<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Felietony Portalu Literackiego Allarte.pl</title>
	<atom:link href="http://felietony.allarte.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://felietony.allarte.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Dec 2011 20:41:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.3</generator>
		<item>
		<title>O harmoni&#8230;jce</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 20:01:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietoniści]]></category>
		<category><![CDATA[Grafomanka]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna]]></category>
		<category><![CDATA[koniunktura]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1420</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: O harmoni&#8230;jce Date: Fri. 23 Dec 2011 19:40:12 +0200 From: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; To: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; Mistrzu! Na jakim ty świecie żyjesz? Że się tak prosto z mostu zapytam. Katarzyna i tak dalej, zwana za przyczyną korzystnej koneksji małżeńskiej księżną, miała święte prawo nabyć nieharmonijną harmonię. Mogła nawet całą filharmonię kupić a za resztę, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong><a rel="attachment wp-att-1432" href="http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/choosing-the-right-harmonica/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1432" title="choosing-the-right-harmonica" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/12/choosing-the-right-harmonica-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a></strong></span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong> <span style="color: #ffffff;">Subject: Fwd: O harmoni&#8230;jce</span><br />
<span style="color: #ffffff;">D</span></strong></span><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;">ate: Fri. 23 Dec 2011 19:40:12 +0200<br />
</span><span style="color: #ffffff; font-size: x-small; font-weight: bold;">From: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;<br />
</span><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;">To: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;</span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-weight: bold; font-size: x-small;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #c0c0c0;"><br />
</span></p>
<p><span style="color: #ffffff; font-size: x-small;"><strong><br />
</strong></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong>Mistrzu!</strong></span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong>Na jakim ty świecie żyjesz? Że się tak prosto z mostu zapytam. Katarzyna i tak dalej, zwana za przyczyną korzystnej koneksji małżeńskiej księżną, miała święte prawo nabyć nieharmonijną harmonię. Mogła nawet całą filharmonię kupić a za resztę, o ile by takowa została, harmonijkę ustną. Nic nam albowiem do tego, jak księżna pieniądze wydaje. Pewnie, że dla jej wizerunku niekoniecznie zewnętrznego lepiej by było, gdyby część kwoty przeznaczyła na dzieci głodujące w Etiopii, a za resztę uratowała tygrysa bengalskiego. Niemniej jednak dobrze, że w ogóle wydaje, a nie trzyma w skarbcu.</strong></span></span></p>
<p><strong> </strong> <strong>- Bo? – pewnie zapytasz.<br />
-  Bo napędza – odpowiem &#8211; W sensie, że koniunkturę.<span id="more-1420"></span> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;"><strong> </strong>Wyobraź sobie Mistrzu protetyka, który ową harmonijną asymetrię popełnił. Mniejsza o grzywkę i piegi na nosie, wyobraź sobie, co robi po zainkasowaniu zawrotnej sumy 60 tysięcy funtów szterlingów. Protetyk, jako prawy obywatel, na wstępie rozlicza się z fiskusem. Oddaje więc koronie co królewskie. Po drugie płaci za materiały zużyte do produkcji, czyli daje zarobić producentom tychże. Następnie daje premię asystentce (względnie asystentowi), cześć odkłada na tak zwaną czarną godzinę, a z resztą idzie w miacho i szaleje. Kupuje sobie sweter w prążki i tweedowa marynarkę. W innym sklepie sukienkę w kwiatki &#8211; żonie też się coś należy. Zabiera dzieci do kina i na lody. W tak zwanym międzyczasie, przechodząc obok filharmonii, kupuje bilety na wieczór. W księgarni nabywa zestaw dzieł Szekspira w twardej oprawie, bo od dziecka o takim marzył&#8230; Jednym słowem nasz złotoręki protetyk również napędza koniunkturę. Producent tweedowych marynarek po przeliczeniu dywidendów stwierdza, że może oto ufundować stypendium dla młodego zdolnego &#8211; literata powiedzmy. Panienka z księgarni za sprzedanie zestawu dostaje premię i postanawia iść do teatru. Albo uczcić sukces wieczorem spędzonym w towarzystwie Kinga, względnie innego z wielkich świata wydawniczego. Dzięki czemu oczywiście panowie i panie literaci i literatki nie zemrą śmiercią głodową. Pomijając więc efekt czysto wizualny, wszyscy powinniśmy się cieszyć z nowiutkiej asymetrii księżnej Katarzyny. I kropka.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">Co zaś się tyczy wspomnianej Pupy to niestety! Z moich obserwacji poczynionych w ostatnią niedzielę wynika, że jest jeszcze gorzej. To już nie Pupa to wręcz DUPA! Prezentowa. Różnokolorowy tłum miota się między jednym sklepem a drugim i kupuje, póki bank nie pogrozi wirtualnym paluszkiem, że oto &#8222;brak środków na koncie&#8221;. Pół biedy w przypadku prezentów przemyślanych. Kiedy to darczyńca zna charakter i upodobania obdarowywanego. Inne lądują w śmietniku, a w najlepszym przypadku na allegro. Taki mój znajomy jeden ma sobie teściową. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego (ostatecznie nie on jeden), gdyby nie dziwaczne upodobania owej dość już leciwej niewiasty. Pani owa albowiem obdarowuje go prezentami najróżniejszymi. Dostał już w swojej karierze zięcia koronkową koszulę damską, pończoszki i &#8230; kilka innych części garderoby, które łaskawie przygarniała żona wyżej wspomnianego. I ja go podziwiam Mistrzu. Szczerze. Bo mimo, że nie skończył sztuki, to widząc kolejne doskonale w rozmiar i gust córki – żony trafione prezenty, potrafi zachować kulturę.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">Sztuką jest wybrać prezent tak, żeby obdarowany wiedział, że to właśnie jego mieliśmy na myśli pisząc list do Mikołaja i żeby nie musiał odstawiać przedstawienia. Niemniej nie ma tego złego. Jeszcze kilka takich okazji, a wtedy ów zięć będzie musiał dziękować owej teściowej na czerwonym dywanie, bo tak udoskonali  okazywanie fałszywej radości, że mu Oskara dadzą. O!</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> </span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #000000;"><span style="color: #ffffff;">A teraz z innej beczki. Swego czasu czytałam w jakiejś prasie wirtualnej o pewnej kobiecie mieniącej się być pisarką. Taką z gatunku niedocenianych, z talentem głęboko ukrytym. Pisarka skarżyła się, że nikt nie chce wydawać jej dzieł wiekopomnych, nikt pomocą nie grzeszy, stypendium literackiego nie daje, groszem najmarniejszym nie ratuje, podczas gdy ona bez pisania nie może żyć. Pisanie jest treścią jej żywota. To dla niego rano zwleka się z łóżka, zjada byle co i ubiera się byle jak. Wszystko w imię wartości wyższych, w imię sztuki, kultury i intelektualnego rozwoju szarej masy ludzkiej. Nie mnie, Grafomance prostej oceniać talent, wartość literacką ni poglądy na życie wspomnianej pisarki, ale czy to przypadkiem nie czytelnicy decydują, co chcą czytać? W ramach przedświątecznych zakupów zawędrowałam, drogi Mistrzu, do potentata książkowego. Tłum kłębiący się między regałami popularnej sieciówki zadał kłam obiegowej opinii, że Polacy to gęsi  że książek nie czytają. Otóż czytają Mistrzu! Jasna sprawa, że nie wszyscy, ale faktem jest, że duch w narodzie nie ginie. A co? Ano to, na co maja ochotę. I jeśli mieliby ochotę poczytać panią Pisarkę, to by się o nią dopominali, jako na ten przykład o listy Lema do Mrożka, których trzeba na duch dodruk zrobić.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> <span style="font-size: small;">Miałam sobie w tym roku darować, ale jednak napiszę&#8230; list do świętego Mikołaja. Będzie w nim prośba o iskrę dla mnie i o możliwość dla ciebie. Bo nade wszystko chciałabym, żebyś robił w życiu to, na co jesteś skazany. Żebyś krytykował. Bo jakkolwiek głupio to zabrzmi, to pięknie&#8230; krytykujesz. Nawet, jak napiszesz komuś, że jest bałwanem i że ma spadać na szczaw, to zrobisz to tak, że głupi się nie pokapuje, a mądry przyzna ci rację. I podziękuje.</span></span></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> <span style="font-size: small;">Bywaj zdrów Mistrzu, noś szalik, ciepłe skarpetki termos z &#8230; czymś na rozgrzewkę, bo zima za oknem hula sroga. I pisz do mnie&#8230;</span></span></p>
<p>PeeS. A jakbyś tam gdzieś w szerokim świecie spotkał Mikołaja, to szepnij mu o tej iskrze. Dobrze? Co dwa szepty to nie jeden…</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;"> </span></p>
<p><span style="color: #000000;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/12/23/o-harmoni-jce/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fwd: Harmonijna asymetria</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2011 10:36:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mistrz]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1355</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: Harmonijna asymetria Date: Sun, 28 Nov 2011 20:20:42 +0200 From: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; To: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; Poruszając się po obszarach powszechnie uznawanych za niebezpieczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia, a przynajmniej zwiększających ryzyko wystąpienia objawów ze strony przewodu pokarmowego, a więc kiedy z wypiekami na twarzy przeglądałem plotkarskie portale internetowe, odkryłem Muzo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject: Fwd: Harmonijna asymetria<br />
Date: Sun, 28 Nov 2011 20:20:42 +0200<br />
From: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;<br />
To: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1356" href="http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/usmiech/"><img class="aligncenter size-full wp-image-1356" title="usmiech" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/11/usmiech.jpg" alt="" width="450" height="327" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Poruszając się po obszarach powszechnie uznawanych za niebezpieczne, potencjalnie szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia, a przynajmniej zwiększających ryzyko wystąpienia objawów ze strony przewodu pokarmowego, a więc kiedy z wypiekami na twarzy przeglądałem plotkarskie portale internetowe, odkryłem Muzo moja Najłaskawsza, rzecz niebywałą – słynna <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank">Katarzyna Elżbieta Mountbatten-Windsor, księżna Cambridge </a></strong><strong><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank"><em>de domo</em></a></strong><strong><a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/a4/Kate_Middleton_at_the_Garter_Procession_2008.jpg" target="_blank"> Middleton, znana również jako Kate</a>, małżonka następcy tronu brytyjskiego Wilhelma (powszechnie zwanego Wiliamem), zapłaciła 50 tyś funtów szterlingów za swoje, teraz już nie mniej słynne niż ona sama, zęby. A dokładniej za ich naturalną idealność, nazwaną przez fachowca, który jest tych zębów autorem – harmonijną asymetrią.<span id="more-1355"></span><br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Pewnikiem Muzo moja Krasnolica, zapytujesz siebie samą: i co Tobie Mistrzu do tego? Otóż nic! Ale stało się to dla mnie przyczynkiem do udania się w jeszcze bardziej niż poprzednio niebezpieczne rejony, tak mroczne, że wszelkie hardcorowe wersje <em>Zmierzchów</em>, <em>Zaćmień</em>, <em>Księżyców w nowiu</em> wyludniają się (wywampirzają?) <em>Przed Świtem</em>, zapełniając rzeczone rejony swoją demoniczną zawartością (na szczęście proces ten przebiega bez całego tego irytującego marketingu i medialnej kołomyi, jakie towarzyszą międzyrasowemu romansowi Belli Swan i Edwarda Cullena). Ta <a href="http://www.youtube.com/watch?v=NzlG28B-R8Y" target="_blank">strefa mroku</a>, to oczywiście moje życie wewnętrzne, owocujące licznymi przemyśleniami, którymi zakażam chętnie takie istoty jak Ty, Muzo moja Najlotniejsza. W elektrycznej burzy neuroprzekaźników, krótkim, oślepiającym błyskiem objawiła się myśl następująca:</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Harmonijnie asymetryczne zęby przyszłej <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Elżbieta_II" target="_blank">z Bożej łaski Królowej Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, Antigui i Barbudy, Australii, Bahamów, Barbadosu, Belize, Grenady, Kanady, Jamajki, Nowej Zelandii, Papui-Nowej Gwinei, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyn, Tuvalu i Wysp Salomona, przewodniczącej Wspólnoty Narodów, Obrończyni Wiary</a>, a więc zęby, nad którymi słońce nie zachodzi, to w istocie wyrzynające się na naszych oczach Zęby przyszłej Mądrości. Mają szansę stać się ikoną współczesności, być może detronizując tym samym monumentalną w legendarności, a filigranową w swojej anatomii <a href="http://www.warszawianki.pl/timthumb.php?src=http://www.warszawianki.pl/wp-content/uploads/2011/05/thestudentroom.co_.uk_.jpg&amp;w=536&amp;zc=0" target="_blank">Pupę</a> – najbardziej rozpoznawalny atrybut książęcej siostry, Pippy Midletton. Nawet nie wyobrażasz sobie, Muzo moja droga, jak bardzo mnie ten fakt, już choćby nie był nawet faktem najprawdziwszym, a jedynie potencjalnością, cieszy niezmiernie. Jako Mistrza głęboko zainteresowanego i przejętego kondycją oraz stanem naszej globalnej wiochy. Widzę bowiem, że w kategorii kultowości ludzkość zwraca się ku początkom. Ku naturalnej hierarchii. Nawet przecież malusieńkiemu berbeciowi, ledwo co wchodzącemu w oralną fazę swojego dziecięcego psychorozwoju, dobrze wiadomo, że to w ustach wszystko się zaczyna, a w pupie dopiero kończy.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Kiedy prawie 100 lat temu Oswald Spengler wydawał w Wiedniu najważniejsze swoje dzieło pod znamiennym tytułem <em>Zmierzch Zachodu</em>, sprawa wydawała się przesądzona. Oto przed nami, europejskimi potomkami Adama i Ewy, przyszłość mętna i smutna. <a href="http://www.agweb.com/assets/import/images/Barbarians.jpg" target="_blank">Czeka nas niechybny upadek – barbarzyńcy stoją u bram</a>, czego zdajemy się nie dostrzegać, oddani uciechom i rozpuście. W wyniku tego krótkowidztwa Świat Zachodu stał jedynie scenografią orgii, swoją własną imitacją, atrapą z <em>papier-mâché</em>, miłą dla oka powierzchownością, a jego ewolucyjna droga może prowadzić jedynie w kierunku jeszcze większej groteski, mutacji, barokowego wykrzywienia, jadu kiełbasianego wstrzykiwanego w coraz bardziej unieruchomione, coraz żałośniej skarykaturowane twarze. Szliśmy od stu lat ku rzeczywistości bez wyrazu, do świata wyreżyserowanych, sztucznych emocji. Jakby to powiedział Gombrowicz: jesteśmy uPupieni!</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Na szczęście w Koronie Zjednoczonego Królestwa zabłysnęła Nadzieja. Naczelna trendsetterka globalnej popkultury, <em>Her Royal Highness, The Duchess of Cambridge, Countess of Strathearn, Baroness Carrickfergus </em>(gwoli ścisłości tak bowiem brzmi jej aktualny, pełny tytuł), przyjęła na siebie ciężar naprawy świata i odbudowy zachodniego systemu wartości, systemu wypaczonego i wywróconego do góry nogami. A książęce zęby mają szansę stać się najjaśniejszym klejnotem w Koronie. Znakiem odrodzenia. Okrętem flagowym idei powrotu do normalności, zrodzonej w głowie i, <em>nomen omen</em>, w ustach pięknej, obdarzonej naturalnym wdziękiem Kate. Pod hasłem harmonijnej asymetrii ukrywa się bowiem coś więcej niż tylko grafomańska nonszalancja ortodontycznego <em>dr Frankensteina</em>, który zęby zrobił<em> </em>(a konkretnie dr Didiera Fillion, który prowadzi swoją praktykę w Londynie – jeślibyś Muzo na przykład była zainteresowana usługami). Harmonijna asymetria jest propozycją nowego porządku rzeczy. Niczym roosweltowski <em>New Deal</em>, który wyprowadził świat z Wielkiego Kryzysu lat 30., tak filozoficzny światopogląd Katarzyny (Wielkiej?) może uratować ludzkość po <a href="http://nl.toonpool.com/cartoons/Lehman%20Brothers%20Bank%20bankrupt_22808#img9" target="_blank">kryzysie spowodowanym upadkiem Lehman Brothers</a>. Plan jest genialny w swej prostocie: bogaci będą wydawali swoje pieniądze w taki sposób, żeby nie było tego widać, a biedni będą udawali, że tego nie widzą. Po epoce elżbietańskiej i wiktoriańskiej, nadszedł czas na epokę kataryńską! Epokę asymetrycznej równowagi i naturalnego piękna.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zapłakałbym Muzo moja droga! Zapłakałbym ze wzruszenia! Bodaj nawet teraz, gdyby nie to, że swoje kanaliki łzowe już półtora roku temu sprzedałem w banku organów. Zapłacz więc w moim imieniu Muzo moja, diamentowe łzy roniąca! A łez nie szczędź. Następnie je spienięż i prześlij mi elektronicznym przelewem. Zbieram na ochronę i utrzymanie środowiska naturalnego, w którym bytuje moje życie wewnętrzne. Naturalnie, co łaska.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>Adieu!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/12/02/fwd-harmonijna-asymetria/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kopytka</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Nov 2011 19:45:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Piotr Mosoń]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1342</guid>
		<description><![CDATA[Warszawa. Bufet gdzieś na tyłach, w przepastnym brzuszysku Teatru Narodowego. Zapaćkane na żółto ściany. Trzy stoliki przykryte plastikową kraciastą ceratą. Białe wazoniki. Solniczki i pieprzniczki. Miejsc wszystkiego dziesięć, bo pomieszczenie jest tak małe, że dwa z trzech stolików są przystawione do ściany. Biała, no może kiedyś biała, firanka w jedynym oknie.  W powietrzu zawieszony gęsty [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a rel="attachment wp-att-1343" href="http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1343" title="gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/11/gryczano-orkiszowe-kopytka-lub-kluski-kladzione_19382_7-200x300.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Warszawa. Bufet gdzieś na tyłach, w przepastnym brzuszysku Teatru Narodowego. Zapaćkane na żółto ściany. Trzy stoliki przykryte plastikową kraciastą ceratą. Białe wazoniki. Solniczki i pieprzniczki. Miejsc wszystkiego dziesięć, bo pomieszczenie jest tak małe, że dwa z trzech stolików są przystawione do ściany. Biała, no może kiedyś biała, firanka w jedynym oknie.  W powietrzu zawieszony gęsty olejowy zapach. Zapach wielokrotny. Jakby ktoś smażenie na oleju podniósł do potęgi. Co najmniej drugiej. Jakby sam zapach chciał zakomunikować: przetrwają najwytrwalsi, i ci co mają katar.</strong><span id="more-1342"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Do bufetu kolejka. Niemała bo z siedem osób. Zaraz zapewne nadciągną następne bo zajęcia z historii sztuki tym razem okazały się być mocno wyczerpujące. Od rana nic nie jadłem a jest jedenasta, jak podaje miły anonimowy głos z odbiorniczka radiowego. Jestem głodny i wrąbałbym konia z podkowami. Staję na końcu ogonka za jakimś siwym kurduplem w pozaciąganym niegdyś czerwonym swetrze, dziś czerwonawym już tylko momentami. Pewnie jakiś techniczny. Może garderobiany &#8211; uśmiecham się sam do siebie na wspomnienie wrażeń ze spektaklu w zeszłym tygodniu. Noooo to było koncertowe &#8211; mlaskam w duchu.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolejka milczy. Kolejka stoi. Kolejka ani śmie oddech wziąć. Trudno się dziwić temu ostatniemu jeśli się nie chce naoliwić płuc od wewnątrz. Rzut oka w przeszkloną gablotę bufetową. Sałatka ziemniaczana? Nie. Śledzie w zalewie? Nie? Tatar? Nie jestem samobójcą, ten wygląda jakby przybył świeżo spod Wiednia. A propos Wiednia, odrzucam jajko po wiedeńsku i coś nieokreślonego, nienazwanego, ale przypominającego niekształtną bezkolorową breję. O! Jest nazwa! Wpadła do brei i jest nieodczytywalna.</p>
<p style="text-align: justify;">- Proszę pana? Pan tu będzie proszę pana stał? &#8211; pyta garderobiany &#8211; Bo ja muszę na chwilę i zaraz wracam.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie zwracam uwagi. Niech lezie. Jak dobrze pójdzie, gdy wróci to ja już będę wylizywał talerz i będzie musiał frajer jeszcze raz w kolejce stawać. Żołądek mam już zassany a ta pieprzona kolejka posunęła się zaledwie o oczko w skali kwadransa. Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę będę musiał wybierać między Teorią Literatury a Naleśnikami. No prawdziwy wybór między Duchem i Ciałem. Umysłem i Trzewiami. Sacrum i Profanum. Myć i Bieć&#8230;. tfuuu&#8230;. Z głodu już mi myśli brykają w poprzek. No co jest z tą kolejką, normalnie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Siwy kurdupel wraca i bez słowa dziękuję pakuje się przede mnie.</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma za co &#8211; burczę w jego czubek głowy.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz to w odwecie kurduplowaty olewa mnie. Zadowolony że udało mu się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Być w dwóch miejscach naraz. Prawie naraz, bo tu to ja robiłem za jego kurduplowatą zastępczość. A pies cię lizał w przedziałek, nie będę sobie zawracał kurduplami głowy. Głodny jestem. O! Cennik jest. Ziemniaczane placki. Dewolaj. Naleśniki. Flaczki. Flaczki-sraczki. Jak wezmę naleśniki to zanim się usmażą minie kolejny kwadrans. Rzut oka za siebie. Cztery osoby za mną. No to naleśniki. Dwie porcje. A wy kwitnijcie jako i ja kwitłem. Do bufet-mamy jeszcze dwie ludzkie zawalidrogi. Jego wysokość Kurduplowatość i otyła baba. Ta chyba jakaś spowinowacona z bufetową bo trajlują aż mi się kielecki skarb lokalny w kieszeni otwiera. Baba by to zjadła, i to, i tamto. Od razu widać &#8211; koneserka. Po sadle widać. A wzięłabyś kobieto poszła na dietę jakąś bo niedługo w drzwi się nie zmieścisz. No! Zdecydowała się na żeberka. Znaczy dieta poza horyzontem myślenia. A żeberko ci w oko kobieto. Może twój maż lubi przy kości. Skoro o kości mowa, wezmę pierogi. Ale najpierw Kurduplowaty.</p>
<p style="text-align: justify;">- Dzień dobry pani Halinko kochana&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">Bufetowa rozaniela się jakby właśnie specjalne prywatne słońce zechciało na nią promyczkiem błysnąć. Filuternie poprawia loczek trwałej ondulacji. Zbiera wysmarowane grubo szminką usta w dzióbek i ćwierka w odpowiedzi.</p>
<p style="text-align: justify;">- Jak pana widzę, panie Krzysiu to na pewno on będzie dobry. Ten dzień. Pan to mi zawsze morala podnosi &#8211; wzdycha nazbyt teatralnie. Od razu widać że w przerwach między smażeniem kolejnych schaboszczaków zaglądała w kulisy teatru.</p>
<p style="text-align: justify;">- Morale. Morale a nie morala &#8211; burczę pod nosem. Nie cierpię dyletanctwa, wiejskiej muzyki i cekinów. Bufetową zdolny jestem dopasować do wszystkich trzech kategorii. Kurduplowaty staje w obronie czci niewieściej.</p>
<p style="text-align: justify;">- Morale, morala a niechby i morele. Pani Halinka wie co chciała powiedzieć młody człowieku. To nieładnie tak złośliwie poprawiać.</p>
<p style="text-align: justify;">- Pan to zawsze taki rycerz panie Krzysiu. Takich rycerzy to już nie ma &#8211; wzdycha przerośnięta księżniczka za szklanym bufetem. &#8211; To co będzie dziś? Kopytka ze skwarkami mam świeżutkie. Na pewno będą panu Krzysiowi smakowały.</p>
<p style="text-align: justify;">- To biorę pani Halinko te kopytka. A należność to pani wie&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- Wiem wiem&#8230; &#8211; świergoli Pani Halinka i stawia na ladzie talerz parujących klusek ze skwarkami.</p>
<p style="text-align: justify;">No faktycznie wyglądają bosko. Pachną bosko. To i pewnie smakują bosko. Nie mam czasu się widokiem i zapachem nacieszyć bo Kurduplowaty zgarnia talerz i z szarmanckim &#8222;szszszszanowaniem&#8221; wychodzi. Pewnie pędzi podelektować się kopytkami póki gorące. Ja też tak chcę. Ja też!</p>
<p style="text-align: justify;">- Dla mnie to samo &#8211; ślinię się, ale jakoś wyrzucam z siebie zamówienie</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma.</p>
<p style="text-align: justify;">- &#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie ma!</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale przecież przed chwilą, dla tego pana Krzysia były.</p>
<p style="text-align: justify;">- Proszę Pana! Dla Pana Pendereckiego to ja ZAWSZE będę miała świeże kopytka a pana&#8230; a pana jakoś nie znam!</p>
<p style="text-align: justify;">KONIEC</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/11/01/kopytka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Warto czytać klasyków</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Oct 2011 10:36:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Beata Wincza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1330</guid>
		<description><![CDATA[Jesień rzuca mi się na głowę i sprawia, że wcale nie tak głęboko ukryte czepialstwo wyłazi na światło dzienne; pokazuje pazurki, szczerzy ząbki i uśmiecha się złośliwie. Wychowałam się w szacunku dla słowa drukowanego. Od zawsze myślałam (i tu się nic nie zmieniło), że słowo drukowane powinno świecić przykładem. Nie mam tu na myśli ulotki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1332" href="http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/ode_menacing-2/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1332" title="ode_menacing" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/10/ode_menacing1-300x293.jpg" alt="" width="300" height="293" /></a><strong>Jesień rzuca mi się na głowę i sprawia, że wcale nie tak głęboko ukryte czepialstwo wyłazi na światło dzienne; pokazuje pazurki, szczerzy ząbki i uśmiecha się złośliwie. Wychowałam się w szacunku dla słowa drukowanego. Od zawsze myślałam (i tu się nic nie zmieniło), że słowo drukowane powinno świecić przykładem. Nie mam tu na myśli ulotki w stylu; &#8222;Promocja! Przy zakupie jednej pary majtek spinacz do bielizny gratis.&#8221; Nawet jeśli chodzi o prasę tak zwaną codzienną, której cykl produkcyjny jest na tyle krótki, że wszystko się może zdarzyć, zachowuję się racjonalnie (czyt. elastycznie) i nie wieszam na niej psów. W przypadku książek jestem jednak całkowicie wyprana z poczucia humoru. I to bez płynu zmiękczającego skostniałe poglądy.</strong><span id="more-1330"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Nie okładka czyni książkę. Od czegoś co ma numer ISBN, co pretenduje do miana literatury wymagam dużo więcej niż atrakcyjnej obwoluty. Bardzo możliwe, że zatrzymałam się gdzieś w mrokach XX wieku i nie potrafię się dostosować do literackich standardów obecnie nam panujących. Łatwo jest popaść w grafomanię. Tym łatwiej jeśli ktoś jest mam sobie; sterem, żeglarzem i okrętem. Jeśli nie wisi mu nad głową wredny redaktor karzący w nieskończoność poprawiać, skracać i wyrzucać. Podobno, jak twierdzą znawcy przedmiotu, talent w jednym procencie składa się z tak zwanej weny. Reszta to po prostu ciężka harówa. Orka w słowach. Dobieranie ich do siebie tak żeby współgrały. To ciągłe eliminowanie zgrzytów. Trzeba dużo, naprawę dużo odwagi, żeby wydać coś drukiem. Blogowe czy nawet serwisowe pisanki zawsze można poprawić, wygładzić, uatrakcyjnić. Jeśli nic, absolutnie nic nie da się z nimi zrobić (a to się zdarza)  w ostateczności jednym kliknięciem można je na zawsze wyczyścić ze wszystkich serwerów świata. Z drukiem tak się nie da. Na nic zdadzą się próby wykupienia nakładu. Co ma wisieć nie utonie. Pamiętacie zapewne bajkę o śpiącej królewnie. Nic to nie dało, że król mocą swojej władzy zarządził spalenie wszystkich kołowrotków. Królewna nie uciekła przed przeznaczeniem, i tak ukuła się wrzecionem. I tu się kończy analogia. Królewna tylko spała w oczekiwaniu na wybawcę. Przybył, pocałował i wszystko wróciło do normy. Gorzej z książką. Egzemplarze obowiązkowe trafiają do archiwów kilkunastu bibliotek w kraju. Wcale nie trzeba cudu żeby któryś nich przetrwał a treść na zawsze pozostała w niełaskawej pamięci ludzkiej i kiedyś ukuła niczym wrzeciono.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaśmiecanie bibliotek bylejakością powinno być surowo zabronione. Literaci i wydawcy&#8230; o trochę więcej szacunku dla czytelników proszę.</p>
<p><em>&#8221; &#8211; Brawo&#8230; oczytany jesteś&#8230; w klasykach! &#8211; uśmiechnął się na pełną gębę.<br />
Za oknem było już zupełnie ciemno i kapela zaczęła grać &#8222;Jesienne róże&#8221;, gdy brunetka przytuliła się ciepło do grubego karka. Wtedy rozmówcy barmana po twarzy popłynęła łza, potem druga&#8230; trzecia&#8230; i rozpłakał się&#8230; siedząc nad swoim piwem. Gdy wychodzili z knajpy do siebie przytuleni, rozmówca barmana krzyknął;<br />
- Nie będziesz z nią, na pewno&#8230;! Wszystko tylko pięknie się zaczyna, niestety &#8211; westchnął.<br />
Gdy nie zwrócili na niego uwagi jeszcze wymamrotał pod nosem:<br />
- Warto czytać klasyków, naprawdę&#8230; &#8221;<br />
J. Hebel*</em></p>
<p>Zgadzam się, <em>warto czytać klasyków</em>. Pod warunkiem, że robi się to uważnie, nie wpada w samozachwyt, pracuje nad warsztatem i co chyba najważniejsze nie ulega podszeptom wiernopoddańczych fanów gotowych bronić geniuszu domorosłego literata do końca.</p>
<p>*) źródło tekstu; <a href="http://mojaliteratura.blog.onet.pl/Tylko-glupcy-wierza-w-poranek,2,ID437818285,n" target="_blank">http://mojaliteratura.blog.onet.pl/Tylko-glupcy-wierza-w-poranek,2,ID437818285,n</a></p>
<p><em><em>* Obraz Pamela Wilson</em></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/10/24/1330/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>O walących wierszach</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Oct 2011 09:03:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Małgorzata Południak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1309</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio z  moim ulubionym naczelnym przemierzam ulice w różnych miastach, nie tylko naszej ojczyzny. Mijam zmienione twarze, bilbordy, które przepowiadają komedię w roli głównej z urojeniami bezwzględnymi w tle. Gdzieś za morzem mordują młodych ludzi, a po ulicy obok, starszej kobiecie rozsypują się owoce. Zrobiło się dużo miejsca w naszej codzienności. Poeci upychają troskliwie wiadomości [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1310" href="http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/img_3688/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1310" title="IMG_3688" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/10/IMG_3688-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><strong>Ostatnio z  moim ulubionym naczelnym przemierzam ulice w różnych miastach, nie tylko naszej ojczyzny. Mijam zmienione twarze, bilbordy, które przepowiadają komedię w roli głównej z urojeniami bezwzględnymi w tle. Gdzieś za morzem mordują młodych ludzi, a po ulicy obok, starszej kobiecie rozsypują się owoce. Zrobiło się dużo miejsca w naszej codzienności. Poeci upychają troskliwie wiadomości w słowach i piastują burzę, która przetacza się od wschodu do zachodu. Czy rzeczywiście brak dystansu do świata może spowodować utratę tożsamości? Na ulicy rządzi groteska, tak to zwyczajnie widzę. Migoczą obcojęzyczne neony, w kinach młodzież kaprysi na cenę biletów, a w księgarniach sprzedają mapy i poradniki. Jak zmienić się w niewiarygodnie piękną blondynkę w cztery tygodnie, albo jak uszyć torbę z filcu. Nie żebym miała coś do blondynek, czy filcu. Rzecz w tym, że słupy ogłoszeniowe pokrywają kartki z ofertą kredytów, wymianą mieszkań, korepetycjami do powtórki maturalnej z matematyki. Afisz teatralny utknął gdzieś we własnym wnętrzu, w końcu jest przerwa wakacyjna. Więc siadamy w kawiarni, żeby napić się kawy. Naczelny studiuje instrukcję składania szafy z Ikei, ja odpalam laptopa, aby przejrzeć na Facebooku najnowsze wiadomości. Deszcz nie pada, w autobusach i tramwajach odbywa się codzienny dramat. Czytam o &#8222;Brulionie&#8221;, o &#8222;Hybrydzie&#8221;, cytuję Śliwonika na różne sposoby i natykam się na &#8222;Wiersz o waleniu&#8221; Marka Kołodziejskiego. Oczywiście moja wyobraźnia przeleciała wszystkich dookoła, tytuł jednak jest tutaj pozorny.</strong><span id="more-1309"></span></p>
<table style="text-align: justify;" border="0" cellspacing="0" cellpadding="0" width="100%">
<tbody>
<tr>
<td width="5%"></td>
<td width="95%" align="left" valign="top"><strong>WIERSZ O WALENIU</strong><em> </em></p>
<p><em>Na stacji benzynowej BP w dziale z prasą<br />
znajduję miesięcznik Male Man, w którym</em></p>
<p><em>bezbłędnie odnajduję nowy wiersz Darka Foksa<br />
zatytułowany „Walenie”. Jestem zachwycony,</em></p>
<p><em>bo lubię wiersze Foksa, a nowy wiersz,<br />
to jak wisienka na torcie. Dlatego piszę dalej,</em></p>
<p><em>piszę po kropce postawionej przez Darka Foksa.<br />
Sylwia Plath średnio mnie obchodzi,</em></p>
<p><em>więc niech się wali w toalecie, szukając kartki<br />
do zapisania kolejnego wiersza o facecie,</p>
<p>który jej nie kocha. Wal się Sylwia, mówię<br />
i piszę dalej. Mam ochotę opowiedzieć historię</p>
<p>jednej zawodówki w naszym mieście.<br />
Szkoła ta kształci zastępy krawcowych</p>
<p>i ktoś wpadł na pomysł nadania jej imienia<br />
Sylwi Plath. Fajny pomysł, znacznie lepszy</p>
<p>niż wcześniejsza patronka, Emilia Plater,<br />
która poszła się walić w okresie demokratyzacji.</p>
<p>Jednak ktoś przeczytał wiersze Sylwii<br />
i trzeźwo zauważył, że trzeba to przemyśleć.</p>
<p>Po przemyśleniu wierszy poetki<br />
zaproponowano gotową już tablicę</p>
<p>pobliskiej szkole gastronomicznej. W końcu<br />
nic tak dobrze nie pasuje do gotowania,</p>
<p>jak piecyk gazowy. Jednak i tam ktoś,<br />
kto myśli, przeczytał wiersze Sylwii Plath</p>
<p>i wyobraził sobie uczennice, które zafascynowane<br />
biografią patronki z byle powodu</p>
<p>pakują głowy do wnętrza piecyków. Dlatego<br />
w naszym mieście mamy jeden zespół szkół,</p>
<p></em><em> </em><em> </em><em> </em><em> </em><em>na dodatek bez żadnego patrona. To tyle,<br />
więc wal się, Sylwia, pilnuj tej zapomnianej tablicy</em></td>
</tr>
</tbody>
</table>
<p style="text-align: justify;">Marek świetnie opisał zjawiska powszechne. Bo przecież wali mnie, że ul. Jedności Narodowej w Szczecinie została zmieniona na ul. Jana Pawła II. Nadal w powszechnym użyciu słyszę &#8211; Aleja Fontann. Spotykamy się później w lodziarni i kolega recytuje wiersze Tuwima. Wali mnie, co ludzie dookoła o nas myślą i liżę kolejnego loda. Wrażamy głośno niepokój egzystencjalny, po czym rozchodzimy się po uwalonych odchodami chodnikach, by opisać zjawiska w ironicznym przedstawieniu. Być może &#8211; mówienie wprost &#8211; wali czytelnika. Więc, na co nam wiersze?!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/10/11/o-walacych-wierszach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fwd: Mistrzu!</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 05 Jul 2011 08:18:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Grafomanka]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1302</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: Miszczu! Date: Mon, 4 Jul 2011 20:20:42 +0200 From: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; To: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; Lato! W końcu, nareszcie i szkoda, że takie krótkie. W telewizji jedno wielkie nic, w teatrach cisza gra, nawet w polityce spokojnie. Panie i panowie, posłowie łapią oddech i wystawiają umęczone pyskówkami lica na działanie ultrafioletowych fal. Poza tym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject: Fwd: Miszczu!<br />
Date: Mon, 4 Jul 2011 20:20:42 +0200<br />
From: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;<br />
To: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;<a rel="attachment wp-att-1304" href="http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/ogorek-2/"><br />
</a></p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1304" href="http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/ogorek-2/"><img class="alignleft size-full wp-image-1304" title="ogorek" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/07/ogorek1.jpg" alt="" width="276" height="257" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Lato! W końcu, nareszcie i szkoda, że takie krótkie. W telewizji jedno wielkie nic, w teatrach cisza gra, nawet w polityce spokojnie. Panie i panowie, posłowie łapią oddech i wystawiają umęczone pyskówkami lica na działanie ultrafioletowych fal.</em></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1302"></span></p>
<p style="text-align: justify;">Poza tym wszystko gra i piszczy. Oprócz ogórka. Uprzejmie donoszę, że mimo próśb, nalegań a nawet groźby karalnej typu &#8222;bo jak nie to&#8230;&#8221;  nie zaśpiewał. Poeta Konstanty, &#8222;syn Konstantego, zwany w Hiszpanii mistrzem Ildefonsem&#8221; badał swego czasu kwestię umuzykalnienia ogórków. Chyba jednak do żadnych konstruktywnych wniosków nie doszedł. A ja owszem&#8230; Wiem.</p>
<p style="text-align: justify;">
Zanim jednak zdradzę do jakich, w związku z upałem wszechobecnym, doszłam wniosków, kilka słów wprowadzenia. Tylko pozornie nie na temat&#8230;</p>
<p>Jestem nienormalna. Tak, wiem, to żadna nowina, ale tym, że jestem z tego dumna, to już cię chyba zaskoczę, co? Mistrzu?</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Normalność to jest coś, co jakaś tam grupa społeczna uważa za słuszne i pożądane. I to pod warunkiem, że rzecz się dzieje w danym czasie i miejscu. W innym czasie, albo miejscu grupa może sobie zmienić zdanie i uważać coś zupełnie innego za dobre, moralne i cacy.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">I słusznie! Bo po kiego parasola  grupie dziwolągi, co to mają jakieś pragnienia, chcą czegoś czego grupa nie akceptuje i że w ogóle im się chce czegokolwiek.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Śmiem przypuszczać, że autorka powyższej definicji normalna nie jest. Nie może. Wszak jej się chciało. I jeśli nawet nosi czapkę z pomponem do wizytowej garsonki to nie dlatego żeby się wyróżniać z tłumu, ale po prostu, czasami jest jej wsio rybka, bo głowę miast szatkami i stylizacją, miała zajętą rozmyślaniem o niebieckich ciałach. W sensie jak najbardziej kosmicznym. Wymyśliła sobie (cały czas mowa o autorce), że podczas wycieczki sprawdzi czy u ufoludków, zakładając, że istnieją, też normą jest przeciętność i niewychylanie się. W żadną stronę.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Bo to widzisz, Mistrzu, z tą normalnością, to trochę tak jak Modzelewską Marią, co to &#8222;chciałaby a boi się&#8221;. Głównie tego, co ludzie powiedzą. Inne konsekwencje niesubordynacji jakoś niekoniecznie trafiają do wyobraźni buntowników.</p>
<p style="text-align: justify;">Reasumując; normalni się boją, nienormalni mają wszystko w nosie i robią swoje. Tak przynajmniej powinno być. Gorzej jak robią nie tyle swoje, co mające za zadanie tylko i wyłącznie zaszokować i sprawić że delikwent zaistnieje w prasie, że zatrąbi o nim radio i że telewizja się weźmie i pofatyguje, i na cały kraj a może i świat pokaże szok, którego był sprawcą. Dzięki temu pozostanie na długo w pamięci normalnych. Kto wie, może nawet przejdzie do historii jako kontrowersyjny, wariat, ale nieszkodliwy. Tak właśnie czasami odbieram współczesną sztukę Mistrzu. Wiem, powiesz, że jestem laikiem, że się nie znam i że do garów mam się udać, gdzie moje miejsce, i że cicho siedź Grafomanko jedna i nie pchaj się ze swoimi teoriami przed szereg.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A mów sobie! Ja i tak wiem swoje. Wolno mi. Przecież jestem nienormalna&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wracając do ogórka&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wzmiankowany ogórek nie śpiewa, bo jest normalny. Nie wychyla się, nie robi szoła w warzywniaku, nie czeka na oklaski, nie rozdaje autografów. Ogórek po prostu rośnie. Nudy&#8230; Ktoś musi być normalny, żeby nienormalnym mógł być ktoś&#8230; Ktoś musi być bytem podporządkowanym, żeby brykać mógł ktoś.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A tak naprawdę to chyba nie ma ludzi zupełnie normalnych, każdy z nas jest indywidualnością. Z tym, że niektórzy bardziej.</p>
<p style="text-align: justify;">Wychodzi na to, że tylko ogórek broni honoru normalnych i spełnia rolę do jakiej został przez matkę naturę stworzony. A jak czasami jakiemuś przyjdzie do głowy coś zmienić, być większym, bardziej zielonym czy fantazyjnie wygiąć szyję do słońca, to inspektorzy Unii Europejskiej capną i nałożą karę. Za niestosowanie się do norm&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Poza tym to w sezonie ogórek nie ma innego wyjścia. Musi rosnąć.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Pozdrawiam leniwie, ogórkowo, spokojnie, bo &#8222;nie dzieje się nic, i nie stanie się nic , aż do końca&#8221;&#8230; września.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Gafomanka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/07/05/fwd-mistrzu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gorczycki – Chełmno – miłość od pierwszego wejrzenia</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 15 Jun 2011 08:25:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietoniści]]></category>
		<category><![CDATA[Małgorzata Południak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1293</guid>
		<description><![CDATA[Obok mnie siedziała Jola. Częstowałam ją piwem &#8211; nie chciała. Dostrzegłam w niej spokój, którego od dawna nie mam w sobie. Ciągle zastanawiam się, po co to robię. Czy chodzi o emocje, czy o werbalizację uczuć. A może o kulturę, a może o miłość. Szaleństwo – pakowałam się na ostatnią chwilę, chociaż tym razem zrobiłam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em><strong><a rel="attachment wp-att-1296" href="http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/chelmno/"><img class="aligncenter size-full wp-image-1296" title="chelmno" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/06/chelmno.jpg" alt="" width="480" height="360" /></a>Obok mnie siedziała Jola. Częstowałam ją piwem &#8211; nie chciała. Dostrzegłam w niej spokój, którego od dawna nie mam w sobie. Ciągle zastanawiam się, po co to robię. Czy chodzi o emocje, czy o werbalizację uczuć. A może o kulturę, a może o miłość. Szaleństwo – pakowałam się na ostatnią chwilę, chociaż tym razem zrobiłam listę i nie zapomniałam o klapkach pod prysznic. Co tam klapki. Pojechaliśmy z zespołem do Chełmna. Przywykłam do podsyconych emocji, do niepewności, do sentymentalizmu.</strong></em></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1293"></span><br />
Moje preferencje muzyczne odbiegają obsesyjnie od muzyki klasycznej. Mało tego: odbiegają od spokojnych myśli. W ostatnim czasie przylgnął do mnie utwór Gorczyckiego „Omni die dic Mariae”. I dobrze, że przylgnął; stał się obsesją. Forma uczestnictwa w kulturze poprzez śpiewanie świetnie sprawdziła się w miniony weekend. Miasto na wzgórzu z kościołami, z murami obronnymi, z renesansowym ratuszem, zakonem, gotyckimi budynkami i uliczkami przecinającymi się pod kątem prostym. Oczarowało mnie. Błąkałam się po ulicach zaglądając ludziom w oczy. Z intymnych zakamarków błyskały serdeczne uśmiechy.</p>
<p>Festiwale kondensują uczucia, myśli, obrazy, tradycję i muzykę. W kościele, słuchając śpiewów, myślałam o zamalowanych malowidłach i o aurze, którą roztaczali wokół siebie ludzie. Myślałam o głosach odbijających się od ścian w delikatnej tkance liryki.</p>
<p>W prostych gestach ucieczka od siebie bywa pozorna, bo przecież lubimy razem spędzać czas. Lubimy poznawać ludzi, smakować ich codzienność i dotykać miejsc, które przed nami otwierają. To jest to &#8211; magiczne utrwalanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Chełmińskie Międzynarodowe Spotkania Chóralne – to tylko oficjalna nazwa. Pod nią kryje się pierwsza sobota czerwca i kryją się piękni ludzie, którzy z twórczym zaangażowaniem przewartościowują zwykłe dni. Własne credo oddają każdemu, kto potrzebuje wytchnienia.</p>
<p style="text-align: justify;">Są chwile, gdy człowiek zapada się w swojej egzystencji i wtedy zawsze znajdą się tacy, którzy są nieskończenie ludzcy. Muzyka wpływa na ich życie, zrównuje do jednego czasu, tu i teraz. Wydarzenia nabierają sensu &#8211; chcemy poznawać i dzielić się muzyką z innymi. Podejmujemy wyzwania, nie poddajemy się regułom, które gwarantują jedynie bezpieczeństwo. Tylko czy na pewno chodzi o przekraczanie siebie?</p>
<p>W środku miasta znalazłam oazę na polanie rycerskiej. Popłakałam się ze śmiechu z dziewięć razy. Posmakowałam odkrytych serc. Powrót do domu tym razem wydawał się niepotrzebny. Jednak należało wrócić.</p>
<blockquote><p>Foto: Agnieszka Lenartowicz</p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/06/15/gorczycki-%e2%80%93-chelmno-%e2%80%93-milosc-od-pierwszego-wejrzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fwd: In polish please! &#8211; z cyklu political fiction</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/05/30/fwd-in-polish-please-z-cyklu-political-fiction/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/05/30/fwd-in-polish-please-z-cyklu-political-fiction/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 May 2011 07:53:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mistrz]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1264</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: In polish please! &#8211; z cyklu political fiction Date: Sun, 29 May 2011 20:20:42 +0200 From: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; To: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; Muzo. O tym jak piękne są dźwięki ojczystej mowy nie trzeba nikogo przekonywać. A już zwłaszcza tych, którzy żywot swój wiodą na dalekiej obczyźnie, gdzie polszczyzna jest tworem dalece niezrozumiałym, a często passé [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject: Fwd: In polish please! &#8211; z cyklu political fiction<br />
Date: Sun, 29 May 2011 20:20:42 +0200<br />
From: Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;<br />
To: Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;</p>
<p style="text-align: justify;"><em><strong><a rel="attachment wp-att-1267" href="http://felietony.allarte.pl/2011/05/30/fwd-in-polish-please-z-cyklu-political-fiction/heinkel_he_111_during_the_battle_of_britain/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1267" title="Heinkel_He_111_during_the_Battle_of_Britain" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/05/Heinkel_He_111_during_the_Battle_of_Britain-300x235.jpg" alt="" width="300" height="235" /></a></strong></em></p>
<p style="text-align: justify;"><em><strong>Muzo. O tym jak piękne są dźwięki ojczystej mowy nie trzeba nikogo przekonywać. A już zwłaszcza tych, którzy żywot swój wiodą na dalekiej obczyźnie, gdzie polszczyzna jest tworem dalece niezrozumiałym, a często </strong></em><strong>passé </strong><em><strong>nawet wśród rodaków-emigrantów. Jednak dlaczego nawet w naszym pięknym kraju polski wydaje się być językiem drugiej kategorii? Czymś nie na miejscu w kontakcie z obcokrajowcem odwiedzającym Polskę, lub – coraz częściej, w Polsce mieszkającym?</strong></em></p>
<p style="text-align: justify;"><em><strong><span id="more-1264"></span> </strong></em>Z życia Mistrza wzięte: spokojna majowa noc, godzina 3:15. Mistrz śpi sobie spokojnie w swoim łóżku, wznosząc się na intelektualne wyżyny swojej podświadomości, kreującej rzeczywistość senną, o której zwykły śmiertelnik nie może mieć pojęcia, kiedy nagle wyrywa go z tego snu dźwięk nadlatujących bombowców (huk silników i bombardowanie).</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Ponieważ Mistrz nie jest osobnikiem pozbawionym instynktu samozachowawczego, wyskoczył z łóżka i chciał ratować się ucieczką. Kiedy jednak resztki snu wyparowały z jego mózgu, odkrył, że to nie kolejna niespodziewana militarna napaść Niemców na nasz kraj. Tym razem wrogiem byli Alianci. Konkretnie jeden: sąsiad Brytyjczyk, mieszkający piętro niżej, gdzie zagnieździł się parę miesięcy wcześniej.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Do tej pory Brytyjczykowi często zdarzało się wprawdzie wyprawiać huczne imprezy (zwłaszcza pamiętna była impreza karaoke w dniu ślubu księcia Wiliama, zakończona interwencją policji), ale przegląd kronik filmowych z czasów lotniczej bitwy o Anglię, zaskoczył nawet Mistrza zblazowany umysł. Udał się więc do niego w celu napomnienia.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>British guy</em> otworzył zdziwiony drzwi a oracja na temat dobrych obyczajów dobrosąsiedzkich i dostosowywania się do godzin ciszy nocnej wprawiła go w osłupienie. Nic nie rozumiał. Wpatrywał się w Mistrza jak sarna w światła nadjeżdżającego samochodu. Polszczyzna była dla niego mową dzikusa. Mistrz wyartykułował więc zasadnicze pytanie: „<em>How long do you live in Poland?</em>” (ulga rysuje się na brytyjskiej twarzy, kiedy słyszy cywilizowane dźwięki); ”<em>Almost a year</em>” odpowiada zadowolony z siebie. „<em>And still only one word you can say in Polish is „ok”, can&#8217;t you?</em>” dusił Mistrz przez zaciśnięte ze złości zęby, prezentując mu mimo wszystko całkiem udany brytyjski akcent. Dalej wyrzucił z siebie wszystkie znane sobie anglojęzyczne określenia męskich narządów płciowych dostępne w funkcji epitetu, jakich nauczył się podczas wnikliwej analizy słownikowego fenomenu serialu „<em>Miasteczko South Park</em>”, odwrócił się na pięcie i wrócił do siebie.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">I nastała cisza.</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1266" href="http://felietony.allarte.pl/2011/05/30/fwd-in-polish-please-z-cyklu-political-fiction/obama/"><img class="alignright size-medium wp-image-1266" title="obama" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/05/obama-230x300.jpg" alt="" width="230" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Ale to przecież nie jest wyjątkowy przypadek. Z Polski wyjechał właśnie miłościwie nam panujący król cywilizowanego świata, prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Media już od dłuższego czasu niezdrowo ekscytowały się jego wizytą. Jedną z ulubionych rozrywek dziennikarzy w tym czasie, było wyśmiewanie się z polskich polityków, którzy kompromitowali się swoją (nie)znajomością języka angielskiego. Przepytywani wili się jak piskorz. Wniosek z tego płynął jeden: rządzą nami dzikusy, niewładające językiem cywilizowanego świata, czeka nas więc polityczna marginalizacja i wieczna zaściankowość. Więc moje pytanie: ile języków zna Barack Obama (wikipedia milczy na ten temat)? Ile języków zna przeciętny amerykański kongresmen?</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Z tego co słyszałem w mediach polscy politycy są z natury co najmniej dwujęzyczni. Zazwyczaj całkiem dobrze radzą sobie z polszczyzną (chociaż nie jest to regułą), ale większość z nich biegle, przynajmniej na poziomie ADVANCE posługuje się językiem nienawiści. Więc nie jest z nimi tak źle. W świetle wyników badań pewnej pięknej Czeszki, z którą kiedyś dzieliłem swoje nędzne życie, na temat dobroczynnego wpływu dwujęzyczności na kreatywność człowieka, mamy więc całkiem rozsądne wytłumaczenie tego, dlaczego polityka w naszym kraju to takie barwne i arcyciekawe przedstawienie.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>But I&#8217;m missing the point here&#8230;</em> chciałem przecież pisać o polszczyźnie. A dokładniej o skłonności jej użytkowników do traktowania jej jako tworu nieco kłopotliwego, mało <em>cool</em>, jezzy i <em>trendy</em>. I nie jest to wcale jakieś nowe zjawisko. Już w XVI wieku Łukasz Górnicki w swoim „<em>Dworzaninie polskim</em>” krytykował ówczesne elity intelektualne za spychanie polszczyzny na drugi plan. Wtedy jednak językiem uchodzącym za prestiżowy był język <em>nota bene</em>&#8230; czeski, a zamiast dzisiejszymi anglicyzmami,  wśród modnych dworzan i obyłych w świecie dam dworu obsypywano się bohemizmami. Nie trzeba chyba przypominać, że podobną karierę robiła swojego czasu również namiętna mowa Francuzów.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Może to nic wielkiego. Może aktualny język biznesu i nauki to tylko przejściowa moda. Może za dwieście lat będziemy się popisywać mandaryńskim, hindi lub suahili, a komputer, marketing, czy mikrodermabrazja będą jedynie słownikowymi ciekawostkami, pamiątkami po anglosaskiej fascynacji, tak jak po przygodzie z językiem naszych czeskich braci pozostał nam kościół, serce i wesele.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Ale mimo wszystko to smutne, że Polacy wstydzą się swojego języka. <a href="http://felietony.allarte.pl/2011/03/08/fwd-chuu-wylaj/">Mamy przecież wiele do zaoferowania innym, znacznie słabiej uposażonym w pewne elementy rzeczywistości słownikowej, językom.</a></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;"><em>Polacy nie gęsi&#8230;</em> brzmi trochę jak bezsilne zaklinanie rzeczywistości. Nawet jeżeli Rej na początku bywania Polszczyzny na salonach, musiał ją ośmielać, widząc w niej pannę zahukaną i wstydliwą, ale nadrabiającą swoją młodością i żywiołowością, to teraz, jako już leciwej damie, pomóc już chyba się nie da&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">What do you think about this, my Muse?</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Your sincerely</p>
<p style="text-align: justify;">Master</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">P.S. In polisz plis.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Foto: 1) Samoloty Heinkel He 111 w Bitwie o Anglię (Wikipedia)</p>
<p style="text-align: justify;">2) <a href="http://juliestagis.files.wordpress.com/2008/09/obama_yes_we_can.jpg">Barack Obama &#8222;Yes, We can!&#8221;</a></p>
</blockquote>
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">
</blockquote>
<p style="text-align: justify;">
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/05/30/fwd-in-polish-please-z-cyklu-political-fiction/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mistrzu! Z wszystkich mistrzów najbardziej mistrzowski!</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/04/21/mistrzu-z-wszystkich-mistrzow-najbardziej-mistrzowski/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/04/21/mistrzu-z-wszystkich-mistrzow-najbardziej-mistrzowski/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Apr 2011 06:39:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Grafomanka]]></category>
		<category><![CDATA[Mistrz i Grafomanka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1258</guid>
		<description><![CDATA[Subject: Fwd: Miszczu! Z wszystkich mistrzów najbardziej mistrzowski! Date: Mon, 21 Apr 2011 20:20:42 +0200 From: Grafomanka &#60;muza_graf@allarte.pl&#62; To: Mistrz &#60;miszcz@allarte.pl&#62; Świadoma winy wystawiam łapę, na wszelki wypadek lewą, gdyż, ponieważ, albowiem, prawa bardziej mi się przydaje, na ten przykład do mieszania. I wcale nie mam na myśli mieszania w ludzkich życiorysach, a w poczciwej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Subject:    Fwd: Miszczu! Z wszystkich mistrzów najbardziej mistrzowski!<br />
Date:         Mon, 21 Apr 2011 20:20:42 +0200<br />
From:        Grafomanka &lt;muza_graf@allarte.pl&gt;<br />
To:            Mistrz &lt;miszcz@allarte.pl&gt;</p>
<p style="text-align: justify;"><a rel="attachment wp-att-1259" href="http://felietony.allarte.pl/2011/04/21/mistrzu-z-wszystkich-mistrzow-najbardziej-mistrzowski/sloik/"><img class="alignleft size-medium wp-image-1259" title="sloik" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/04/sloik-216x300.jpg" alt="" width="216" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Świadoma winy wystawiam łapę, na wszelki wypadek lewą, gdyż, ponieważ, albowiem, prawa bardziej mi się przydaje, na ten przykład do mieszania. I wcale nie mam na myśli mieszania w ludzkich życiorysach, a w poczciwej filiżance w bladoróżowe nomen omen róże, w której to zwykłam pijać kawę. Poranną, popołudniową, wieczorną i każdą inną. Kawa albowiem, Mistrzu pozwala mi przetrwać. Co? A no właśnie to, za co przepraszam i za co łapę wystawiam celem wymierzania kary. Za nicnierobienie. </em></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1258"></span>Na temat wulgaryzmów mam własną teorię. A mianowicie taką, że: O wulgaryzmach&#8230;.</p>
<p style="text-align: justify;">Wulgaryzm, to takie brzydkie słowo. Ściślej: powszechnie uważane za brzydkie. I za obraźliwe. Uważane, bo tak naprawdę to umówmy się, że się na to umówiliśmy.</p>
<p style="text-align: justify;">Słowo to nic innego jak zlepek literek &#8211; głosek je tworzących. Taka na przykład „mama&#8221; jest uważana za wyraz jak najbardziej społecznie pożądany i poprawny ideologicznie.  Umówiliśmy się też, że inny zlepek głosek określający części dolno-tylne, zaczynający się na literę „D&#8221; jest wyrazem wulgarnym.</p>
<p style="text-align: justify;">Przyznaję, Mistrzu. Jestem, a może raczej bywam wulgarna. Czasami i w zaciszu domowym, i tylko jak nikt mnie nie słyszy i tylko jak mnie coś wku&#8230; to znaczy  wnerwi. Ale jestem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ja, proszę Mistrza, naprawdę tylko troszkę i tylko czasami. I w związku z powyższym, szanowny Mistrzuniu wszystko sobie przemyślałam. I nawet wymyśliłam taki projekt; żeby, używanie rzeczowników określających:</p>
<p style="text-align: justify;">a) chorobę egzotyczną,</p>
<p style="text-align: justify;">b) panią uprawiającą zawód nieobyczajny,</p>
<p style="text-align: justify;">c) części dolno &#8211; tylne,</p>
<p style="text-align: justify;">d) męskie lub żeńskie narządy rozrodcze,</p>
<p style="text-align: justify;">a także  czasowniki określające wykonywanie pewnych czynności: jak dodawanie przyprawy do zupy itp., podzielić w sposób następujący:</p>
<p style="text-align: justify;">- Jak ktoś używa tych, wymienionych powyżej słów tylko od czasu do czasu, w zaciszu i w określonej, dobrze umotywowanej sytuacji (np. rozładowanie napięcia) nie był uznawany za wulgarnego. Ewentualnie (tu wykazuje się empatią) wulgarnego inaczej.</p>
<p style="text-align: justify;">- Wulgarnym natomiast, należy nazwać osobnika, nadużywającego w/w określeń. Takiego, który nie potrafi tego odpowiednio umotywować. Albo stosuje w/w zamiast znaków interpunkcyjnych.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszyscy, i pierwsi i drudzy, za każdy wulgarny wyraz, wrzucają do słoika po ogórkach po 50 groszy. Jak słoik będzie pełen, należy go otworzyć i przeliczyć zawartość. Powinno wystarczyć na zakup podręcznika dobrych manier.</p>
<p style="text-align: justify;">Dlaczego po ogórkach? Bo tak.</p>
<p style="text-align: justify;">Oczywiście, ze swej strony dołożę starań, żeby się poprawić. I nie stosować. Ani w mowie, ani w piśmie, ale słoik przygotuję. Mimo wszystko:)</p>
<p style="text-align: justify;">A&#8230; I jeszcze tak sobie pomyślałam, że jakbyśmy się umówili , ale wszyscy co do jednego, całe 40 milionów, że od dziś to słowo, co to obiecałam nie używać, a co oznacza w wolnym tłumaczeniu panią lekkich obyczajów zastępujemy innym. Zupełnie obojętnym emocjonalnie. Powiedzmy , że to będzie poczciwa &#8222;biedronka&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozmowa dwóch wulgarnych osobników wyglądałby wtedy plus minus tak:</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale dziś zimno, Biedronka!</p>
<p style="text-align: justify;">- No ! Biedronkowo!</p>
<p style="text-align: justify;">To jest właśnie to „prawie”, które czyni różnicę.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wszystko Mistrzu jest na sprzedaż, na wszystkim nie tyle można co trzeba zarobić. Na film oparty na narodowej epopei, mimo znakomitej obsady i jeszcze znamienitszej reżyserii wybrała się garstka. Z czego większość to wielbiciele przecudnej urody Alicji Bachledy dwojga nazwisk Curuś, oraz panie wzdychające do nieziemsko przystojnego Żebrowskiego Michała. Oglądalność nieco podnieśli uczniowie, którzy zaoszczędzony czas przeznaczyli na czytanie trzynastej księgi dzieła (autorstwa bliżej nieznanego, aczkolwiek są podejrzenia;)</p>
<p style="text-align: justify;">Co się dziwić. Bohaterowie mówią jakimś dziwnym, niedzisiejszym językiem, w filmie brak hollywoodzkiego mordobicia, nie ma efektów w stylu zabili go i uciekł, wszyscy jacyś grzeczni, tylko dziękuję, proszę i przepraszam, nikt nie beka i nie przeklina i nie puszcza bąków. Nudy! Nie to co takie na ten przykład „Lejdis”. Te to umieją przeklinać… I są przy tym zabawne. I cudowne jak woda z Lichenia.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Zmieniając temat, chciałam Cię zapytać o poezję. Bo widzisz Mistrzu, taka jedna poetka, znajoma, powiedziała, że cytuję „Poezja to jest nic”</p>
<p style="text-align: justify;">Moja pewnie tak. Bo jedyny wierszyk jaki udało mi się w życiu napisać, został okupiony niezwykłym wręcz wysiłkiem. Intelektualnym. A brzmiał dokładnie tak;</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Na górze róże,</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Na dole fiolki</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>My się kochamy</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Jak mama z córką.</em></p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Wiersz(!) został przyjęty entuzjastycznym śmiechem i od tamtej pory idąc za radą samozwańczego profesora Jana Tadeusza Stanisławskiego mniemam i się stosuję.</p>
<p style="text-align: justify;">Mniemam, że o poezji wiem tyle co u Gombrowicza przeczytałam, że  „Słowacki wielkim poetą był”. I stosuję się do zasady prostej – jak nie potrafisz nie pchaj się na afisz. Ilekroć przyjdzie mi do głowy chęć spisania myśli w formie poetyckiej, natychmiast przypominam sobie wierszydełko, które wpisałam do pamiętnika</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Fakt niepotrafienia wcale, nie jest jednoznaczny z tym, że nie mogę się powymądrzać w temacie: poezja.</p>
<p style="text-align: justify;">Na stanowcze twierdzenie Poetki, że niby poezja to nic, wrzasnęłam oburzona wielce;</p>
<p style="text-align: justify;">- No jak nic! Znaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie – poetka była nieugięta – Nikt tego tak naprawdę nie czyta.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ależ czyta! Ja czytam na ten przykład, mimo że się nie znam nic a nic – przekonywałam – I lepiej żebyś nie upierała się przy „nikt” bo ja się czuję osobą, jednostką społeczną i tak dalej.</p>
<p style="text-align: justify;">Poetka machnęła ręką i poszła do swoich spraw. A ja nadal rozmyślałam.</p>
<p style="text-align: justify;">I wymyśliłam, może nie nowatorsko jakoś, ale raczej teoria jest słuszna.</p>
<p style="text-align: justify;">Po pierwsze dyskusja nad wyższością świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą jest tak samo bezcelowa jak próba wywyższenia poezji ponad prozę i odwrotnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Po drugie współczesna poezja to nie bułka z masłem. To nie jakiś prosty Mickiewicz czy inny romantyk. Dzisiejsza poezja jest trudna w odbiorze i zmusza do myślenia. A że mało komu chce się wkładać wysiłek intelektualny w proces myślenia, więc poezja stała się sportem elitarnym.</p>
<p style="text-align: justify;">I to by było po trzecie i najważniejsze.</p>
<p style="text-align: justify;">To jak to jest z ta poezją, Mistrzu?</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Trzymaj się! I nie wierz tak do końca wiośnie. Kapryśna z niej pannica. Ciepłe sweterki noś do odwołania. No!</p>
<p style="text-align: justify;">i … zjedz wreszcie te ogórki, bo coś czuję, że słoik ci się przyda…</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Buźka Mistrzu!</p>
<p style="text-align: justify;">Twoja zawsze do usług Grafomanka.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="_mcePaste" style="position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px; overflow-x: hidden; overflow-y: hidden; text-align: justify;">
<p style="margin-bottom: 0.35cm; line-height: 115%; widows: 0; orphans: 0;" lang="pl-PL"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: x-small;"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">Mistrzu! Z wszystkich mistrzów najbardziej mistrzowski!</p>
<p>Świadoma winy wystawiam łapę, na wszelki wypadek lewą, gdyż, ponieważ, albowiem, prawa bardziej mi się przydaje, na ten przykład do mieszania. I wcale nie mam na myśli mieszania w ludzkich życiorysach, a w poczciwej filiżance w bladoróżowe nomen omen róże, w której to zwykłam pijać kawę. Poranną, popołudniową, wieczorną i każdą inną. Kawa albowiem, Mistrzu pozwala mi przetrwać. Co? A no właśnie to, za co przepraszam i za co łapę wystawiam celem wymierzania kary. Za nicnierobienie.</p>
<p>Na temat wulgaryzmów mam własną teorię. A mianowicie taką, że:</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><strong> </strong></span></span></span><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">O wulgaryzmach&#8230;.</span></span></span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.35cm; line-height: 115%; widows: 0; orphans: 0;" lang="pl-PL"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">Wulgaryzm, to takie brzydkie słowo. Ściślej: powszechnie uważane za brzydkie. I za obraźliwe. Uważane, bo tak naprawdę to umówmy się, że się na to umówiliśmy.</span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.35cm; line-height: 115%; widows: 0; orphans: 0;" lang="pl-PL"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">Słowo to nic innego jak zlepek literek &#8211; głosek je tworzących. Taka na przykład „mama&#8221; jest uważana za wyraz jak najbardziej społecznie pożądany i poprawny ideologicznie.  Umówiliśmy się też, że inny zlepek głosek określający części dolno-tylne, zaczynający się na literę „D&#8221; jest wyrazem wulgarnym.<br />
Przyznaję, Mistrzu. Jestem, a może raczej bywam wulgarna. Czasami i w zaciszu domowym, i tylko jak nikt mnie nie słyszy i tylko jak mnie coś wku&#8230; to znaczy  wnerwi. Ale jestem.</span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.35cm; line-height: 115%; widows: 0; orphans: 0;" lang="pl-PL"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">Ja, proszę Mistrza, naprawdę tylko troszkę i tylko czasami. I w związku z powyższym, szanowny Mistrzuniu wszystko sobie przemyślałam. I nawet wymyśliłam taki projekt; żeby, używanie rzeczowników określających:<br />
a) chorobę egzotyczną,<br />
b) panią uprawiającą zawód nieobyczajny,<br />
c) części dolno &#8211; tylne,<br />
d) męskie lub żeńskie narządy rozrodcze,<br />
a także  czasowniki określające wykonywanie pewnych czynności: jak dodawanie przyprawy do zupy itp., podzielić w sposób następujący:<br />
- Jak ktoś używa tych, wymienionych powyżej słów tylko od czasu do czasu, w zaciszu i w określonej, dobrze umotywowanej sytuacji (np. rozładowanie napięcia) nie był uznawany za wulgarnego. Ewentualnie (tu wykazuje się empatią) wulgarnego inaczej.<br />
- Wulgarnym natomiast, należy nazwać osobnika, nadużywającego w/w określeń. Takiego, który nie potrafi tego odpowiednio umotywować. Albo stosuje w/w zamiast znaków interpunkcyjnych.<br />
Wszyscy, i pierwsi i drudzy, za każdy wulgarny wyraz, wrzucają do słoika po ogórkach po 50 groszy. Jak słoik będzie pełen, należy go otworzyć i przeliczyć zawartość. Powinno wystarczyć na zakup podręcznika dobrych manier.<br />
Dlaczego po ogórkach? Bo tak.<br />
Oczywiście, ze swej strony dołożę starań, żeby się poprawić. I nie stosować. Ani w mowie, ani w piśmie, ale słoik przygotuję. Mimo wszystko:)</span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0.35cm; line-height: 115%; widows: 0; orphans: 0;" lang="pl-PL"><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">A&#8230; I jeszcze tak sobie pomyślałam, że jakbyśmy się umówili , ale wszyscy co do jednego, całe 40 milionów, że od dziś to słowo, co to obiecałam nie używać, a co oznacza w wolnym tłumaczeniu panią lekkich obyczajów zastępujemy innym. Zupełnie obojętnym emocjonalnie. Powiedzmy , że to będzie poczciwa &#8222;biedronka&#8221;.<br />
Rozmowa dwóch wulgarnych osobników wyglądałby wtedy plus minus tak:<br />
- Ale dziś zimno, Biedronka!<br />
- No ! Biedronkowo! </span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">To jest właśnie to „prawie”, które czyni różnicę.</p>
<p>Wszystko Mistrzu jest na sprzedaż, na wszystkim nie tyle można co trzeba zarobić. Na film oparty na narodowej epopei, mimo znakomitej obsady i jeszcze znamienitszej reżyserii wybrała się garstka. Z czego większość to wielbiciele przecudnej urody Alicji Bachledy dwojga nazwisk Curuś, oraz panie wzdychające do nieziemsko przystojnego Żebrowskiego Michała. Oglądalność nieco podnieśli uczniowie, którzy zaoszczędzony czas przeznaczyli na czytanie trzynastej księgi dzieła (autorstwa bliżej nieznanego, aczkolwiek są podejrzenia;)<br />
Co się dziwić. Bohaterowie mówią jakimś dziwnym, niedzisiejszym językiem, w filmie brak hollywoodzkiego mordobicia, nie ma efektów w stylu zabili go i uciekł, wszyscy jacyś grzeczni, tylko dziękuję, proszę i przepraszam, nikt nie beka i nie przeklina i nie puszcza bąków. Nudy! Nie to co takie na ten przykład „Lejdis”. Te to umieją przeklinać… I są przy tym zabawne. I cudowne jak woda z Lichenia.</p>
<p>Zmieniając temat, chciałam Cię zapytać o poezję. Bo widzisz Mistrzu, taka jedna poetka, znajoma, powiedziała, że cytuję „Poezja to jest nic”<br />
Moja pewnie tak. Bo jedyny wierszyk jaki udało mi się w życiu napisać, został okupiony niezwykłym wręcz wysiłkiem. Intelektualnym. A brzmiał dokładnie tak;<br />
</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><em><strong>Na górze róże,<br />
Na dole fiolki<br />
My się kochamy<br />
Jak mama z córką.</strong></em></span></span></span><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"></p>
<p>Wiersz(!) został przyjęty entuzjastycznym śmiechem i od tamtej pory idąc za radą samozwańczego profesora Jana Tadeusza Stanisławskiego mniemam i się stosuję.<br />
</span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">Mniemam, że o poezji wiem tyle co u Gombrowicza przeczytałam, że  „Słowacki wielkim poetą był”. I stosuję się do zasady prostej – jak nie potrafisz nie pchaj się na afisz. Ilekroć przyjdzie mi do głowy chęć spisania myśli w formie poetyckiej, natychmiast przypominam sobie wierszydełko, które wpisałam do pamiętnika</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><strong><br />
</strong></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><br />
Fakt niepotrafienia wcale, nie jest jednoznaczny z tym, że nie mogę się powymądrzać w temacie: poezja.<br />
Na stanowcze twierdzenie Poetki, że niby poezja to nic, wrzasnęłam oburzona wielce;<br />
- No jak nic! Znaczy.<br />
- Nie – poetka była nieugięta – Nikt tego tak naprawdę nie czyta.<br />
- Ależ czyta! Ja czytam na ten przykład, mimo że się nie znam nic a nic – przekonywałam – I lepiej żebyś nie upierała się przy „nikt” bo ja się czuję osobą, jednostką społeczną i tak dalej.<br />
Poetka machnęła ręką i poszła do swoich spraw. A ja nadal rozmyślałam.<br />
I wymyśliłam, może nie nowatorsko jakoś, ale raczej teoria jest słuszna.<br />
Po pierwsze dyskusja nad wyższością świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą jest tak samo bezcelowa jak próba wywyższenia poezji ponad prozę i odwrotnie.<br />
Po drugie współczesna poezja to nie bułka z masłem. To nie jakiś prosty Mickiewicz czy inny romantyk. Dzisiejsza poezja jest trudna w odbiorze i zmusza do myślenia. A że mało komu chce się wkładać wysiłek intelektualny w proces myślenia, więc poezja stała się sportem elitarnym.<br />
I to by było po trzecie i najważniejsze.</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><strong><br />
</strong></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;">To jak to jest z ta poezją, Mistrzu?</span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"><strong><br />
</strong></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: &amp;amp;amp;"><span style="font-size: medium;"></p>
<p>Trzymaj się! I nie wierz tak do końca wiośnie. Kapryśna z niej pannica. Ciepłe sweterki noś do odwołania. No!<br />
i … zjedz wreszcie te ogórki, bo coś czuję, że słoik ci się przyda…</p>
<p>Buźka Mistrzu!<br />
Twoja zawsze do usług Grafomanka.</span></span></span></p>
<p style="margin-bottom: 0cm; text-align: justify;">
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/04/21/mistrzu-z-wszystkich-mistrzow-najbardziej-mistrzowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chcę być jak&#8230;</title>
		<link>http://felietony.allarte.pl/2011/04/15/chce-byc/</link>
		<comments>http://felietony.allarte.pl/2011/04/15/chce-byc/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 15 Apr 2011 05:37:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>pawel.brzezek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Felietoniści]]></category>
		<category><![CDATA[Łukasz Kołodziej]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://felietony.allarte.pl/?p=1239</guid>
		<description><![CDATA[Kultura jest pewną szczególną klasą regularności zachowań. Obejmuje zachowania wewnętrzne i zewnętrzne, wyłącza aspekty zachowania odziedziczone biologicznie. Regularności kulturowe mogą, lecz nie muszą występować w zachowaniu jednostkowym, natomiast ich obecność lub nieobecność w zachowaniu większości członków danego społeczeństwa musi tworzyć pewien wzór, jeśli mamy je nazwać ,,kulturą&#8221;. Idealnie, wzór ten powinien objąć wszystkich członków. Jestem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-1240" href="http://felietony.allarte.pl/2011/04/15/chce-byc/john-wayne/"><img class="size-full wp-image-1240 aligncenter" title="john wayne" src="http://felietony.allarte.pl/wp-content/uploads/2011/04/john-wayne.jpg" alt="" width="473" height="207" /></a></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><em>Kultura jest pewną szczególną klasą regularności zachowań. Obejmuje zachowania wewnętrzne i zewnętrzne, wyłącza aspekty zachowania odziedziczone biologicznie. Regularności kulturowe mogą, lecz nie muszą występować w zachowaniu jednostkowym, natomiast ich obecność lub nieobecność w zachowaniu większości członków danego społeczeństwa musi tworzyć pewien wzór, jeśli mamy je nazwać ,,kulturą&#8221;. Idealnie, wzór ten powinien objąć wszystkich członków.</em></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><span id="more-1239"></span><br />
Jestem zwierzęciem odpornym na tresurę, nieposłusznym, zaślinionym ssakiem, zwykłym gadem, czymkolwiek &#8211; dla ciebie mogę być wszystkim. Wciąż czuję głód, mam nieposkromiony apetyt, żądzę pokarmu, chcę jeść, ciągle jeść wszystko co najlepsze, gardzę padliną. Spuść mnie z łańcucha a zagryzę ich wszystkich &#8211; rozszarpię tych, którzy karmili mnie przez kraty, rozbiję ich Nikony, wbiję pazury, zamknę we własnej klatce, nie zbliży się do niej nawet bank.</p>
<p style="text-align: justify;">Pragnę co dzień pornografii, pragnę obalenia zła szowinizmu, śmierci tolerancji, chcę, aby było jak dawniej &#8211; chcę znowu chodzić nago. Dążę do eliminacji słabych jednostek, do ich wykluczenia z życia społecznego, upodlenia, służalczego życia, do kultu męskości &#8211; chcę być znowu Johnem Waynem. Śnię o bójkach bez konsekwencji, śnię o tym, aby moje pięści znał cały dziki wschód, a zachód drżał na sam dźwięk strzelających kości, chcę być barbarzyńcą. Będę walczył o dom dla swojej kobiety do ostatniej kropli krwi, zabijając każdego, kto stanie mi na drodze zasiedlenia. Zniszczę każdego tubylca, zerwę z niego każdy klejnot, dom zbuduję sam, drzewo zasadzą poddani. Kiedyś zmuszę ludzi do głośnego czytania, zmuszę ich do czytania na swoim loginie &#8211; tabula rasa – to brak nowych postów.</p>
<p style="text-align: justify;">Obiecuję, że gdy nauczą się czytać, będę znali mnie tylko z gazet. Będą znali mnie, Kolumbię, mój gniew i fantazje. Mężczyźni oddadzą szacunek, matki oddadzą córki &#8211; chcę być znowu Johnem Deepem, chcę Blow &#8211; chcę, by to Escobar dał mi kredyt zaufania, bez hipoteki, chcę być znów wolny &#8211; skróć mi łańcuch. Skróć go, bo zaczniesz spacery w samotności, zerwę smycz od Louis Vuitton, wybiorę śmietniki. Będę leżał każdego dnia pod innym, staczając się niczym puszka Campbella po podłodze spółdzielczego mieszkania &#8211; taki pop art, gdy każdy chce być artystą. Ja nim nie jestem &#8211; jestem barbarzyńcą, zezwierzęconym outsiderem  &#8211; pocą mi się dłonie, za każdym razem gdy szepcesz mi na ucho &#8211; ty świnio!</p>
<p style="text-align: justify;">Gdybym chciał zostać człowiekiem, to nigdy nie opuściłbym lasu. Tutaj nie ma miejsca dla nas &#8211; wirusy i bakterie rządzą światową gospodarką, woda utopiła samego Nostradamusa, a wokół krążą tylko sępy przepowiedni. Czy stanie się coś w 2012? Nie, Ty codziennie wyrywasz mi serce.</p>
<p style="text-align: justify;">
<blockquote>
<p style="text-align: justify;">Foto: John Wayne (wikipedia)</p>
</blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://felietony.allarte.pl/2011/04/15/chce-byc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

