicji normalna nie jest. Nie może. Wszak jej się chciało. I jeśli nawet nosi czapkę z pomponem do wizytowej garsonki to nie dlatego żeby się wyróżniać z tłumu, ale po prostu, czasami jest jej wsio rybka, bo głowę miast szatkami i stylizacją, miała zajętą rozmyślaniem o niebieckich ciałach. W sensie jak najbardziej kosmicznym. Wymyśliła sobie (cały czas mowa o autorce), że podczas wycieczki sprawdzi czy u ufoludków, zakładając, że istnieją, też normą jest przeciętność i niewychylanie się. W żadną stronę.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Bo to widzisz, Mistrzu, z tą normalnością, to trochę tak jak Modzelewską Marią, co to &#8222;chciałaby a boi się&#8221;. Głównie tego, co ludzie powiedzą. Inne konsekwencje niesubordynacji jakoś niekoniecznie trafiają do wyobraźni buntowników.</p>
<p style="text-align: justify;">Reasumując; normalni się boją, nienormalni mają wszystko w nosie i robią swoje. Tak przynajmniej powinno być. Gorzej jak robią nie tyle swoje, co mające za zadanie tylko i wyłącznie zaszokować i sprawić że delikwent zaistnieje w prasie, że zatrąbi o nim radio i że telewizja się weźmie i pofatyguje, i na cały kraj a może i świat pokaże szok, którego był sprawcą. Dzięki temu pozostanie na długo w pamięci normalnych. Kto wie, może nawet przejdzie do historii jako kontrowersyjny, wariat, ale nieszkodliwy. Tak właśnie czasami odbieram współczesną sztukę Mistrzu. Wiem, powiesz, że jestem laikiem, że się nie znam i że do garów mam się udać, gdzie moje miejsce, i że cicho siedź Grafomanko jedna i nie pchaj się ze swoimi teoriami przed szereg.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A mów sobie! Ja i tak wiem swoje. Wolno mi. Przecież jestem nienormalna&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wracając do ogórka&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wzmiankowany ogórek nie śpiewa, bo jest normalny. Nie wychyla się, nie robi szoła w warzywniaku, nie czeka na oklaski, nie rozdaje autografów. Ogórek po prostu rośnie. Nudy&#8230; Ktoś musi być normalny, żeby nienormalnym mógł być ktoś&#8230; Ktoś musi być bytem podporządkowanym, żeby brykać mógł ktoś.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A tak naprawdę to chyba nie ma ludzi zupełnie normalnych, każdy z nas jest indywidualnością. Z tym, że niektórzy bardziej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wychodzi na to, że tylko ogórek broni honoru normalnych i spełnia rolę do jakiej został przez matkę naturę stworzony. A jak czasami jakiemuś przyjdzie do głowy coś zmienić, być większym, bardziej zielonym czy fantazyjnie wygiąć szyję do słońca, to inspektorzy Unii Europejskiej capną i nałożą karę. Za niestosowanie się do norm&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Poza tym to w sezonie ogórek nie ma innego wyjścia. Musi rosnąć.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Pozdrawiam leniwie, ogórkowo, spokojnie, bo &#8222;nie dzieje się nic, i nie stanie się nic , aż do końca&#8221;&#8230; września.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Gafomanka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gorczycki – Chełmno – miłość od pierwszego wejrzenia</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jun 2011 08:25:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietoniści]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Południak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1293</guid>
		<description><![CDATA[Obok mnie siedziała Jola. Częstowałam ją piwem &#8211; nie chciała. Dostrzegłam w niej spokój, którego od dawna nie mam w sobie. Ciągle zastanawiam się, po co to robię. Czy chodzi o emocje, czy o werbalizację uczuć. A może o kulturę, a może o miłość. Szaleństwo – pakowałam się na ostatnią chwilę, chociaż tym razem zrobiłam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em><strong><a rel="attachment wp-att-1296" href="http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/chelmno/"><img class="aligncenter size-full wp-image-1296" title="chelmno" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/06/chelmno.jpg" alt="" width="480" height="360" /></a>Obok mnie siedziała Jola. Częstowałam ją piwem &#8211; nie chciała. Dostrzegłam w niej spokój, którego od dawna nie mam w sobie. Ciągle zastanawiam się, po co to robię. Czy chodzi o emocje, czy o werbalizację uczuć. A może o kulturę, a może o miłość. Szaleństwo – pakowałam się na ostatnią chwilę, chociaż tym razem zrobiłam listę i nie zapomniałam o klapkach pod prysznic. Co tam klapki. Pojechaliśmy z zespołem do Chełmna. Przywykłam do podsyconych emocji, do niepewności, do sentymentalizmu.</strong></em></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1293"></span><br />
Moje preferencje muzyczne odbiegają obsesyjnie od muzyki klasycznej. Mało tego: odbiegają od spokojnych myśli. W ostatnim czasie przylgnął do mnie utwór Gorczyckiego „Omni die dic Mariae”. I dobrze, że przylgnął; stał się obsesją. Forma uczestnictwa w kulturze poprzez śpiewanie świetnie sprawdziła się w miniony weekend. Miasto na wzgórzu z kościołami, z murami obronnymi, z renesansowym ratuszem, zakonem, gotyckimi budynkami i uliczkami przecinającymi się pod kątem prostym. Oczarowało mnie. Błąkałam się po ulicach zaglądając ludziom w oczy. Z intymnych zakamarków błyskały serdeczne uśmiechy.</p>
<p>Festiwale kondensują uczucia, myśli, obrazy, tradycję i muzykę. W kościele, słuchając śpiewów, myślałam o zamalowanych malowidłach i o aurze, którą roztaczali wokół siebie ludzie. Myślałam o głosach odbijających się od ścian w delikatnej tkance liryki.</p>
<p>W prostych gestach ucieczka od siebie bywa pozorna, bo przecież lubimy razem spędzać czas. Lubimy poznawać ludzi, smakować ich codzienność i dotykać miejsc, które przed nami otwierają. To jest to &#8211; magiczne utrwalanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Chełmińskie Międzynarodowe Spotkania Chóralne – to tylko oficjalna nazwa. Pod nią kryje się pierwsza sobota czerwca i kryją się piękni ludzie, którzy z twórczym zaangażowaniem przewartościowują zwykłe dni. Własne credo oddają każdemu, kto potrzebuje wytchnienia.</p>
<p style="text-align: justify;">Są chwile, gdy człowiek zapada się w swojej egzystencji i wtedy zawsze znajdą się tacy, którzy są nieskończenie ludzcy. Muzyka wpływa na ich życie, zrównuje do jednego czasu, tu i teraz. Wydarzenia nabierają sensu &#8211; chcemy poznawać i dzielić się muzyką z innymi. Podejmujemy wyzwania, nie poddajemy się regułom, które gwarantują jedynie bezpieczeństwo. Tylko czy na pewno chodzi o przekraczanie siebie?</p>
<p>W środku miasta znalazłam oazę na polanie rycerskiej. Popłakałam się ze śmiechu z dziewięć razy. Posmakowałam odkrytych serc. Powrót do domu tym razem wydawał się niepotrzebny. Jednak należało wrócić.</p>
<blockquote><p>Foto: Agnieszka Lenartowicz</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

